A ja śmiem twierdzić, że o ile posiadasz takie receptory, to masz je odcięte za każdym razem, jak wyjeżdżasz na tor, chyba wyjmujesz z głowy jakiś bezpiecznik i zostawiasz go gdzieś.
Hahaha!!! Wiesz co, ja tam byłem zupełnie innym człowiekiem, zupełnie, jakbym był opętany przez Szatana (ja się do niczego nie przyznaję, wcale nie opętałem Pawła! - Olaf) Byłem tak pozytywnie nastawiony do życia, do ścigania, że wszystko mi jakoś łatwo przychodziło, czułem się wyśmienicie, wyluzowany, odprężony, skupiony na ważnych podczas jazdy rzeczach. Możliwe, że pomogła mi w tym praca z psychologiem, którą rozpocząłem już wcześniej, jeszcze w trakcie trwania sezonu WMMP, na dwie rundy przed końcem. I to wszystko najprawdopodobniej też wpłynęło na to, jak pojechałem na finałowej rundzie Mistrzostw Europy w Kartagenie.
Dokładnie o to chciałem Cię jeszcze zapytać. Ty masz chyba niespożytą energię, jeździsz wszystkie rundy Mistrzostw Polski, do tego treningi, wyjazdy na Mistrzostwa Europy i finalnie z połamaną nogą pakujesz się w samolot, lecisz do USA, robisz spore zamieszanie w głowach Zjadaczom Hamburgerów. A po powrocie krótka, szybka rehabilitacja i wraz z grupką kilku polskich zawodników wyjeżdżasz na finał Mistrzostw Europy do Hiszpanii. A to znów nie jest bagatelna podróż, to przecież trzy i pół tysiąca kilometrów w jedną stronę, którą trzeba przebyć z całym wyścigowym zapleczem, motocyklami, etc. Pojechaliście tam z Markiem - MikroSzkopkiem, Twoim Bratem.
Tak, dokładnie tak było, zmienialiśmy się z Markiem za kierownicą, jeden prowadził, drugi odpoczywał, poza tym, Marek pomagał mi bardzo podczas tego wypadu, sam nie jechał w Kartagenie, nie miało to dla niego większego sensu, niewiele by zwojował w klasyfikacji końcowej, czy w samym wyścigu, w dniu naszego wyjazdu miał mieć drugą operację uszkodzonego wcześniej barku, jednak przełożył ją, właśnie ze względu na wyjazd. Poprosiłem brata, żeby mechanikował mi podczas zawodów. Marek jest świetnym mechanikiem, sam przygotowuje swoje motocykle, sam przy nich dłubie, zna się doskonale na tym co robi i mam do niego pełne zaufanie. Sam jest zawodnikiem i wie, co trzeba zrobić bez pilnowania go. Przejażdżka do Hiszpanii była trochę męcząca, ale w sumie, to jestem odporny na takie rzeczy, daliśmy sobie spokojnie radę. Na tor dotarliśmy na czwartkowe treningi, ale ponieważ padał deszcz, stwierdziłem, że lepiej wypocząć, niż jeździć po mokrym torze, kiedy nie bardzo można cokolwiek ustawić, ciężko jest zestroić zawieszenia. Miałem więc trochę czasu na odpoczynek. Inni Polacy jeździli tego dnia, trenowali, zapoznawali się z torem, ja jednak wolałem odpuścić. Na mokrym już trenowałem w Szwecji i wtedy tak zgruzowałem furę, że musieliśmy ją dwa dni odbudowywać, żeby nadawała się do użytku. Po prostu potop szwedzki... Poległem tam strasznie na wodzie. W Kartagenie podjąłem decyzję, że treningi wolne odpuszczam, a jeśli nawet będzie padało, to pojadę w treningu oficjalnym w piątkowe popołudnie.
W tym momencie odezwał się mój telefon i w słuchawce usłyszałem zaniepokojony głos mojej żoneczki, która dopytywała się, gdzie ja do cholery jestem. W tym momencie Paweł przejął pałeczkę i wykrzyknął, że nie ma powodów do niepokoju, bo to wina jego dłuuuugiego monologu.
OK, przepraszam, wróćmy do naszej rozmowy...
Jasne! W piątek rano padało, później tor zaczął przesychać, ale było na nim tyle błota, że odwołano zaplanowane wcześniej wolne treningi i pojechałem we wspomnianym wcześniej oficjalnym popołudniowym. Ustawiłem motocykl, wyregulowałem zawieszenia, ogólnie nieźle mi się jechało, uzyskałem finalnie trzeci czas treningu.
bierz pod uwagę mocno modyfikowany silnik, pracujący non-stop w ekstremalnych warunkach. 16,5-calowe obręcze pozwalają na złożenia w zakrętach wręcz niewyobrażalne, zwykły zjadacz chleba określi to łamaniem praw fizyki. silnik miał prawo paść, taki sport, takie życie.
niby dlaczego moto ma nie mieć smarowania, gdy jest przechylone w zakręcie, skoro siła odśrodkowa łacząc się z przyciąganiem ziemskim tak zmienia siły działające na olej że smok zawsze powinien mieć dostęp do oleju gdyż on zawsze znajduje się na dole miskibez różnicy pochylenia, zsiadając z motocykla w zkręcie się to trochę zmienia, przy przyśpieszeniach i hamowaniach może się conajwyżej przesuwać tył-przód,
w innym wypaku trzeba by się trzymac motocykla by nie spaść na asfalt w złożeniu;>