Wyścigi skuterów w Polsce nadal cieszą się bardzo małą popularnością. Większość zawodników zwykle woli zaczynać swoją przygodę z torową rywalizacją na dużo większych maszynach. Jednak okazuje się, że to właśnie w tych mniejszych pojemnościach polscy zawodnicy odnoszą wielkie sukcesy. Przyjrzyjmy się więc bliżej zmaganiom skuterów i Szymonowi Rajczakowi z Mieloch Racing Team, który po bardzo wymagającym sezonie wywalczył tytuł Mistrza Niemiec w wyścigach skuterów!
MOTOGEN.PL: Sezon w kratkę – trochę słońca, trochę deszczu, genialne wyścigi w Twoim wykonaniu, ale również spadki formy i wypadki. Wszystko jednak zakończone wielkim sukcesem! Jak oceniasz ten sezon? Co było najcięższe w drodze po tytuł?
Szymon Rajczak: Faktycznie, podczas tego sezonu wiele się działo, jednak oceniam go jako bardzo udany. W tym roku skupiliśmy się przede wszystkim na wyścigach IDSM w Niemczech i myślę, że było to świetne posunięcie, bo mieliśmy więcej czasu na przygotowanie się do poszczególnych rund. Moja forma w tym roku rozkręcała się z każdym wyścigiem i rzeczywiście na początku sezonu nie była szczytowa, ale i tak udawało mi się dojeżdżać na podium. Jednak mniej więcej od połowy czułem się w pełni sił. Do tego skuter perfekcyjnie pracował i to pozwoliło na sukces. Najcięższe w tym roku było przełamanie się podczas wyścigów w deszczu. Nigdy nie lubiłem mokrych startów, ale w końcu udało się i to praktycznie na ostatniej eliminacji, gdzie musiałem dojechać do mety przed moim głównym rywalem, Maxem Kretschmerem. Myślę, że teraz woda nie jest już dla mnie taka straszna.
MOTOGEN.PL: Skąd u Ciebie pomysł na starty w Mistrzostwach Niemiec Skuterów? Czy jest to wynik bardzo małej popularności wyścigów skuterów w Polsce?
S.R.: Team Mieloch Racing, w którym jestem kierowcą, w ostatnich dwóch latach skupił się na udziale w wyścigach w Niemczech, ponieważ takie wymagania postawili główni sponsorzy. Wyniki z „poligonu” niemieckiego są cennym argumentem w promocji ich firm oraz zespołu Mieloch Racing. W wyścigach polskich nie startowaliśmy, ponieważ kierownictwo uważało, że pomoże to w rozwoju tego sportu w naszym kraju. Przypuszczano, że nasz udział deprymuje potencjalnych uczestników. Niestety, nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów.
MOTOGEN.PL: Jak myślisz, skąd bierze się tak małe zainteresowanie tym sportem w naszym kraju?
S.R.: Głównym problemem jest duża biurokracja prowadzona przez PZM wobec uczestników oraz fakt, że sporty motorowe w Polsce są bardzo mało widoczne w mediach. Wyścigi skuterów to dyscyplina kierowana do ludzi młodych, którzy często są uzależnieni od rodziców i to nie tylko finansowo. Wiele osób chciałoby zapewne wystartować, ale albo nie mają transportu na wyścigi, które rozsiane są po całej Polsce (od Szczecina po Lublin), albo boją się konfrontacji z doświadczonymi zawodnikami.
MOTOGEN.PL: Czy jako zawodnik masz jakieś pomysły, jak przyciągnąć ludzi do wyścigów skuterów? Co powinno się w Polsce zmienić, by ściganie się na skuterach stało się popularniejsze?
S.R.: W wyścigach motocyklowych w Polsce dużą popularnością cieszą się klasy markowe. Myślę, że można by o czymś takim pomyśleć w skuterach. Może nie od razu pięć marek itd., ale stworzyć jedną, lecz dobrze ją wypromować i z głową napisać regulamin. W Polsce przez jeden sezon startowała klasa markowa Zipp, ale jej organizacja była fatalna, promocja chaotyczna, a niedopracowany regulamin nie zachęcał nowych zawodników do udziału w wyścigach.
MOTOGEN.PL: Jesteś zawodnikiem z niemałym doświadczeniem. Czym różnią się starty na naszych torach od startów za granicą?
S.R.: Po pierwsze, organizacja. Wiadomo, jak to w Niemczech, wszystko dopięte na ostatni guzik – organizacja, chronometraż, zaplecze techniczne. Po drugie, frekwencja. Przykładowo w Niemczech w klasie 3, w której startuję, zostało sklasyfikowanych trzydziestu zawodników; dla porównania – w Polsce czternastu. Automatycznie powoduje to większą frajdę z jazdy; każdy ma z kim powalczyć, można nauczyć się czegoś nowego. Jeśli chodzi o same obiekty, na których się ścigamy, nie są to wcale super profesjonalne tory. Owszem, zdarzają się i takie, jak np. tor Sachsenring, ale wiele obiektów w Polsce mogłoby śmiało konkurować z tymi zza zachodniej granicy. Np. tor w Starym Kisielinie, który de facto jest włączony do niemieckiego cyklu IDSM, Niemcy bardzo sobie chwalą.
matko, ale to idzie !