OCEŃ ARTYKUŁ
Historia stuntu w Polscekliknij i przesuń wskaźnik
Dżejkob na Yamasze R1 czyli słynnej krówce
Simpson i jego nieśmiertelna Honda CBR 600 F4i
Raptowny na rozpoczęciu sezonu - Bemowo'05
Baza i jego 900rr, czyli jedne z pierwszych jazd na stunt lotnisku pod Rykami
Raptowny, Dżejkob i Koval, czyli połowa Kamikaze Squad Lublin
Ostatnie chwile życia "Miśka"
Najsłynniejsze Kawasaki ZX-7R w europie środkowo-wschodniej
Czerwcowe popołudnie. Żar leje się z nieba, ale to nawet dobrze, bo ustawiliśmy się z Simpsonem na mały terror Lublina. On miał latać na moto, siać pożogę i spustoszenie, a my towarzyszyć mu na czterech kółkach nagrywając wszystko
Latamy tak po okolicy, aż gdzieś w bardziej industrialnej części miasta Gorzkiej Żołądkowej i Budki Suflera znaleźliśmy jakiś tam mniej lub bardziej wolny parking. Simpsonowi w to graj, kręci rolling burnouty coraz bardziej pokrywając czarnymi sznytami poszarzały i wymęczony asfalt. Nagle dwóch małolatów na skuterku podjeżdża do niego i z miną jakby zobaczyli co najmniej Marlin Monroe pytają "Ej, to ty jesteś Raptowny?". To było ponad 3 lata temu, ale już wtedy zrozumiałem, że stunt w Polsce powoli przestaje być domeną kilku kolesi mało znanych poza wąską grupką znajomych.
Początki wyglądały mniej więcej tak że w naszym pięknym kraju istniały 3 ekipy: Kamikaze Lublin Squad na ścianie wschodniej, Moto Tczew Team na Pomorzu i Motodawcy w Bydgoszczy. Bardzo ciekawe jest to że Kamikadze i Motodawcy zaczęli jeździć mniej więcej w tym samym czasie, nic nie wiedząc o tych drugich. Oczywiście to nie byli jedyni zajarani i latający ludzie, jednak to oni pierwsi zaczęli pokazywać w internecie swoją jazdę nakręcając tym innych (w tym i mnie). Pamiętam jak z kumplami każdy nowy filmik z Lublina czy Bydgoszczy oglądaliśmy po kilkanaście razy z rzędu, a muzykę towarzyszącą obrazowi zgrywaliśmy tak żeby było słychać ryk motocykli i później dudniło to na kasetach w całym powiecie. Bo właśnie to, co pokazywano na tych filmikach i fotach sprawiało, że ten sport i styl życia ewoluował i wkręcał się coraz to nowym osobom.
Około 2000 roku powstało Kamikaze Lublin Squad, gdzie pierwsze skrzypce grał Raptowny Waldek a akompaniowali mu m.in. Koval, Dżejkob, Jankes, Baza i wielu innych nie mniej dobrych świrów, a wszystkim im fotki cykał Coyot. To właśnie wtedy Raptowny latał na swojej zx7r, która obrosła taką legendą, że niektórzy mówią że to właśnie na niej przyjadą jeźdźcy apokalipsy, a Jeremy Clarkson tak nienawidzi motocykli ponieważ raz się na niej przewiózł i po zatrzymaniu zostawił na siedzeniu mokry ślad. Może jeszcze kiedyś Raptowny ją reaktywuje, bo narazie to przypomina ona bardziej koksownik niż motocykl. Ale wracając do rzeczy, chłopaki z KLSu oczywiście początkowo katowali ulice swego pięknego miasta. Wiadomo jednak wszem i wobec, że motocykl nawet jak stoi na parkingu, to może zabić Bogu ducha winną kobiecinę albo przyprawić o zawał jegomości w kapeluszach i okularach w typie „Stępień Classic”, a co dopiero gdy pędzi ulicą! Powodowało to, że często robiło się nieprzyjemnie niebiesko. Trzeba było więc znaleźć jakąś alternatywę i nadał sie do tego cudownie pas w okolicach Ryk. KLS więc co niedziele stawiał się na weekendowe męczenie sprzętów, a miejscowi mieli lepszy ubaw niż na odpuście. Początki obfitowały w spektakularne gleby i ofiary w sprzętach
...Początki obfitowały w spektakularne gleby i ofiary w sprzętach...
