J.G.: Puchar to jest coś, co w tym sporcie jest bardzo wymiernego. Ludzie mają bardzo podobne warunki, zaczynają się ścigać i można z nich najłatwiej wyłonić kogoś, kto będzie miał jakąś przyszłość w tym sporcie. Może nawet łatwiej niż z klas Rookie, tylko właśnie z pucharów markowych. Ogólnie chodzi mi tu głównie o puchary markowe Hondy i Suzuki, bo brak selekcji w takich zawodach i dopuszczanie wciąż do startów bardzo szybkich zawodników doprowadza do tego, że w tych rozgrywkach nic się w sumie nie zmienia. Tu muszą być stworzone warunki dla nowych ludzi, dla amatorów, którzy chcą rywalizować na torze. Oni nie mogą mieć obaw przed przyjazdem na tor i zdrową rywalizacją. Taka też była idea naszych treningów, które swego czasu organizowaliśmy na torze. Chodziło tu o stworzenie idealnych warunków do nauki, pomocy dla początkujących, którzy byli prowadzeni przez doświadczonych zawodników. Poznawali podstawy, wdrażali się, później sami mogli już decydować, czy będą kontynuować przygodę z wyścigami i jak się ona potoczy. Wiesz kto będzie tu dobrym przykładem? Hubert Tomaszewski. Jego pierwszy kontakt z torem miał miejsce właśnie na naszych treningach. Jednym z jego instruktorów był np. Mariusz, a teraz okazuje się, że chłopak jeździ szybciej od mojego brata. Chyba niewiele osób pamięta, że jego domeną była jazda na jednym kole – im szybciej, tym lepiej. Katował na ulicach swoją R1, a teraz nawet nie myśli o tym, żeby jeszcze raz spróbować tego samego. Tak naprawdę sporo osób, które zaczęło jakoś swoją przygodę z torem, zostawało na nim. Potrafili się tak wyżyć na zamkniętym obiekcie, że na ulicę mogli już nie wyjeżdżać.
O.P.: No i tak zakończyliśmy chyba część „historyczną” naszej rozmowy. Ja tylko wspomnę, że dawno nie odbywały się Twoje treningi.
J.G.: Jeśli spojrzeć szerzej, to takich treningów na Torze Poznań nie ma już w ogóle. Oczywiście, odbywają się treningi wolne (obecnie w poniedziałki organizowane są trzygodzinne sesje z podziałem na grupy) czy podobne tego typu imprezy, ale to już bez naszego udziału. Nam pozostały do tej pory telefony od ludzi, którzy pytają czy coś i kiedy się odbędzie. Niestety, nie mamy możliwości wynajęcia toru, przynajmniej nie na rozsądnych warunkach. Nie wiem czy zarządcy obiektu są skłonni wynająć tor komukolwiek związanemu z motocyklami.
O.P.: Dobrze, mamy tu już jasność sytuacji. A co myślisz o planowanych w Polsce obiektach? Mam na myśli, oczywiście, tory wyścigowe.
J.G.: Oj, Olaf... Jak powstaną, to wtedy porozmawiamy. W tej chwili pozostają one raczej w sferze marzeń. Wiesz jaka jest nasz polska mentalność? Dużo się mówi, a mało robi. Tyle w temacie.
O.P.: Och, faktycznie. Często tak bywa. Odłóżmy więc temat marzeń i planów związanych z torami i przejdźmy może do kształtu i składu Twojego Teamu. Drugi sezon ściągasz do Polski zawodników z zagranicy. Jeżdżą oni w Twoich barwach, wspólnie z chłopakami z Polski. W ubiegłym roku – pozamiatane. Zgarnęliście wszystkie tytuły w klasach mistrzowskich. Ciekawostką tu może być pojawienie się Andy Meklau, który wpadł w wir WMMP praktycznie w drugiej połowie sezonu i okazało się, że potrafił wywalczyć tytuł mistrzowski w klasie Superbike. No i chłopaki z Francji, Gwien Giabbani, pechowiec Giulliame Dietrich, który pojawił się u nas chyba tylko dwa razy i musiał zakończyć sezon ze względu na kontuzję, no i przesympatyczny Kenny Foray. W tym roku ograniczyłeś się trochę. Nie wystawiasz zawodników w klasie Supersport ani w Superstock 600 Junior. Czemu taka decyzja? Skupiliście się na klasach Superbike i Superstock 1000.
J.G.: To poniekąd kwestia kosztów. Musieliśmy wszystko sobie przekalkulować. Okazało się, że trzeba mocno stąpać po ziemi i być realistami. W ubiegłym roku pokazaliśmy, że można zrobić wszystko i osiągnąć zamierzony cel. Skupiliśmy się na dwóch klasach, w których mamy doświadczenie i na nich tylko się koncentrujemy. Przyznam szczerze, że poważnie myśleliśmy o klasie 600 ccm. Był plan, aby w barwach GRANDys Duo pojawił się zawodnik na GSXR 600, ale w sumie... hm… Przypadek sprawił, że tak się nie stało. Do tego wszystkiego jeszcze przed rundą w Brnie uświadomiliśmy sobie, że panuje bałagan regulaminowy i organizacyjny, jeśli chodzi o klasy STK 600 i Supersport, stąd decyzja o rezygnacji ze startów w tych klasach. 600-tki przestały mieć znaczenie dla naszego przedsięwzięcia. Do tego musielibyśmy ponieść koszty związane z przygotowaniem sprzętu. Jak wspominałem, braliśmy pod uwagę starty jednego z polskich zawodników na mniejszym GSXR, ale finalnie sprawa odeszła w niebyt. Odpuściliśmy sobie i koniec :).
O.P.: Sezon 2010 trwa. Ba, praktycznie połowa za nami. Ale jakie macie plany jako zespół?
J.G.: Ten sezon jest dla nas ciężki. Przez rundę w Modlinie wszystko nam się wywróciło do góry nogami. Mieliśmy trochę inne założenia, plany, natomiast teraz wiadomo, że na Słowacji zabrakło Andy’ego, Gwen nieobecny w Moście – wszystko ze względu na zawody, w których, oprócz WMMP, obaj startują. Andy ma na głowie starty w Mistrzostwach Austrii, Gwen wyścigi Endurance.
O.P.: Nie mogę nie zadać pytania dotyczącego Waszego nowego nabytku – jak w Twojej ocenie radzi sobie Hubert Tomaszewski? W Brnie w deszczu jakby się przebudził, a wiadomo, że on sam zawsze podkreślał, że wody nie lubi i nagle sprawił niespodziankę stając na podium.
J.G.: Na razie wszystko jest OK. Ogólnie Hubert jest zawodnikiem bardzo wymagającym. Jako cały zespół staramy się stworzyć mu jak najlepsze warunki. Dajemy mu pełne wsparcie w postaci wiedzy, jaką posiadamy, do tego dochodzi jeszcze support ze strony Andy’ego i Gwena, specjalistów od zawieszeń itd. Do tego wszystkiego dostał do dyspozycji opony, na których wcześniej nie miał okazji jeździć, co też mu zapewne sporo pomogło. Tu chodzi mi o kwestię technologicznego zaawansowania i jakości produktu, co daje większe zaufanie do zachowania się sprzętu podczas jazdy. Dotyczy to wszystkich warunków na torze, czy jest sucho, czy mokro. Hubert sporo testował, np. na Slovakiaring przed zawodami. Finalnie jednak okazało się, że dla całego naszego zespołu był to ciężki weekend. Teraz już za nami.
O.P.: Wracając do tematu Pucharu GSXR. Jaki jest procent nowych zawodników, takich „młodych wilków”, którzy pojawiają się każdego roku w stawce? Ja tu trochę żartuję, mówiąc o „młodych wilczkach”, bo wśród startujących pojawiają się osoby w bardzo różnym wieku, natomiast ci ludzie mają swoją pasję związaną z wyścigami i uważają, że Puchar GSXR jest jedną z najmniej kosztownych form zorganizowanego ścigania. Jak to jest z rotacją zawodników z sezonu na sezon?
J.G.: Założenie jest takie, że ze stawki eliminujemy najszybsze jednostki, takie, które przekraczają limity czasowe, ustalone w regulaminie PZM, i staramy się kategorycznie przestrzegać tej zasady, mimo że wcześniej nie było takiej reguły. Około 40% zawodników to zupełnie nowe twarze, jakieś 10% musi wycofać się z pucharu, więc przechodzą do klas wyższych lub po prostu znikają z tego sportu. Jednak, jak patrzę na statystyki z ubiegłych lat, w większości ci najszybsi zasilają klasy mistrzowskie.