załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

SPORT - WYWIADY ZE SPORTOWCAMI

Wywiad z Jackiem Grandysem

Olaf Popanda
30-07-2010, 17:18
OCEŃ ARTYKUŁ Wywiad z Jackiem Grandysem kliknij i przesuń wskaźnik
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
 
O.P.: A podejście polskich importerów motocykli do wyścigów? Co o tym sądzisz?
J.G.: Cóż, podejście naszych rodzimych importerów jest wprost proporcjonalne do tego, co się na naszym rynku dzieje. Jedni angażują się bardziej, inni mniej, a niektórzy nie wchodzą w ten temat w ogóle. Uważam, że to też kwestia bardziej pasji i może promocji, bo gdyby zbilansować nakłady na sport z ich przełożeniem na wzrost sprzedaży, to możliwe, że wynik byłby przeczący zdrowemu rozsądkowi. Zobacz, że większość nie importerów, a fabryk dochodzi ostatnio do takiego wniosku. Jeśli angażują się, to w zawody na najwyższym poziomie – Grand Prix czy World Superbike. Jeśli chodzi o rynki lokalne, dla producentów liczy się jedynie sprzedaż i jej ciągły wzrost, a nie promocja marki poprzez sport. Oczywiście, fabryka chętnie wspomoże wszelkie działania, ale mające na celu podniesienie sprzedaży, a nie np. ściganie. Tłumaczą to prosto i krótko: jeśli chodzi o marketing poprzez sport, oni załatwiają to za nas na najwyższych szczeblach i w najbardziej prestiżowych zawodach. Tu też może się pojawiać rozgoryczenie u niektórych zawodników, którzy nie uświadamiają sobie tych mechanizmów, wymagając od lokalnych importerów wsparcia na bardzo wysokim poziomie. Poza tym należy brać pod uwagę fakt, że wielu zawodników, korzystających z pomocy importerów, często zapomina po zakończonym sezonie o zwykłych podziękowaniach i docenieniu zaangażowania na tym lokalnym szczeblu. To później doprowadza do sytuacji, w których importerzy są skutecznie zniechęcani do niesienia pomocy w kolejnych latach.
 
O.P.: I tu kroi nam się dosyć dziwny obraz naszego wyścigowego światka. Biorąc pod uwagę nasze środowisko wyścigów, które można porównać do tego wielkiego świata, tyle że w dużo mniejszym wydaniu, gdzie struktura jest podobna. Tu chodzi głównie o skalę zjawiska. Nasze mistrzostwa jako taki mikrokosmos w porównaniu do innych tego typu imprez, jak choćby niemieckie IDM czy, idąc dalej, Mistrzostwa Świata. Czy uważasz, że takie porównanie jest możliwe? Mam na myśli pewne sytuacje krytyczne, które wszędzie się trafiają, a u nas często dochodzi do tego, że wszyscy występują przeciwko wszystkim. Rozumiem, że pewne działania klubów czy federacji krajowej doprowadzają do jakiegoś rozgoryczenia etc. Każdy z zawodników ma też swoje zapatrywania na pewne kwestie. Tylko czy w tym wszystkim nie uważasz, że zbyt często pewne sprawy są wyciągane często na... hm… mocne światło dzienne i trafiają do ludzi, którzy w swojej nieznajomości tematu zaczynają te rzeczy zupełnie mylnie interpretować? Nie chcę tu absolutnie wskazywać na jakiekolwiek sytuacje czy osoby. Od tego jestem daleki. Mam na myśli całość wyścigów i ogół środowiska.
J.G.: Problemy zawsze pojawiają się w przypadku jakiś niepowodzeń czy frustracji. Jak wszędzie, zawsze znajdzie się parę osób, które z czegoś będą niezadowolone. Te ludzkie emocje bywają okazywane w różny sposób. Niektórzy okazują je w sposób bezpośredni, kierując się do osób bezpośrednio zainteresowanych. I to jest ta prawidłowa, w mojej ocenie, forma. Natomiast jakiekolwiek, często anonimowe uzewnętrznianie swoich emocji na forum publicznym, gdzie dociera to do osób nie do końca wiedzących co i jak się dzieje i jak odbywa, ma często katastrofalne skutki. I co ciekawe, często powodem takich sytuacji nie jest niechęć między jednym czy drugim zawodnikiem, bo to zdarza się wszędzie, na całym świecie, niezależnie od miejsca. Weźmy tu jako przykład zachowanie Mudgeridge na Zaschsenring, kiedy doszło do rękoczynów w boksie Teucherta. Bardzo nieprzyjemna sytuacja, która, na całe szczęście, nie miała do tej pory miejsca w Mistrzostwach Polski. Bo potyczki słowne, do których czasami dochodzi, to akurat, umówmy się, zdarza się nawet w zawodach rangi MotoGP. Wracając na nasze podwórko, zawodnicy czasami nie do końca rozumieją co się dzieje. Powodem tego wszystkiego jest to, że struktury są źle zorganizowane. Ktoś dostaje przysłowiową marchewkę, nie patrząc na to, że czasami gra się toczy o coś zupełnie innego. Inne są priorytety niż właśnie to kuszące warzywo. Wiadomo, że taki człowiek będzie bronił swego, inni będą atakować. Na koniec często ktoś otwiera oczy, widząc, że nie do końca miał rację, ale na naprawienie czegokolwiek jest już za późno.
 
