W sieci dealerskiej Yamaha ruszyła wiosenna promocja. Przy zakupie FZ1 S lub FZ6 S S2 wysoka szyba, pełna owiewka i kufry w super cenie. Wystarczy założyć i można ruszać w trasę.
10.157 km przez 17 krajów Europy + Monako w 38 dni ( w tym 28 dni Jawą na trasie + dzień "-1" w którym z powodów technicznych wróciliśmy do domu) Średnio 350 km dziennie w trasie. Zapraszamy do zapoznania się z dziennikiem podróży i zdjęciami
Ze Świebodzina wyjechaliśmy około 10:00. Kierowaliśmy się na Nową Sól, a następnie na Legnicę i Wałbrzych. Jadąc przez centrum Legnicy, podziwialiśmy przydrożne zabytki. Mniej więcej 40 km przed Wałbrzychem ujrzeliśmy pierwsze wzniesienia, wąską i krętą drogę, świadczące o tym, że jesteśmy coraz bliżej gór.
Pojęcie „szkieletczyzny” stworzyli w jednym ze swoich skeczów Zenon Laskowik i Bohdan Smoleń. Było to dobre 30 lat temu, czyli w czasach siermiężnej Polski Ludowej, na szczęście już przeszłej. Ale ślady przeszłości na tej ziemi są znacznie starsze, niż portrety pierwszych sekretarzy. Dziś przyjrzymy się tym, które ulokowane są po bliższej małopolski stronie. Albowiem choć ziemia to uboga i kamienista, to w tych kamieniach ukryte są jej uroki i skarby…
Pomysł, aby poendurzyć za granicą, zrodził się w naszych głowach już dawno. Słuchając opinii znajomych, przeglądając fora dyskusyjne i strony podróżnicze zdecydowaliśmy się na Ukrainę. Cel był prosty – posmakować Karpat, wciąż uważanych za najdziksze rejony Europy.
To marzenie każdego mężczyzny – wsiąść na motocykl, mając tylko niezbędny bagaż i ruszyć przed siebie. To miał być weekend tylko w męskim gronie. Cztery dni na motocyklach... Ustaliliśmy termin – pierwszy weekend czerwca. Nie był to zresztą przypadek – w tym czasie w Horice jest Cesky Tourist Trophy – wyścigi klasycznych motocykli sportowych i sidecarów, czyli podrasowanych staroci :).
Od kilku już miesięcy, na łamach tego działu, opisuję wyjazdy, ciekawe miejsca, w których wizytę chciałbym zaproponować wszystkim zainteresowanym nie tylko samą jazdą, ale i wyznaczeniem sobie jakiegoś celu wycieczki. Słowem - co i gdzie warto zobaczyć – na razie głównie na południu naszego kraju.
Wycieczki za naszą południową granicę mają w sobie coś nieprzeciętnie pociągającego, chociaż sam nie bardzo wiem co. Być może to kwestia znacznie większej górzystości, a co za tym idzie, większej liczby interesujących winkli do zwiedzenia? A może po prostu lekki podmuch obcości, świadomości wyjazdu za granicę, przy zachowaniu jednodniowego dystansu wyjazdu.
Tym razem będzie krótko i szybko: bywają wśród czytelników i takie motocyklowe tygryski, które innego stylu nie uznają. Trzy przełęcze do przejechania na odcinku niewiele przekraczającym 100km, w tym jedna z niedawno zmienioną nawierzchnią – czegóż można sobie życzyć więcej, mając nieco wolnego czasu i motocykl pod sobą?
Decyzja o wakacyjnym wyjeździe w Alpy zapadła bardzo szybko. Przekonało mnie przeczytanie kilku internetowych relacji z wyjazdu w ten piękny zakątek Europy. Z powodu braku innych chętnych, wraz z końcem lipca 2008 wyruszyliśmy w naszą samotną wyprawę przez Alpy w składzie: ja, moja wspaniała druga połówka i nasze pierwsze "dziecko" (Hayabusa).
