Postaci Karola Kędzierskiego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. To jeden z najbardziej doświadczonych i utytułowanych zawodników polskiej sceny offroadowej. Porozmawiałem z nim o sezonie 2010, Sześciodniówce w Meksyku, planach na przyszłość i jego bracie, Łukaszu. Zapraszam do lektury.
MOTOGEN.PL: Ten sezon był chyba dla Ciebie bardzo pracowity? Mistrzostwo Polski klasy MX2, Wicemistrzostwo Polski klasy MX1, Mistrzostwo Polski klasy E1 w Cross Country i to jeszcze nie wszystkie Twoje tegoroczne osiągnięcia. Jak oceniasz ten rok?
Karol Kędzierski: Jestem bardzo zadowolony z przebiegu tego sezonu. Był bardzo udany. Oczywiście jednocześnie niezwykle ciężki. Taka ilość treningów i startów dała o sobie znać już w sierpniu. Zacząłem wtedy odczuwać chroniczne zmęczenie i musiałem trochę odpuścić treningi. Gdybym tego nie zrobił, prawdopodobnie bym się „wypalił” i końcówka sezonu byłaby bardzo słaba, a tego chciałem uniknąć. Od połowy wakacji aż do Sześciodniówki ścigałem się co weekend. Jak nie cross country, to motocross, raz w kraju, raz za granicą. Ciężko było znaleźć czas na regenerację.
MOTOGEN.PL: Brałeś udział też w Sześciodniówce. Skąd wziął się ten pomysł? Przecież na co dzień nie jeździsz w enduro.
K.K.: Pomysł nie pochodził ode mnie. Na początku tego sezonu zadzwonił do mnie Michał Sikora z Polskiego Związku Motorowego i po prostu zapytał, czy w razie potrzeby mógłby na mnie liczyć, jeśli chodzi o udział w tej imprezie. Moja odpowiedź była prosta: jeśli termin nie będzie się pokrywał z którąś rundą motocrossu, to bardzo chętnie wezmę udział w Sześciodniówce. Potem dwukrotnie brałem udział w zgrupowaniach enduro. Jedno z nich odbyło się w Kwidzynie, drugie w Szczyrku, gdzie bardzo dużo jeździliśmy po górach i kamieniach. To była bardzo dobra rozgrzewka przed skalistymi trasami tegorocznej edycji ISDE. To właśnie po tym zgrupowaniu kapitan naszej reprezentacji, Bartek Obłucki, zadecydował, że to ja dołączę do składu polskiej drużyny.
MOTOGEN.PL: Czy ta propozycja była dla Ciebie zaskoczeniem?
K.K.: Propozycją Michała nie byłem zbytnio zaskoczony. Sam brałem udział już w Sześciodniówce, mój brat podobnie, i to z całkiem niezłym skutkiem ;)
MOTOGEN.PL: Doszły nas słuchy, że miałeś problemy z motocyklem. Na czym one polegały?
K.K.: Może nie tyle z motocyklem, co z moussem (tire mousse – rodzaj pianki, który wkłada się w oponę zamiast zwykłej dętki. Nie można co prawda regulować wtedy ciśnienia, ale z takim rozwiązaniem nie jest możliwe złapanie „kapcia”- przyp. red.). Drugiego dnia na mecie zmienialiśmy obie opony. Możesz sobie wyobrazić moje zdziwienie, a potem frustrację, kiedy mousse okazał się za duży. Gdy kończyłem zakładać oponę, to ona spadała na drugą stronę felgi. Sytuacja powtórzyła się chyba 2 czy 3 razy. W końcu postanowiłem założyć z powrotem starą oponę z moussem. Złapałem wtedy 2 minuty karne, choć mogło skończyć się jeszcze gorzej. Jak się później okazało, nie tylko ja miałem z tym problemy. Metzeler wyprodukował za duże moussy i wielu zawodników miało trudności ze zmianą opon.
MOTOGEN.PL: Nie mniej jednak polska drużyna zajęła piąte miejsce. Jesteś zadowolony z tego wyniku?
K.K.: Jasne! To jest jeden z lepszych wyników naszej drużyny odkąd pamiętam. Już dawno nie byliśmy tak blisko czołówki. Drużyna była zgrana, wszyscy byliśmy w dość dobrej formie, czego efekt można było zobaczyć na próbach.
MOTOGEN.PL: Ze swojego wyniku indywidualnego też jesteś zadowolony?
K.K.: Ja ze swojej jazdy nie do końca jestem zadowolony. Były momenty lepsze i słabsze, ogólnie uważam, że stać mnie było na lepszą jazdę.