Niezbyt częsty serwis, bardzo wysoka trwałość, niezła dynamika, bardzo poprawne hamulce i zawieszenie sprawiają że Honda CB 500 jest idealnym motocyklem na początek.
Niektórzy poszukują motocykla, jak to się mówi „dla siebie”. Chcą, żeby był ładny, funkcjonalny, niekoniecznie bardzo szybki, ale na pewno niezawodny. I żeby „nie wywierał presji”. Motocykl, który znakomicie sprawowałby się podczas spokojnych przejażdżek po mieście czy drogach podmiejskich, a przy tym nie prowokował do „drogowej agresji”. Ale skoro w każdym z nas jest cząstka dzikiego zwierza, sprzęt powinien być też zawsze gotowy do walki o przeżycie w samochodowej dżungli. A swoją gotowość do boju wyrażać w charakternym i zdecydowanym wyglądzie. Może Hornet 600?
Był rok 1993. Niebieska MZ ETZ 251 zaparkowała pod furtką mojego domu. Przede wszystkim sam fakt, że motocykl był niebieski, albo bardziej błękitny – stanowiło sensację. Wówczas, w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, nie było w Polsce ani wielu motocykli innych marek, ani nawet wielu innych barw.
Na pierwszy rzut oka motocykl ten jest troszeczkę... Niemodny, bo zbyt plastikowy. Masywna sylwetka to skrzyżowanie obłych kształtów nadających nieco atletycznego wyglądu z ostrymi liniami skośnymi. Innymi słowy: bez fajerwerków. Jednolity wzór malowania, nie podkreśla przetłoczeń i profilu obudowy, wydaje się wyjęty z „malarskiego” lamusa. Ot, taki typowy sportowy turystyk z lat dziewięćdziesiątych przypominający inne maszyny.
– Zajebisty – odpowiada Grzechu, gdy pytam co sądzi o swoim V-Maxie. Rzeczywiście, jest to wyjątkowy motocykl. Od samego patrzenia niektórzy dostają gęsiej skórki. Został tak zaprojektowany, że nawet kiedy stoi, wygląda groźnie. Od razu widać, że jest szybki i mocny. Czy jest jednak wystarczająco dobry, skoro wciąż tak drogi? Tym bardziej, że niektórzy uważają go za konstrukcję przestarzałą i niemodną.
Motocykl, znaleziony przypadkiem na strychu w czyimś domu, to jeszcze nie skarb. Ale Royal Enfield, odkryty w piwnicy angielskiej kamienicy, to już coś. Tym bardziej, że nie była to wcale prymitywna „krzyżówka” roweru z malutkim, dwusuwowym silniczkiem, ale większy, dziesięciokonny motocykl, produkowany w latach dwudziestych dla prawdziwych facetów z jajami.
Odkąd poznałem zalety momentu obrotowego silnika, a nie tylko jego mocy, zacząłem uważniej patrzeć na motocykle o większych pojemnościach. Nic nie daje takiej radości z jazdy, jak przyspieszenie praktycznie z każdych obrotów, niezależnie od włączonego aktualnie biegu. Niewiele jest motocykli tak genialnych w swej prostocie. XJR 1300, bo o niej mowa, to klasyczny naked o zgrabnej linii. Nie dajcie się zwieść wyglądem – to motocykl, w którym drzemie ogromny potencjał...
Niewiele jest motocykli z gatunku enduro, które potrafią dać prawdziwą radochę z jazdy zarówno w terenie, jak i po ulicy. 800 ccm w jednym garze robi miłe wrażenie i jest swoistym rekordem wśród wielkoseryjnych motocykli. Suzuki DR 800, bo o nim mowa, jest dość nietypowym motocyklem. Nietypowym, bo trzeba go albo pokochać, albo kupić Africę Twin. Mnie zdecydowanie bardziej pociągała jednak pewna „dzikość” tego motocykla.
Jadąc na sesję kolejnego używanego motocykla, jeszcze nie wiedziałem jakiego rodzaju gratka mnie spotka. Po chwili patrzyłem na Hondę CB 750 z 1978 roku, stojącą „na kapciu” w tylnej oponie. Sprzęt dla mnie szczególny nie tylko dlatego, że jest o rok starszy ode mnie. To zachowany w świetnej kondycji motocyklowy Boss z minionej epoki.
Nowa 6-tka ze stajni Kawasaki kontynuuje obrany przez siebie kilka lat temu trend do wypuszczania napakowanych 600-tek, przerośniętych o całe 36 ccm ponad normę. Czy faktycznie w tym szaleństwie jest metoda? Czy nowy model ma szansę zdeklasować konkurencję? Przekonajmy się…
Motocykle enduro klasy 600 uważane są przez wielu za wszechstronne i uniwersalne. Jednak dopiero kiedy przejechałem się Hondą NX 650 Dominator, zrozumiałem, jak dobrze można połączyć właściwości terenowe z szosowymi w jednym pojeździe.
Jest rok 2002. Firma Kawasaki za pomocą modelu VN 1500 Mean Streak uderza w królewską klasę motocykli typu cruiser, uznawaną jako jedną z najbardziej obsadzonych przez większość konkurencyjnych marek. Ponieważ ten nowy motocykl rekomendowany jest jako power cruiser i wniósł na rynek powiew absolutnej świeżości, światowa prasa motocyklowa od razu określiła go „nareszcie udanym cruiserem”.
Niezbyt częsty serwis, bardzo wysoka trwałość, niezła dynamika, bardzo poprawne hamulce i zawieszenie sprawiają, że CB 500 jest idealnym motocyklem na początek, ale też nie nudzi się zbyt szybko i można zaprzyjaźnić się z nią na co najmniej kilka sezonów. Jest swego rodzaju królową klasy 500.
Motocykl, który znakomicie sprawowałby się podczas spokojnych przejażdżek po mieście czy drogach podmiejskich, a przy tym nie prowokował do „drogowej agresji”. Ale skoro w każdym z nas jest cząstka dzikiego zwierza, sprzęt powinien być też zawsze gotowy do walki o przeżycie w samochodowej dżungli. A swoją gotowość do boju wyrażać w charakternym i zdecydowanym wyglądzie. Może Hornet 600?
Na pierwszy rzut oka motocykl ten jest troszeczkę... Niemodny, bo zbyt plastikowy. Masywna sylwetka to skrzyżowanie obłych kształtów nadających nieco atletycznego wyglądu z ostrymi liniami skośnymi. Innymi słowy: bez fajerwerków.
Motocykl, znaleziony przypadkiem na strychu w czyimś domu, to jeszcze nie skarb. Ale Royal Enfield, odkryty w piwnicy angielskiej kamienicy, to już coś. Tym bardziej, że nie była to wcale prymitywna „krzyżówka” roweru z malutkim, dwusuwowym silniczkiem, ale większy, dziesięciokonny motocykl, produkowany w latach dwudziestych dla prawdziwych facetów z jajami.