Jak to mawia jeden z moich niepełnoletnich internetowych współdyskutantów: dzisiaj to będzie hardcore. W każdym razie dla wszystkich tych, którym bliższe jest jeżdżenie niż zwiedzanie, a gwizd powietrza w uszach cenią bardziej niźli piękne widoki. Jeśli należysz do powyższej kategorii – odradzam czytanie. Polecam zaś zwłaszcza tym, którzy w czasie wizyty w okolicach historycznego grodu królewskiego Rzeczypospolitej za punkt honoru stawiają sobie zwiedzenie fragmentu chociażby Szlaku Orlich Gniazd.
Fantastyczne zakręty, idealny asfalt, zapierające dech w piersiach górskie krajobrazy. Jednym słowem Alpy. Od zawsze były celem każdego motocyklisty. Odkąd zainteresowałem się turystyką motocyklową, stały się moim marzeniem. Jednak, aby sprostać wymaganiom takiej górskiej wyprawy, musiałem postarać się o odpowiedni sprzęt.
Pasją moją są – jak to kiedyś określił jeden ze znajomych – kupy kamieni w krajobrazie. Czyli rzecz ujmując bardziej precyzyjną polszczyzną zamki oraz ich ruiny, których na ziemiach polskich nie brakuje, jako pozostałości rozlicznych rodów szlacheckich oraz konfliktów zbrojnych przetaczających się przez kraj.
10.157 km przez 17 krajów Europy + Monako w 38 dni ( w tym 28 dni Jawą na trasie + dzień "-1" w którym z powodów technicznych wróciliśmy do domu) Średnio 350 km dziennie w trasie. Zapraszamy do zapoznania się z dziennikiem podróży i zdjęciami.
Kiedy zaczynam się zastanawiać nad trasą przejażdżki, zawsze toczę małą bitwę: ciekawe miejsca - ciekawa, kręta droga. Zazwyczaj udaje się osiągnąć coś na kształt remisu... Naturalną tego konsekwencją jest kierunek wyjazdów. Oczywiście południowy!
Pomysł na wyprawę zrodził się tak naprawdę jakieś 4 miesiące temu. Początkowo na ten rok planowaliśmy Portugalię, ewentualnie Bułgaria, Rumunia, Mołdawia, ale coś ciągnęło nas na północ Europy. Na południe Europy jeździliśmy już dwa razy. Dlaczego jednak na północ, przecież tam jest zimno, drogo, ciągle pada deszcz, odległości pomiędzy miastami są duże a i tych nie ma za wiele...
Czasami wystarczy tylko zjechać z głównej drogi, by znaleźć się w zupełnie innym świecie, nierzadko zdecydowanie ciekawszym niż widziany na co dzień. Bywa jednak i tak, że takie wyjazdy trzeba sobie po prostu zaplanować. A potem jeszcze ze trzy razy przełożyć, z kilku różnych powodów. I kiedyś wreszcie można pojechać...
Sobota. Pierwszy tydzień korzystania z chorwackiego słońca dobiegał końca. Motocykle znowu umyte lśniły w cieniu drzew. Nie wiem czemu, ale źle się czuję dosiadając brudnego sprzętu. A ilekroć pozbędę się kurzu, insektów, ewentualnie błota i wszystkiego, co bryzga spod kół, mam wrażenie, że maszyna jeździ znacznie lepiej...
Podróż dookoła świata... Choć temat sam w sobie niesamowity, to przerabiany już wielokrotnie na różne sposoby. Okrążenie naszej Matki Ziemi na pokładzie samolotu to w dzisiejszych czasach nic nadzwyczajnego. Co innego, jeżeli jako środek lokomocji wybierzemy sobie mały, 12 konny motocykl, a decyzje o wyjeździe podejmujemy spontanicznie i bez większego przygotowania...
Firma Redline wprowadziła do swojej oferty kurtkę zaprojektowaną specjalnie z myślą o motocyklowych turystach. Redline Storm II w swojej konstrukcji posiada wypinaną wodoodporną membranę Reissa, liczne kieszenie, które również obszyte zostały materiałem wodoodpornym, całkiem sporo elementów odblaskowych oraz wiele innych udogodnień przydatnych szczególnie podczas długich wyjazdów w zmiennych warunkach pogodowych.
