Dzień powrotu nadszedł nieubłaganie. W sobotę o godzinie 9.00 wyruszyliśmy w stronę Polski, korzystając już z autostrady. W trakcie podróży zatrzymywaliśmy się jedynie na tankowanie i kawę. Do tempa jazdy najbardziej pasuje „Paranoid” z repertuaru Black Sabbath i to w wersji Pawła Kukiza.
Po 1250 km o godzinie 3.15 w nocy wszedłem do swojego pokoju. Pozostali nieco wcześniej, bo dzieli nas jakieś 50 km. Jak dotąd była to najbardziej udana wyprawa, której głównym atutem okazało się przemieszczanie, a nie pobyt w jednym miejscu. Na koniec dodam, że przejechaliśmy jakieś 4500 km, wlewając do baku około 190 l benzyny.
Pierwszy pełny dzień w Chorwacji powitał nas delikatnym rozpogodzeniem. O dziwo, w głowie nic nie huczało po odreagowaniu całej trasy poprzedniego wieczoru. A przecież pod kwiatka nikt nie wylewał. Nie pasowało. Bożo udostępnił nam swoją chatę, sam idąc spać do kampingu. Eksmituje się tak już w kwietniu, a wraca w październiku. Nie wypadało oddać mu mieszkania z padniętymi kwiatkami.
Całe życie pielgrzymujemy. Jedni obstają przy poglądzie, że do innego i lepszego świata, drudzy uważają, że w kierunku nicości. Nie wnikając w to która strona ma rację, stwierdzam tylko, że jako motocyklista potrzebuję swoistych pielgrzymek na dwóch kołach, by oczyścić ducha, nabrać wiary, na nowo odkryć swoją pasję i cieszyć się nią. Jeździć od wschodu słońca, kończyć dzień spontanicznie – właśnie po to mam żelazo.
– Tutaj jest „Mekka motocyklistów” – stwierdził Remek, gdy wylądowaliśmy w Chorwacji pełnej krętych i gładkich asfaltów. Spodobało mi się to określenie i stąd taki tytuł opowieści.
Sobota. Pierwszy tydzień korzystania z chorwackiego słońca dobiegał końca. Motocykle znowu umyte lśniły w cieniu drzew. Nie wiem czemu, ale źle się czuję dosiadając brudnego sprzętu. A ilekroć pozbędę się kurzu, insektów, ewentualnie błota i wszystkiego, co bryzga spod kół, mam wrażenie, że maszyna jeździ znacznie lepiej...
Poprzednio zapomniałem dodać, że nasza ekipa już pierwszego dnia w Chorwacji podzieliła się na dwie grupy. Oczywiście, nie chodzi tu o jakiś wewnętrzny rozłam między nami. Po prostu Artur z żoną chcieli spędzić ten czas ze sobą i w bardziej luksusowych warunkach, więc wynajęli apartament kilkaset metrów od naszego kampu.
Droga bez końca, jazda do zachodu słońca, czasem rozpraszanie Lightbarem nocy, knajpy po drodze, długie włosy, woń wiatru na skórze, zakurzone dłonie i twarz, przetarte spodnie, znoszone buty... Wataha takich samych świrów obok. Pewnie robilibyśmy wypady do piekła na rozróby, by diabłom skopać tyłki. Marzenie…
Sobota. Pierwszy tydzień korzystania z chorwackiego słońca dobiegał końca. Motocykle znowu umyte lśniły w cieniu drzew. Nie wiem czemu, ale źle się czuję dosiadając brudnego sprzętu. A ilekroć pozbędę się kurzu, insektów, ewentualnie błota i wszystkiego, co bryzga spod kół, mam wrażenie, że maszyna jeździ znacznie lepiej...
Pula jest położona na siedmiu wzgórzach w południowej części Istrii tuż nad Morzem Adriatyckim. Znajduje się w głębokiej zatoce, otoczona przez małe wyspy.
Droga bez końca, jazda do zachodu słońca, czasem rozpraszanie Lightbarem nocy, knajpy po drodze, długie włosy, woń wiatru na skórze, zakurzone dłonie i twarz, przetarte spodnie, znoszone buty... Wataha takich samych świrów obok. Pewnie robilibyśmy wypady do piekła na rozróby, by diabłom skopać tyłki. Marzenie…