załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

SPORT - WYWIADY ZE SPORTOWCAMI

Paweł Szkopek - nasz wywiad

Olaf Popanda
21-03-2008, 08:00
OCEŃ ARTYKUŁ Paweł Szkopek - nasz wywiad kliknij i przesuń wskaźnik
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Kolejny sezon WMMP przed nami. Sporo zmian, rotacji w zespołach, nowi sponsorzy i protesty działkowiczów. Jak zwykle jest ciekawie. A więc, żeby delikatnie podgrzać atmosferę przed startem wyścigowego cyrku w Polsce, nakłoniliśmy Pawła Szkopka do spowiedzi z szalonego wypadu do USA na dwustumilowy wyścig i retrospekcji finałowej rundy ubiegłorocznych Mistrzostw Europy w Kartagenie. Przygotujcie się więc na dłuższe posiedzenie przed monitorami, bo Pablo potrafi ciekawie opowiadać, a przy okazji zdradza tajemnicę swoich ubiegłorocznych sukcesów.
Ewenement polskich wyścigów motocyklowych. Niektórzy twierdzą, że dla ścigania sprzedałby duszę diabłu. Ma na koncie wiele tytułów Mistrza Polski, był jedynym z Polaków, który zaryzykował cały swój majątek i ścigał się w Mistrzostwach Świata w Supersport 600, a w 2006 roku wrócił do krajowych wyścigów zdobywając tytuł mistrzowski w Superstock 1000. w tym roku powtórzył ten wyczyn, zostając jednocześnie II Vice – Mistrzem Europy w tej samej klasie. Kiedyś podczas wspólnego wyjazdu, Paweł wyznał, że chętnie ścigałby się w wyścigach samochodowych, ale to za duże pieniądze, dlatego też został na stałe przy motocyklach. I bardzo dobrze.

W ubiegłym sezonie podczas ostatniej rundy WMMP podczas treningu połamał lewą stopę, co jednak nie przeszkodziło mu w zwycięstwie w wyścigu i “przyklepaniu” sobie tytułu mistrzowskiego. Zakuty w gips obserwował walkę w drugim wyścigu Superstock 1000, a następnego dnia wkroczył na pokład samolotu i znalazł się w USA. Wkroczył w zupełnie inny świat. Diabelnie ciężko było umówić się z Pawłem i wysłuchać jego opowieści, gdyż jest człowiekiem bardzo zajętym. Wreszcie którejś niedzieli zadryndał mój telefon i w słuchawce usłyszałem Szkopkowy głos. Pablo zapraszał do siebie, w niedzielny wieczór. Bez zastanowienia zapakowałem swoje 4 litery do samochodu, aby po niecałej godzinie zameldować się u Pawła w domu. Szybko jednak nie zaczęliśmy naszej rozmowy, gdyż nie pozwolili nam na to synowie Pawła. Najpierw należało wyszukać odpowiednią bajkę, odpalić DVD i dopiero dwóch małych urwisów puściło tatę.
Olaf Popanda: Pawełku, w tym roku znów na koncie tytuł Mistrza Polski, do kolekcji jeszcze tytuł z Mistrzostw Europy, ale po drodze zawitałeś do USA.
Paweł Szkopek: Tak, zadzwonili do mnie kolesie z Czech. Wiesz, od czasu, kiedy ścigałem się w Mistrzostwach Świata, mam trochę kontaktów, poznałem parę ciekawych osób. Zadzwonił do mnie facet, który z nieżyjącym już ojcem Markety Janakovej prowadził ją podczas startów w Grand Prix, Pucharze Świata i przez wszystkie inne wyścigi. Cóż, chyba podobało się to, jak jeździłem (w sezonie 2007), stąd całe to zamieszanie. Dostałem informację, iż powstał pomysł, ab wystartować w Stanach w wyścigu na 200 mil (ok. 330km – przyp. Olaf), ponadto w grę nie wchodziły jakieś specjalnie duże pieniądze, gdyż organizatorem startu miał być Vincent Haskovec, były mistrz AMA klasy Stock z 2005 roku. Facet wtedy uległ wypadkowi i od tej chwili porusza się na wózku, ale w dalszym ciągu związany jest z wyścigami, jako menadżer i organizator. Tak ogólnie, to na początku nawet nie wiedziałem, kim jest Haskovec, nie znałem zupełnie postaci. Dopiero szperanie w zasobach internetu dało mi jakiś pogląd na osobę Vincenta. Wstępna informacja brzmiała po prostu tak, że jest taki to a taki facet, który wszystko organizuje, koszty znikome, praktycznie pokryte w całości, będzie tam zespół, który da mi motocykl i przygotuje wszystko w zamian za połowę ewentualnej nagrody. Sama nagroda była niemała, za pierwsze miejsce była to kwota 50 tysięcy dolarów, za drugie trzydzieści, za trzecie dziesięć, później kolejno pięć, dwa i tysiąc USD. Te tysiąc dolarów dostawał każdy z zawodników, który ukończył wyścig, to było warunkiem otrzymania czeku. Tak więc początkowo wszystko zapowiadało się idealnie, jednak im bliżej wyścigu, warunki zmieniały się. Mimo, iż miałem na swoim koncie punkty zdobyte w Mistrzostwach Świata w 2005 roku, a nawet ze starów z Dziką Kartą z 2004, a dodatkowo jeździłem bardzo szybko w tym sezonie, to jednak według organizatorów istniało ryzyko, że w Stanach mogę nie dać rady i nie do końca spełnię oczekiwania i zawiodę pokładane we mnie nadzieje. Kolesie doskonale wiedzieli że parę razy w swoim życiu przewróciłem się...(parsknięcie śmiechem).
Ja w tym momencie ryknąłem śmiechem i wydusiłem: Paweł, ile to już razy leżałeś?
Dokładnie 123 razy. Więc propozycja finalna była taka, że zapłacę za wypożyczenie motocykla, opony, a jeśli wygram, to cała nagroda będzie moja. Szybko przekalkulowałem koszty i okazało się, że wszystkie opłaty, kupno opon, etc. zbliżone były do kwot, które musiałem wykładać na każdą z rund Mistrzostw Polski. Generalnie ja też miałem pewne obawy, ponieważ, jak wcześniej wspominałem, nie wiadomo było, kim jest Vincent, nie znałem nawet jego nazwiska, dopiero kiedy dostałem od niego maila, poszperałem w necie, okazało się, ze to znana postać wyścigów AMA i faktycznie były mistrz Stock'ów. I co najciekawsze, to, że na torze na którym miałem się ścigać, rekord czasu okrążenia należy właśnie do Vincenta i jest nadal aktualny, mimo tego, że padł w sezonie 2003 lub 2004. Oprócz klasy Stock koleś jeździł też w Formula Extreme, zdobywał również tytuły vice-mistrza, więc to naprawdę szybki gość. A w 2005 roku uległ bardzo poważnemu wypadkowi, podczas jednego z wyścigów wypadł z toru, uderzył w metalową (SIC!!!) bandę, motocykl uderzył w niego... Wyszedł z tego z poważnymi urazami: połamane 8 żeber, przebite płuco, złamany kręgosłup, totalna makabra. Od tamtego czasu jeździ na wózku, ale dalej w AMA jest znaną postacią, ponadto uwielbiany jest na tym torze, ma być w dodatku sędzią honorowym wyścigów. A wszystko organizuje po to, żeby pokazać w USA, że jego ludzie, w sensie Słowianie, potrafią skopać tyłki Jankesom, na tym mu najbardziej zależało. Wiadomo, że mógł zakontraktować kierowców z USA, ale chciał to zrobić inaczej. W sumie, to przecież nie jestem Czechem, ale niedaleko nam do nich, no i razem należymy do narodu słowiańskiego. Wszystko dokładnie zaplanował, wymyślił sobie, że skoro ja jeździłem w MŚ Supersportem, to w tym wyścigu pojadę motocyklem klasy 600ccm w specyfikacji Supersport. Oznaczało to, że będę jechał z 1000-cami, takie były reguły wyścigu. Natomiast taktyka Vincenta była taka, że przy założeniu, iż będę jechał nawet 2 sekundy wolniej, niż litrówki, to czeka mnie tylko jedna zmiana kół i jedno tankowanie. Oczywiście, jeżeli wszystko będzie OK, nie będzie czerwonej flagi, etc.
t:
Komentarze użytkowników
(3)
23-03-2008 10:20
evil
anglik,
bierz pod uwagę mocno modyfikowany silnik, pracujący non-stop w ekstremalnych warunkach. 16,5-calowe obręcze pozwalają na złożenia w zakrętach wręcz niewyobrażalne, zwykły zjadacz chleba określi to łamaniem praw fizyki. silnik miał prawo paść, taki sport, takie życie.
22-03-2008 16:36
anglik
takie techniczne pytanie

niby dlaczego moto ma nie mieć smarowania, gdy jest przechylone w zakręcie, skoro siła odśrodkowa łacząc się z przyciąganiem ziemskim tak zmienia siły działające na olej że smok zawsze powinien mieć dostęp do oleju gdyż on zawsze znajduje się na dole miskibez różnicy pochylenia, zsiadając z motocykla w zkręcie się to trochę zmienia, przy przyśpieszeniach i hamowaniach może się conajwyżej przesuwać tył-przód,

w innym wypaku trzeba by się trzymac motocykla by nie spaść na asfalt w złożeniu;>
22-03-2008 01:18
Coyo
Właśnie czegoś takiego mi brakowało...Oby tak dalej:)

ZOBACZ, PISALIŚMY TEŻ O:

Przemysław Saleta - motocykle i tor

30-09-2011
Kiedy zostawiał boks dla wyścigów motocyklowych, wielu pukało się w głowę. Jednak na torze, podobnie jak na ringu, udowodnił, że potrafi dać z siebie wszystko. Choć nie obyło się bez upadków, dzięki swojemu uporowi do podróży i wyścigów motocyklowych, Przemysław Saleta jest już na stałe jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego motocyklizmu.
 
 
 
 
 

ARTYKUŁY POWIĄZANE

Marcin Sikora – krótki wywiad przed kolejnym sezonem

16-12-2011
Marcin Sikora był bezkonkurencyjny w tegorocznej edycji Suzuki GSX-R 600 Cup. Jak wspomina miniony sezon i co planuje na przyszłość opowiada w wywiadzie.
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Czy byłbyś zainteresowany MOTOGEN w wersji drukowanej?
TAK
NIE




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/8
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms