załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

SPORT - WYWIADY ZE SPORTOWCAMI

Wywiad z Jackiem Grandysem

Olaf Popanda
30-07-2010, 17:18
OCEŃ ARTYKUŁ Wywiad z Jackiem Grandysem kliknij i przesuń wskaźnik
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys
Jacek Grandys

 

O.P.: W ubiegłym roku chyba Depro Racing Team stanowili w większości wychowankowie pucharu W tym roku mamy w klasach Superstock 600 Junior i Superstock 1000 byłych ścigantów z GSXR. Czy ludzie ci zostają przy marce Suzuki?
J.G.: Wiesz co... To różnie bywa. W dużej mierze każdy patrzy na fundusze, sporo osób kupuje motocykle od zawodników z klas mistrzowskich, a tam w ostatnich latach królowały motocykle marki Yamaha.
 
O.P.: Czyli to kwestia tego, że te motocykle są dostępne, przygotowane do sportu i wystawione do sprzedaży?
J.G.: Tak, o to głównie chodzi. Takich, powiedzmy, profesjonalnie przygotowanych Suzuki nie było dużo na rynku. Do tej pory na GSXR ścigaliśmy się my czy Adam Badziak i wyścigowe sprzęty z drugiej ręki pochodziły właśnie od Adasia czy też z naszego zespołu. Często więc bywa właśnie tak, że wykorzystuje się okazje z różnych kierunków i są to motocykle innych marek (w większości to Honda czy wspomniana Yamaha). Mam nadzieję, że w ciągu kilku kolejnych lat sytuacja ta ulegnie zmianie i Suzuki będzie bardziej zauważalne na rynku wtórnym motocykli wyścigowych. Wystarczy tylko spojrzeć na klasy Pucharu Polski, gdzie motocykli Suzuki jest coraz więcej i odnoszą zauważalne sukcesy.
 
O.P.: Jacku, przypomniała mi się jedna rzecz. Wrócę tu znów do Twojego zespołu i sytuacji z ubiegłego roku, kiedy okazało się, że trzon GRANDys Duo Team to w większości zawodnicy zagraniczni; chłopaki z Francji, później pojawił się Andy, epizod z Sebastianem LeGrelle. Wielu naszych zawodników nie szczędziło gorzkich słów, wspominając choćby ostre wypowiedzi Janusza Oskaldowicza pod Twoim adresem. Podstawowy zarzut był taki, że nie inwestujesz w młodych polskich zawodników. Jak odniesiesz się do tego z perspektywy czasu? Pytam, ponieważ tak naprawdę nigdy nie mieliśmy okazji porozmawiać o tym.
J.G.: Wydaje mi się, że początkowo zwyciężyły emocje. Być może była to kwestia swego rodzaju frustracji. Możliwe, że niektórym zburzyliśmy trochę ich plany dotyczące startów i pozycji. Co do samego Janusza, to była taka śmieszna sytuacja... Pół roku przed startem sezonu 2009 założyliśmy się o to, że wszystkie tytuły mistrzowskie będą należeć do Suzuki. Pamiętam, że Janusz zapytał o jakich mówię klasach, bo chyba nie Mistrzostwach Polski i prędzej wyrośnie mu kaktus na ręce, niż taka sytuacja będzie miała miejsce. Finalnie potraktowaliśmy cała sprawę z humorem. Zakład poszedł o duuuużą flaszkę „łyskacza”. Miał być czarny, nie rudy, jednak na ostatniej rundzie w Brnie „Oskald” przyniósł „rudą”, no ale lepsza taka niż żadna (śmiech). Wiesz co, cała sytuacja unormowała się jakoś chyba w połowie sezonu. I muszę przyznać, że w sumie to Janusz Oskaldowicz był chyba pierwszą osobą, która powiedziała, że to w sumie dobrze, że pojawili się zawodnicy zagraniczni, że oni mogą nas czegoś nauczyć. Weźmy pod uwagę, że Janusz skończył już 50 lat. Twierdzę niezbicie, że on się urodził jakieś 20 lat za wcześnie. Gdyby nie te 20 lat, to jestem przekonany, że mielibyśmy prawdziwego zawodnika MotoGP. Takiego drugiego człowieka w historii naszych wyścigów nie ma i chyba jeszcze długo nie będzie. 
 
O.P.: Np. Gwen jest bardzo kontaktową osobą. Bardzo szybko zintegrował się z naszym wyścigowym światkiem, został zaakceptowany bez zastrzeżeń. Tak samo było w przypadku Kenny’ego Foraya. Pamiętam jak w ubiegłym roku Kenny, po wypadku Pawła Szkopa, przychodził do niego i dopytywał się, czy Paweł będzie się jeszcze ścigał w sezonie. Później Marek, Mikro-Szkopek, przebudził się, zaczął bardzo szybko jeździć. Do tego doszedł Daniel Bukowski i panowie we trzech dawali niezły popis ścigania, dostarczając wszystkim niesamowitych emocji. Finalnie okazało się, że chłopaki są super ludźmi – uśmiechnięci, zadowoleni, rozmawiają, nie zadzierają nosa, najnormalniejsi w świecie kolesie. Do tego Andy, który, umówmy się, ma swoje lata, a na motocyklu dokonuje rzeczy wręcz niesamowitych, jest zawsze zadowolony z życia i uśmiech nie znika z jego twarzy. No i to, co mówiłem – wszyscy są w miarę swoich możliwości kontaktowi. Oczywiście, chcą się skupić przed jazdą, ale ogólnie wtapiają się w tłum naszych ścigantow i stali się częścią naszego środowiska wyścigowego. Zostali zaakceptowani w 100%.
J.G.: Wydaje mi się, że początkowo przybycie Francuzów czy Andy’ego wywołało u większości naszych zawodników coś, czego nie powinien doświadczać sportowiec. Oni postawili się z góry na straconej pozycji. Oczywiście, nie wszyscy, ale właśnie takie zdanie miała duża część ludzi. To bardzo złe podejście. Nie wiem, może niektórzy obiecywali coś swoim sponsorom, może postawili się jeszcze przed sezonem na podium czy ogłosili się Mistrzami Polski. Trudno w sumie wydawać opinie o ludziach, których się nie zna, dlatego tez w trakcie sezonu 2009 większość zmieniła zdanie o naszym przedsięwzięciu i zaakceptowała sytuację. W tym roku troszkę dawkowaliśmy emocje, żeby nikogo na wstępie nie straszyć :). Ale mimo wszystko zobacz, jak wygląda klasa Superstock 1000, a jak Superbike. Kiedy ogłosiliśmy, że Andy jedzie w Superstock, nagle zrobiło się w niej trochę pusto, a sporo osób przeskoczyło do Superbike. A tu w Modlinie okazało się, że w SBK jedzie Gwen… Pamiętasz nasz komunikat prasowy dotyczący startów Gwena w Superbike? Był datowany na 1 kwietnia – Prima Aprilis. Sporo osób myślało, że to nasz żart primaaprilisowy. A tak naprawdę żartem było to, że mamy sponsora z Chin (śmiech). Nie wiem czy przypominasz sobie, jak w ubiegłym roku, również na Prima Aprilis, puściliśmy informację o Katarczykach, którzy mieli wystartować na jednej rundzie w Polsce. I to też nie był żart! Mieli do nas przyjechać i pojechać treningowo. I to by było niezłe zamieszanie, jeśli faktycznie udałoby się im pojawić w Poznaniu. Niestety, plany wtedy uległy zmianie i to przedsięwzięcie nie doszło do skutku.
 
O.P.: A czy planujesz jeszcze jakieś niespodzianki w tym sezonie?
J.G.: Zobaczymy, zobaczymy. Na pewno jedziemy z Andym na rundę IDM w Schleiz zaraz po Moście, jeszcze przed runda w Poznaniu. Pojawimy się tam z mocnym zapleczem. Nasz plan to próba sił właśnie w IDM. Mogę jeszcze powiedzieć, że będziemy prowadzić tam rozmowy z przedstawicielami niemieckiego importera Suzuki, dotyczące wspólnego przedsięwzięcia na przyszły rok w Mistrzostwach Niemiec.
 
O.P.: Nazwę to „grubym” przedsięwzięciem. Paru Polaków próbowało swoich sił w IDM. Z różnym skutkiem.
J.G.: Jeśli już coś robię, staram się przygotowywać do tego solidnie. Jeśli istnieją jakieś szanse, żeby zaistnieć, to chcę je wykorzystać. Natomiast jeśli przedsięwzięcie nie ma większego sensu, to lepiej je sobie odpuścić i skupić się na czymś innym lub odczekać do chwili, kiedy pojawią się możliwości realizacji zamierzeń. W sumie mamy dobre podstawy, jeszcze tylko zgromadzić na to wszystko finanse :).
 

ZOBACZ, PISALIŚMY TEŻ O:

Statystyki sprzedaży jednośladów w kwietniu 2012

24-05-2012
Kwiecień był najwyraźniej miesiącem oszczędzania. Statystyki bowiem w każdym z segmentów poleciały w dół.
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms