Zundapp, Panonia, Wanderer, BSA czy też nasz poczciwy Sokół – to marki, które czasy świetności mają już za sobą; marki, których fabryki już dawno nie istnieją, a ocalałe do czasów dzisiejszych pojazdy często można liczyć co najwyżej w dziesiątkach, jak nie jednościach. Są jednak ludzie, którzy nad „3 sekundy do setki” i 300 km/h na zegarach nowoczesnych motocykli przedkładają zupełnie inne wartości.
Na całym świecie miłośnicy klasycznych motocykli mają swoje imprezy. Polska nie należy do wyjątków. Istnieją kluby zrzeszające fanów starych motocykli, organizowane są spotkania, zloty, giełdy itp. Jednak jeden temat traktowany jest „nieco” po macoszemu, a nasza federacja (PZM) powinna spojrzeć na zjawisko łaskawym okiem. Mam na myśli wyścigi klasyków, weteranów – jak zwał, tak zwał, wiadomo, o co chodzi.