Cztery dziewczyny Ańdzia, Alicja, Bosco i Fiorino. Cztery różne motocykle BMW, Harley, Kawasaki, Yamaha i droga od Gdańska przez Czechy, Austrię, Włochy, Węgry i Słowację, czyli około 4300 km bursztynowym szlakiem.
Pojęcie „szkieletczyzny” stworzyli w jednym ze swoich skeczów Zenon Laskowik i Bohdan Smoleń. Było to dobre 30 lat temu, czyli w czasach siermiężnej Polski Ludowej, na szczęście już przeszłej. Ale ślady przeszłości na tej ziemi są znacznie starsze, niż portrety pierwszych sekretarzy. Dziś przyjrzymy się tym, które ulokowane są po bliższej małopolski stronie. Albowiem choć ziemia to uboga i kamienista, to w tych kamieniach ukryte są jej uroki i skarby…
Pomysł, aby poendurzyć za granicą, zrodził się w naszych głowach już dawno. Słuchając opinii znajomych, przeglądając fora dyskusyjne i strony podróżnicze, zdecydowaliśmy się na Ukrainę. Cel był prosty – posmakować Karpat, wciąż uważanych za najdziksze rejony Europy.
Od kilku już miesięcy, na łamach tego działu, opisuję wyjazdy, ciekawe miejsca, w których wizytę chciałbym zaproponować wszystkim zainteresowanym nie tylko samą jazdą, ale i wyznaczeniem sobie jakiegoś celu wycieczki. Słowem - co i gdzie warto zobaczyć – na razie głównie na południu naszego kraju. No właśnie: cały czas omijam miejsce startu oraz najbliższą okolicę garażu. Czas nadrobić zaniedbanie, zwłaszcza pod kątem turystów docelowo odwiedzających gród Kraka.
Sobota. Pierwszy tydzień korzystania z chorwackiego słońca dobiegał końca. Motocykle znowu umyte lśniły w cieniu drzew. Nie wiem czemu, ale źle się czuję dosiadając brudnego sprzętu. A ilekroć pozbędę się kurzu, insektów, ewentualnie błota i wszystkiego, co bryzga spod kół, mam wrażenie, że maszyna jeździ znacznie lepiej...
Decyzja o wakacyjnym wyjeździe w Alpy zapadła bardzo szybko, a dokładniej po przeczytaniu kilku internetowych relacji z wyjazdu w ten piękny zakątek Europy. Z braku innych chętnych końcem lipca 2008 wyruszyliśmy w naszą samotną wyprawę przez Alpy w składzie ja, moja wspaniała druga połówka i nasze pierwsze "dziecko" (Hayabusa).
Szlak Orlich Gniazd widnieje pod numerem pierwszym w ogólnopolskim rejestrze znakowanych szlaków pieszych. Ta zaszczytna pozycja wynika z malowniczości ukształtowania terenu, obecności licznych ostańców skalnych i jaskiń oraz licznych zabytków. Na wyżynie jest 25 Orlich Gniazd, a cały szlak ma długość ok. 163 km i składa się głównie z ruin zamków i strażnic.
Kiedy zaczynam się zastanawiać nad trasą przejażdżki, zawsze toczę małą bitwę: ciekawe miejsca - ciekawa, kręta droga. Zazwyczaj udaje się osiągnąć coś na kształt remisu... Naturalną tego konsekwencją jest kierunek wyjazdów. Oczywiście południowy!
Pomysł na wyprawę zrodził się tak naprawdę jakieś 4 miesiące temu. Początkowo na ten rok planowaliśmy Portugalię, ewentualnie Bułgaria, Rumunia, Mołdawia, ale coś ciągnęło nas na północ Europy. Na południe Europy jeździliśmy już dwa razy. Dlaczego jednak na północ, przecież tam jest zimno, drogo, ciągle pada deszcz, odległości pomiędzy miastami są duże a i tych nie ma za wiele...
Czasami wystarczy tylko zjechać z głównej drogi, by znaleźć się w zupełnie innym świecie, nierzadko zdecydowanie ciekawszym niż widziany na co dzień. Bywa jednak i tak, że takie wyjazdy trzeba sobie po prostu zaplanować. A potem jeszcze ze trzy razy przełożyć, z kilku różnych powodów. I kiedyś wreszcie można pojechać...