. Jednak zgodnie z zasadą ekipy "jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz". Co raz ktoś, za wstawiennictwem asfaltu, tulił się w objęcia matki ziemi. Było tego tak dużo że chłopaki nadawali sobie tytuły gleb roku. Dzięki np glebie roku pańskiego 2003 zawitali na szerokie wody show biznesu i pojawili sie w "Uwadze" na TVN w materiale o mordercach i psychopatach na motocyklach. Ogólnie, jeśli chodzi o wywrotki, to chyba Freddy Mercury miał na myśli właśnie chłopaków z KLS śpiewając "Another one bites the dust". No, ale skoro tak glebili, to znaczy że mocno ćwiczyli i postępy robili (nie czuję że rymuję). A i owszem, postępy były. Świadczy o tym najlepiej wygrana Raptownego w Bielawie na Street Fighter Festival w 2004 roku, którą zdobył na jednym z najładniejszych Polskich motocykli do stuntu, czyli 900rr jego ekipowego kumpla - Bazy. Ogromnym sukcesem, dotąd nie pobitym jest również nieoficjalny rekord naszego zsiadłym mlekiem i miodem pitnym płynącego kraju w jeździe na przednim kole, a mianowicie 201 metrów na R1 03 która miała przerobione tylko kilka rzeczy (wysoka kierownica, stalowe przewody hamulcowe, lepsze klocki i futro z krowy). Natomiast na SFF Bielawa w 2005 drugie miejsce zajął Koval, Raptowny piąte, a Baza zadowolił się dziewiątym. Przez te wszystkie lata lubelscy motocykliście co chwilę terroryzowali miasto latając wszędzie na jednym kole, co stało się ich wizytówką. Ostatnio jednak coś się popsuło i rzadko można podziwiać jakiś dobry uliczny terror. Większość chłopaków z KLS przestała jeździć i w pozostał jedynie Raptowny, który nadal świetnie jeździ i przynajmniej dla mnie jest niemal ikoną Polskiego stuntu. Jeśli będziecie mieli okazję zobaczycie na żywo jak wyglądają jego treningi, też będziecie tak twierdzić.
Motodawcy są z Bydgoszczy a ich główną miejscówką był pas pod Koronowem. W czasach gdy oni zaczynali zabawę ze stuntem, każdy kto choć trochę oderwał przednią oponę od asfaltu już był dobry. W 1998 roku Maciej (Cygan) pierwszy raz stanął na baku w czasie jazdy 80km/h, co wtedy można było pooglądać tylko na filmikach w necie. No i zaczęło się, bo od następnego sezonu już spotykali się w kilka osób i próbowali jakichś trików, palenia gumy i innych udziwnień. W 2000 roku Cygan przywiózł z Hamburga kasetę z filmem "Las Vegas Extremes" i wtedy już na dobre ich to pochłonęło, zaczęły się ostre treningi.
Czas na nagranie ze stunt show, w którym występują Rok Bagoros i Chris Pfeiffer. Ujęcie pochodzi z kamery GoPro zamontowanej na kasku Roka i prezentuje wykonanego przez kaskadera front flipa, który nie do końca się udał. Sprawdźcie sami jak wylądował stunter.
StuntGP było pierwszą imprezą tego typu organizowaną na terenie naszego kraju. Oczywiście, zdarzało się, że nasze rodzime zawody odwiedzali zagraniczni goście, ale częściej w formie "gwiazd" niżeli zawodników. Forma "International" w jaką przerodziło się StuntGP, miała na celu to zmienić.
pozdrawiam wszystkich z KAMIKAZE :)
Świetny artykuł, jak i poprzedni. Sporo nowych rzeczy wyłapałam. Dzięki Bart! :)
A jakie fotki!!!! :)))