załóż konto nie pamiętam hasła
wyszukiwanie zaawansowane

SPORT - WYWIADY ZE SPORTOWCAMI

Paweł Szkopek - nasz wywiad

Olaf Popanda
21-03-2008, 08:00
OCEŃ ARTYKUŁ Paweł Szkopek - nasz wywiad kliknij i przesuń wskaźnik
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł Szkopek
Paweł, jedna sprawa, jechałeś na Kawasaki ZX 6R, jakie wrażenia, jaki to jest motocykl?
Jeśli chodzi o ten sprzęt i jego prowadzenie, to wszystko super. Nie chciałbym mówić o jego mocy, bo brak mi możliwości porównania z innymi sprzętami, które tam jeżdżą. Ale trakcja, jak wspomniałem, bardzo dobra i znakomicie się na Kawie czułem, w sumie tak, jakbym już wcześniej na takim motocyklu jeździł. Wiesz, nawet nie stwierdzę, jak Kawasaki zachowuje się w porównaniu do Yamahy R6, jeździłem wcześniej motocyklem Marka (Mikro-Szkopka, brata Pawła – przyp. Olaf) i ten sprzęt sam kładł mi się w zakręty, dosłownie musiałem uważać, żeby nie wpadać za mocno na wewnętrzną stronę winkla. Kawasaki było po prostu bezproblemowe i bardzo łatwe w jeździe.
OK, wróćmy więc do wyścigów...
Cóż, wyścig... Odliczanie, zielona flaga i ogień. W sumie, to pilnowałem się, żeby nie przedobrzyć i nie popełnić falstartu, nie miałem pojęcia, czy tam ktoś zwraca na takie rzeczy uwagę, czy nie. Jednak z drugiej strony nie starałem się też bardzo opóźniać start, będąc na 26 czy 29 pozycji, miałem przed sobą kilku gości do objechania (śmiech). I tak w pierwszy zakręt wbiłem się, powiedzmy, jako piętnasty w stawce, nie było źle.
Paweł, a czy modliłeś się o to, żeby komuś z przodu nie zgasł motocykl? Pamiętam nasz wspólny wypad do Poznania i Twój start z ostatniej pozycji podczas biegu próbnego. Byłeś wtedy, jakby to rzecz, troszkę zestresowany.
Wiesz, nie, jakoś wtedy o tym nie pomyślałem, chyba mocno uwierzyłem w pełen profesjonalizm amerykańskich zawodników, którzy żyją wyścigami i żyją z wyścigów. Bardziej martwiłem się o to, czy wyhamuję, czy nie, nie miałem wcześniej żadnego odniesienia do tego, w którym miejscu oni będą hamować w zakrętach podczas jazdy w grupie, ale okazało się, że wszyscy się pięknie rozjechali, może trochę ciasno było w pierwszym winklu. W każdym razie, jak już znalazłem się w środku stawki, zacząłem analizować sytuację. Start poszedł mi znakomicie, więc chciałem powalczyć, wiedziałem jednak, że czołówka może odjechać, szczególnie pierwszy, który nie ma nikogo przed sobą. Jak musisz przebijać się przez stawkę, walczyć z innymi, wiesz, że konkurenci będą Ci przeszkadzali w zakrętach, to jednak trochę ciężka sprawa gonić tych z przodu. Ale po dwóch okrążeniach wyścigu okazało się, że jadę pierwszy. Szczerze powiem, że tego się nie spodziewałem. Plan był taki, jak wcześniej mówiłem, żeby trochę się pościgać, sprawdzić opony, a tu nagle niespodzianka. Nie liczyłem okrążeń, nie wiedziałem ile zostało mi do mety, nagle widzę, wychodzi koleś, pokazuje mi jakąś flagę, nie wiem, czy białą, chyba nie, chociaż z drugiej strony coś białego tam było... I tak kombinuję sobie, a może flaga mu się trochę zwinęła, może to już będzie ostatnie okrążenia, przecież mieli sygnalizować. Lekka konsternacja... Tak więc przejechałem jeszcze jedno kółko, oglądam się do tyłu (Paweł nie ma takiego zwyczaju – przyp. Olaf), a tam nikogo nie ma! No to jadę sobie wolniutko, przez pół okrążenia, wyjechałem na wzniesienie (tor ma sporą różnicę poziomów), patrzę na prostą startową, jadą sobie jacyś kolesie, jedni szybciej, drudzy wolniej, zaraz za linią Start / Meta się podnoszą, mówię sobie, o, koniec wyścigu. Zjeżdżam na spokojnie do boxu, a tam na prostej „łaaaa..., łaaaa..., łaaaa...” - kolesie idą, jak przeciąg. Zaraz, zaraz, o co chodzi? Przecież po wyścigu miało się natychmiast zjeżdżać do depot, bo jest zakaz jazdy jeszcze jednego pełnego kółka, a oni co robią?! O co tu biega?! To nie był koniec wyścigu!!! Już chciałem odwinąć gaz, wyskoczyć znów na tor, ale nie, nie będę robił z siebie idioty, może ludzie pomyślą, że miałem jakiś defekt, awaria sprzętu, etc. Wystarczy, że ludziom z zespołu powiem, jakim jestem kretynem i co zrobiłem. Na upartego, to mogłem przelecieć na pełnych kotłach przez pit-lane, tam nie ma żadnego ograniczenia prędkości, spróbować jeszcze powalczyć, ale miałem też świadomość tego, że do końca wyścigu zostało może okrążenie, więc nie było żadnego sensu tak postępować, poza tym, spinanie się i gonienie czołówki mogło zaowocować dzwonem. W sumie, to przetestowałem motocykl, opony, wydawało mi się, że pojechałem już naprawdę bardzo szybko, więc OK, misja spełniona. A dodatkowo okazało się, że zrobiłem czas 1:23:100, czas po prostu super, więc pobiegłem do Kerry'ego i mówię mu, że była umowa i pytam, czy w niedzielę będę miał nowy silnik. Kerry uśmiechnięty stwierdził, że nie ma problemu, więc już zupełnie wyluzowany czekałem sobie na kolejny wyścig. W międzyczasie dorwał mnie Vincent i krzyczy, że mi koło nosa przeszło parę dolców, bo mogłem wygrać i zgarnąć kasę. Mówię mu, że spokojnie, trudno, nie ma co się żołądkować o pierdoły, a w dodatku okazało się, że to właśnie Vincent wprowadził mnie w błąd mówić, że samego ścigania będzie 6 kółek. Finalnie okazało się, że flaga, którą mi pokazywano, to znacznik połowy wyścigu i wywieszona była po czterech okrążeniach. OK, błąd, którego już nie popełnię i koniec. Jeszcze trzy starty przede mną, zobaczymy, co będzie dalej. I drugi wyścig wygrałem, chociaż już tak łatwo nie było, nawet dokładnie nie wiedziałem, jaka to klasa, jechały same 600-ki, ale chyba lepiej przygotowane, mocniejsze, ciężko mi powiedzieć, bo akurat na te sprawy nie zwracałem uwagi. Starałem się skupić na zupełnie innych sprawach. W każdym razie jechałem na starych gumach, taki był plan, miałem je zjeździć i zobaczyć, na ile można ocenić ich wytrzymałość i jak będą się zachowywać w miarę zużycia. Nie przykładałem wagi do atomowego startu, w każdym razie lidera dorwałem w połowie wyścigu, po czwartym okrążeniu i udało mi się odskoczyć mu na całkiem sporą odległość. Jednak pod sam koniec wyścigu strasznie zaczęło mnie wozić, rzucać motocyklem, nie wiedziałem za bardzo, co się dzieje. Na ostatnim kółku dopadło mnie kilku gości i finisz, to w sumie była moja obrona przed ich atakami. Już po wyścigu okazało się, że tylna opona była strasznie porwana, w gumie porobiły się dosłownie dziury, dlatego w zakrętach, czy na otwartym, czy zamkniętym gazie tak mnie rzucało i motocykl był diabelnie niestabilny. Razem z mechanikami doszliśmy do wniosku, że nie da rady jechać na tych oponach, że jak najszybciej trzeba poszukać innych gum, może od innego dostawcy / producenta. Wiesz, było strasznie gorąco, w dodatku w 80% toru leciało się na maksymalnie otwartej przepustnicy, w pełnych złożeniach, tam w niektórych zakrętach wskazania prędkości sięgały nawet 280km/h. Brzmi to niewiarygodnie, ale wyobraź sobie zakręt, który nie chce się skończyć, idziesz w łuku na kolanie, na otwartym gazie, opony strasznie dostają w dupę, nie ma innej możliwości. Założyliśmy więc nowe opony i przygotowaliśmy motocykl do trzeciego wyścigu, gdzie miałem jechać razem z „tysiącami”. Tutaj nie było już miękkiej gry. Wiadomo, ze nawet bardzo mocną 600-ką ciężko jest walczyć z litrowymi motocyklami, które ze startu wyrywają mocno do przodu, mając dużą przewagę mocy i momentu obrotowego, przy podobnej masie. Tak więc startując z ostatniego pola nie poprawiłem właściwie swojej pozycji podczas pierwszego okrążenia. Dodatkowo okazało się, że nowe opony nie pozwalają na tak szybką jazdę, jak poprzednio, nie zużywały się tak szybko, jak stare, ale na każdym kółku jechałem około sekundę wolniej. Mimo wszystko, wyścig ukończyłem na ósmej pozycji. Wynik po prostu super, w połowie wyścigu wyprzedziłem kolegę z zespołu, Iriego Drazdaka, który nie jest słabym zawodnikiem, dla przykładu, w Brnie podczas startów w Mistrzostwach Świata jeździł na Superbike z czasem 2:03, to jest świetny wynik! A ja na 600-ce „ogoliłem” go, mimo że jechał tysiącem. Najistotniejszą rzeczą było to, że gumy zachowywały się bardzo poprawnie i nie miałem z nimi żadnego problemu. Przejechałem 12 okrążeń, fakt, że wolniej, niż poprzednio, ale w równym tempie i w sumie nie było wcale wolno. Później, w czwartym, ostatnim wyścigu, znów zacząłem jechać bardzo szybko, OK, trochę wolniej, niż na wcześniej montowanych gumach, ale wszytko było świetnie, aż do końcowej fazy wyścigu, kiedy znów zaczęły się znane wcześniej problemy z trakcją. Znów motocyklem miotało, znów pojawiły się ubytki w wierzchnich warstwach opon. Mechanicy wzięli się do pracy i zaczęli analizować wszystko. Doszliśmy wreszcie do wniosku, że jest to może wina zbyt szerokiej tylnej felgi, zamontowana była szeroka na 6,5 cala, a lepszym rozwiązaniem byłaby 6 cali, lub maksymalnie 6,25. Niestety, zespół nie dysponował tylnymi felgami o takiej szerokości. Finalnie stwierdziłem, że wykonam kombinację alpejską z oponami i na przód pójdzie inna guma, niż na tył. Przednia miała być taka, jakiej początkowo używałem podczas treningów i dwóch pierwszych wyścigów, a tył pozostanie taki, jak zastosowany w dwóch ostatnich startach. Wszyscy zdębieli, mechanicy, Vincent, dla nich był to lekki szok. Nie chcieli dopuścić myśli, że można mieszać gumy dwóch różnych producentów, szczególnie w wyścigu. Starałem się ich uspokoić, mówiłem im, że takie rzeczy robiłem już z pozytywnym skutkiem podczas wyścigów i wszystko będzie super.

W niedzielę do długodystansowego biegu startowałem z 19 pozycji, nieźle, jeśli brać pod uwagę ogólną liczbę zawodników (60-ciu). Ogólnie jazda niesamowita. Szło mi świetnie, dodatkowo jechałem szybko, mimo tego, ze starałem się oszczędzać opony. Gdzieś w połowie wyścigu, po około 38 okrążeniach (wtedy przerwano wyścig), znajdowałem się na drugiej pozycji. Ale z niewiadomych przyczyn, po wznowieniu wyścigu, organizatorzy ustalili mój start z ósmego pola. Nie zostało mi zaliczone po prostu jedno okrążenie, było trochę zdziwienia, bo wspomniany wcześniej Iri Drazdak startował z piątej pozycji. A jego wyprzedziłem w pierwszej fazie wyścigu. Akurat daję Jiriego, jako przykład, ponieważ on startował w naszym zespole i jemu, tak samo jak mnie, nasza obsługa zliczała okrążenia i pozycje.
t:
Komentarze użytkowników
(3)
23-03-2008 10:20
evil
anglik,
bierz pod uwagę mocno modyfikowany silnik, pracujący non-stop w ekstremalnych warunkach. 16,5-calowe obręcze pozwalają na złożenia w zakrętach wręcz niewyobrażalne, zwykły zjadacz chleba określi to łamaniem praw fizyki. silnik miał prawo paść, taki sport, takie życie.
22-03-2008 16:36
anglik
takie techniczne pytanie

niby dlaczego moto ma nie mieć smarowania, gdy jest przechylone w zakręcie, skoro siła odśrodkowa łacząc się z przyciąganiem ziemskim tak zmienia siły działające na olej że smok zawsze powinien mieć dostęp do oleju gdyż on zawsze znajduje się na dole miskibez różnicy pochylenia, zsiadając z motocykla w zkręcie się to trochę zmienia, przy przyśpieszeniach i hamowaniach może się conajwyżej przesuwać tył-przód,

w innym wypaku trzeba by się trzymac motocykla by nie spaść na asfalt w złożeniu;>
22-03-2008 01:18
Coyo
Właśnie czegoś takiego mi brakowało...Oby tak dalej:)

ZOBACZ, PISALIŚMY TEŻ O:

Statystyki sprzedaży jednośladów w kwietniu 2012

24-05-2012
Kwiecień był najwyraźniej miesiącem oszczędzania. Statystyki bowiem w każdym z segmentów poleciały w dół.
 
 
 
 
 
NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail

 
 
ANKIETA
Rzetelnych informacji szukam:
w polskim portalu
w zagraniczym portalu
w polskim miesięczniku
w zagranicznym miesięczniku
na nalepkach na samochodach




PATRONAT

1/3
« »

PARTNERZY

1/9
« »
Subskrybuj RSS
Copyright © 2006-2012: MOTOGEN.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydawcą portalu internetowego MOTOGEN.PL jest Liberty Motors Sp. z o.o. (Wydawca) z siedzibą w Łodzi, ul. Dąbrowskiego 207/225, 93-231 Łódź. Wszelkie prawa do treści, elementów tekstowych, graficznych, zdjęć, aplikacji i baz danych są zastrzeżone na rzecz Wydawcy lub odpowiednio na MOTOGEN.PL.
partner technologiczny:
cms