O.P.: No tak, ale wiesz, dla mnie zadziwiający jest tu jeszcze jeden fakt. Mamy takich... hm… pierwszo- drugoroczniaków, którzy nie zdążyli jeszcze poznać mechanizmów działania całości zjawiska wyścigów, a mają najwięcej do powiedzenia. Wyciągają wnioski przyprawiające o gęsią skórkę oraz stany lękowe i robią to właśnie publicznie, często w ten sposób wypaczając u ludzi niezwiązanych z tym sportem wizerunek polskich wyścigów.
J.G.: Czasami trafiają się osoby, które upubliczniają swoje zdanie, wylewają publicznie żale. Mówię tu o zawodnikach. Ci właśnie ludzie najbardziej wypaczają obraz środowiska, kreują bzdurny wizerunek czy zdanie o pewnych osobach. A ci najmniej doświadczeni wchodzą w takie gierki i zaczynają w nie grać, często myśląc, że mają coś konkretnego do powiedzenia, wypowiadając się na temat sytuacji czy osób, o których nie mają większego pojęcia. Może chcą zaistnieć w ten sposób. Ci, którzy zajmują się ściganiem na poważnie, odchodzą od takich form rozwiązywania problemów czy konfliktów. Tu w wielu przypadkach chodzi jeszcze o kwestię pozornej anonimowości, szczególnie w Internecie. Jeśli by doszło do tego, że wszyscy podpisywaliby się imieniem i nazwiskiem, okazałoby się może, że w wielu wypadkach ludzie ważyliby bardziej słowa w swoich komentarzach, a ich wypowiedzi byłyby dobrze przemyślane. A jeśli ktoś pisze coś i komentuje anonimowo, to dochodzi do niezdrowych sytuacji. Oczywiście, są osoby, które zapewne to bawi lub mają cel w wywoływaniu konfliktów, gdzie właśnie sami zawodnicy są w nie wciągani. A finał często jest taki, jak w barowej bójce – wszyscy się bili, tylko nie wiadomo o co poszło. Tak więc, Drodzy Państwo, więcej powściągliwości i pokory! Mój apel: jeśli ktoś ma do kogoś jakieś żale, to wyjaśniajcie sobie takie rzeczy osobiście, jak dorośli. Są telefony, maile, widujemy się na zawodach. Szczere rozmowy są chyba najlepszą opcją, a nie obnoszenie się z często sztucznymi problemami publicznie.
 
O.P.: O, to bardzo rozsądne podejście, godne naśladownictwa. Jacek, a podsumowując. Czego życzysz wszystkim zawodnikom polskich wyścigów i organizatorom tego całego zamieszania?
J.G.: Z życzeniami to może poczekajmy. Życzyłbym samych miłych i fajnych rzeczy. Ujmę to w takiej formie. Wydaje mi się, że to, co wydarzyło się w 2009 roku, to był swego rodzaju przełom dla naszych wyścigów, gdzie osiągnęliśmy szczyty możliwości rozwoju tego sportu na chwilę obecną. W tym roku wszystko idzie trochę w dół. Nie chcę być tu złym prorokiem, ale nie chciałbym, żeby sezon 2011 był jeszcze gorszy.
 
O.P.: Obawiasz się spadku liczby zawodników, zainteresowania mediów, importerów i sponsorów?
J.G.: Tak, dokładnie to są moje obawy. Są sytuacje, w których mam ochotę podjąć decyzję o wycofaniu się z Mistrzostw Polski. Tak było po rundzie w Modlinie. Dobrze, że była chwila czasu, żeby ochłonąć. Emocje opadły. Nie chciałbym zaprzepaścić wszystkiego. Podejrzewam, że jeśli, jako zespół, wycofalibyśmy się z wyścigów, zniknąłby Puchar GSXR; zainteresowanie Suzuki (jako importera) wyścigami spadłoby do zera. A to byłby kamień, który mógłby pociągnąć za sobą lawinę. Kawasaki nie istnieje w naszych wyścigach, Yamaha ma teraz praktycznie tylko team Adama Badziaka, nie ma już pucharów R1 i R6... Możliwe, że Honda powoli wyszłaby z wyścigów. Wtedy nasze wyścigi wróciłyby do czasów sprzed Xaviera Retata, czyli do epoki kamienia łupanego. Dużym problemem w tym wszystkim jest organizacja sama w sobie. Problemy idą od góry, od samych władz związkowych, które w wielu wypadkach, wydaje się, bardziej przeszkadzają, niż pomagają. Zauważ, że w wielu dziedzinach sportu, w wielu dyscyplinach, gdzie wkracza komercja, niech to będzie lekkoatletyka, siatkówka, cokolwiek, sytuacja jest znacznie lepsza, a rozwój nie jest hamowany. Jeśli w wyścigach nie pojawi się zdrowa działalność komercyjna, jeszcze długo nie będzie dobrze.
 
O.P.: Wypada składać ręce do nieba, żeby ten czarny scenariusz się nie spełnił, a my jeszcze przez długie lata będziemy spokojnie spotykali się na paddocku Toru Poznań i kilku nowych obiektów.
J.G.: Życzę więc wszystkim dobrej atmosfery, zdrowej rywalizacji, żeby ten sezon był jak najbardziej podobny do poprzedniego, który przecież możemy stawiać sami sobie za wzór – bez kłótni, niepotrzebnych spięć. Oraz żeby zagraniczni goście z ochotą odwiedzali nasze mistrzostwa.

 

ZOBACZ, PISALIŚMY TEŻ O:

Statystyki sprzedaży jednośladów w kwietniu 2012

24-05-2012
Kwiecień był najwyraźniej miesiącem oszczędzania. Statystyki bowiem w każdym z segmentów poleciały w dół.
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms