OCEŃ ARTYKUŁ
Autodrom Most – pierwsze wrażenia i mieszane uczuciakliknij i przesuń wskaźnik
Autodrom Most - pierwsze wrażenia i mieszane uczucia
Jak na nasze warunki krajowe, czeskie rundy wyścigów odbyły się wręcz błyskawicznie. Zaraz po wyścigach w Brnie, gdzie Polacy pokazali klasę, w Moście nie było już tak kolorowo.
Złą passę zapoczątkował Piotr Betlej,
"zamiatający"
w wyścigach Pucharu Polski w klasie Rookie 1000. Piotrek pojawił się w Moście wcześniej niż ktokolwiek z Polaków, aby potrenować przed zawodami i zapoznać się z torem. Efektem tego posunięcia był zgruzowany motocykl i pozszywana ręka. Do grona poszkodowanych dołączył Paweł Szkopek, który w piątek podczas wolnych treningów wyjechał z toru na szybkim prawym zakręcie. Motocykl otarł się lewym bokiem o metalową bandę, która zamyka strefę bezpieczeństwa. Lewa kierownica złożyła się i w tym momencie ręka Pawła bardzo niefortunnie przewinęła się przez bandę. Lewe ramię zahaczyło o wspornik osłony i Szkopek dosłownie wyskoczył z motocykla, który delikatnie osunął się na ziemię kilka metrów dalej. Efekt: otwarte złamanie lewego ramienia, wyjazd do szpitala i dwie operacje przeprowadzone przez czeskich lekarzy. Na trzecią, którą zaordynowali, dochodząc do wniosku, że dwie pierwsze nie do końca się udały, Paweł się nie zgodził i w okolicy godziny 20:00 w niedzielę został odebrany przez brata ze szpitala. Około 6:30 następnego dnia zespół gnał ostro w stronę Łodzi na pierwsze konsultacje i badania u doktora-cudotwórcy. Do tego wszystkiego magicznym dotykiem mają posłużyć się ludzie z FOZ, którzy opiekują się naszymi zawodnikami. Alek Kawczyński obiecał dołożyć wszelkich starań, aby Paweł mógł wystartować podczas najbliższej rundy WMMP w Poznaniu.
Oczywiście, przesympatyczny dzieciaczek, Januszek Oskaldowicz, nie byłby sobą, gdyby nie odwalił jakiegoś numeru. Większość weekendu Oskald spędził z okładami na prawej dłoni, po tym jak zaliczył stylowego high-side. –
Wyjechałem, wszystko gra, napędzam się, dohamowanie przed zakrętem, odkręcam gaz na wyjściu i czuję, jak dupa mojego motocykla ucieka w pięknym ślizgu. Dołożyłem jeszcze, żeby jakoś wyprowadzić motocykl no i tył nagle złapał przyczepność. Wyskoczyłem z siodła i jakoś mi się urwał film.
Januszem zajęły się służby medyczne. –
Sympatyczna babeczka mówi mi, że jadę do szpitala, na co ja grzecznie, że nie, ja się dobrze czuję i wszystko gra, więc nie zamierzam nigdzie jechać, mam następne treningi, a w niedzielę wyścig. Wtedy ta cwaniara zapytała mnie, jak się nazywam. No i masz, to była ta rzecz, której akurat nie pamiętałem po restarcie systemu. Jednak wszystko jest dobrze, jakieś kostki pęknięte, ale nie ma dramatu.
Największą niespodziankę sprawił wszystkim, debiutujący w klasie Superbike, ubiegłoroczny Wicemistrz Polski w klasie Rookie 1000 (cytat z artykułu sponsorowanego z jednej z olsztyńskich gazet, a sam tytuł oznacza chyba tyle, co Mistrz Wszechświata i Okolic), Daniel Mańkowski. Już na samym początku wyścigu "pozamiatał" konkretnie. Pałający żądzą zwycięstwa, wpadł w szykanę pełną petardą i wykosił z toru cztery motocykle, w tym swojego zespołowego kolegę, przesympatycznego Sławka Grausama. O ile w przypadku pozostałych trzech jeźdźców całość zakończyła się na drobnych stłuczeniach i siniakach oraz rozbitych mniej lub bardziej motocyklach, to Sławek nie opuścił toru o własnych siłach. Został przetransportowany do szpitala w Moście, gdzie stwierdzono złamanie ręki, obojczyka i żeber. Dotarła do mnie plotka, że to może nie być wszystko; mówi się też o uszkodzonym płucu (mam szczerą nadzieję, że to tylko pogłoski). Grausam nie pamięta niczego, w szpitalu nie rozpoznał Pawła Szkopka, pytał tylko gdzie jest, co robi w Czechach i o jakie wyścigi chodzi. Sławek, trzymaj się, dzieciaku!
Nie do śmiechu na pewno było i jest chłopakom z Depro Racing. Przed wyścigiem dwóch leżało już na okrążeniu dojazdowym, trzeci z zawodników nie dociągnął do końca wyścigu...
Ogólnie cały weekend wyścigowy należy zaliczyć do tych lekko kontrowersyjnych. Z jednej strony piękne ściganie, ale okupione gruzami, bólem i rozczarowaniami. Po tym, jak polscy ściganci zarządzili w Brnie, byłem skłonny uwierzyć w słowa Łukasza Świderka, który na łamach jednego z portali o tematyce motocyklowej zapowiadał polskie uderzenie i dominację podczas wyścigów w Moście. Niestety, tym razem się pomylił. Rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Ale o tym wkrótce w pełnej relacji na portalu motogen.pl.
Po zmaganiach na Slovakiaring przyszedł czas na tor w Brnie, na którym zawodnicy z WMMP i Alpe Adria zawsze goszczą właśnie w maju. Było szybko, deszczowo, nieprzewidywalnie, ale również pusto i z przygodami.