35 000 głodnych wrażeń kibiców na stadionie w Poznaniu, garść najlepszych podniebnych akrobatów tego świata, widmo deszczu i FMX – taką mieszankę wybuchową spożywaliśmy z niebiesko-srebrnych puszek w sobotę, 6 sierpnia 2011 roku. Wszystko zgarnął Nate Adams, a było to tak…
Freestyle motocross na profesjonalnym poziomie powrócił do naszego kraju po trzech latach posuchy. Uderzył w najlepszym możliwym wydaniu – jako piąty z sześciu tegorocznych przystanków światowej serii Red Bull X-Fighters. Początkowo miał odbyć się na Stadionie Narodowym w Warszawie, który – z wiadomych powodów – nie został ukończony na czas… Jednak Poznań w zastępstwie poradził sobie dobrze.
Tor
Tor, który powstał na mogącym pomieścić 45 000 kibiców stadionie miejskim w Poznaniu jest dziełem Dane Herron Industries, czyli firmy specjalizującej się w budowie tego typu ziemnych konstrukcji, z jej szefem, którego nazwisko zawiera sama nazwa przedsiębiorstwa, na czele. Prace trwały prawie dwa tygodnie; na stadion za pomocą 450 wywrotek dostarczono 12 000 ton (6500 m³) mieszanki gliny i piasku. Kolejne 50 ciężarówek przywiozło niezbędny sprzęt i wyposażenie, m.in. 5 kilometrów kabli. Każdego dnia na stadionie pracowało około 300 osób, a w dniu zawodów – 2000. Tor miał charakter dirt bike parku, posiadał rampy i kickery ciasno upakowane na niewielkiej przestrzeni (łącznie było ich osiem razem z niesamowitym big airem pozwalającym na skok na odległość 36 metrów!). Do tego ziemne lądowania, rampy ziemne i bandy do zawracania bez utraty prędkości. Całość była pomyślana tak, że zawodnik mógł jeździć po torze w kółko, cały czas w jednej linii, ponieważ w wielu miejscach skoki były zlokalizowane po obu stronach lądowiska. Dodatkowo zawodnicy mogli wykonywać tzw. transfery, czyli wybijać się z jednej linii i lądować na drugiej. Wielu zawodników, z którymi rozmawialiśmy, twierdziło, że tor jest bardzo trudny, niebezpieczny, ciasny i niesamowicie techniczny, zdecydowanie najbardziej wymagający ze wszystkich w tegorocznej serii. I faktycznie – uczestnicy mieli problemy z jego ogarnięciem, co w połączeniu z małą liczbą treningów skutkowało sporą liczbą dead sailorów (skoków bez tricku) i błędów.
Otoczka
Wszystkie zawody serii Red Bull X-Fighters na całym świecie posiadają unikalny charakter dopasowany do miejsca i sytuacji. I tak w Madrycie na arenie walk byków zawsze mamy akcent corridy, w ubiegłym roku w Rzymie zobaczyliśmy gladiatorów, na Stadionie X-lecia żegnaliśmy obiekt w oparach PRL-u i w towarzystwie gwiazd sportu z minionych lat. A w Poznaniu? No jakoś tak… nijak. Niby miało być piłkarsko i sportowo, skoro event odbywał się na stadionie przygotowanym na Euro 2012, a wyszło masło maślane. Event rozpoczęli bębniarze i tutaj coś było "czuć" piłką kopaną. Riderzy wyjechali w towarzystwie dzieciaków na małych crossówkach – OK, mamy nawiązanie. Ale kopa zadał mi zespół, który grał w przerwie jakąś muzykę niemożliwą do zidentyfikowania – electro z folkiem i góralskimi przyśpiewkami na zawodach FMX? To już ponad mój próg bólu jako człowieka, fana "efemiksu" i Polaka. Może mamy kompleksy jako naród, ale mamy przecież co pokazać. Na poziomie równie wysokim, jak niesamowity koncert flamenco, który widziałem w 2008 roku na zawodach w Madrycie… Co my tam jeszcze mieliśmy z atrakcji? W sumie niezbyt wiele i to była bardzo, ale to bardzo słaba część poznańskiej imprezy. Kuba Przygoński zrobił kilka okrążeni motocyklem – OK, ale bez rewelacji. Adam Małysz (jako pilot) w samochodzie rajdowym – średnio. Aha, pokazał się jeszcze piłkarz, Bartek Bosacki – dla mnie równie dobrze mógłby to być sprzedawca popcornu, bo wiadomo, że "I love motocross because football requires only one ball…". Zatem poza skokami nie działo się nic spektakularnego. Szczerze mówiąc, jestem nieco zawiedziony, bo każda impreza serii, którą widziałem na przestrzeni kilku ostatnich lat, miała dobrze rozbudowane zaplecze rozrywkowe w przerwach.
Natomiast sam Poznań dał radę. Nie od dziś wiadomo, że to gospodarne miasto i potrafi o siebie zadbać. Każda osoba, posiadająca bilet, mogła jeździć za darmo komunikacją miejską. Da się? Da się. Szkoda tylko, że mało kto o tym wiedział. Dodatkowo w wielu miejscach znajdowały się informacje z drogowskazami na stadion. Władze Warszawy powinny spalić się ze wstydu, bo w żaden sposób nie ułatwiły pobytu swoim gościom podczas Red Bull X-Fighters w 2008 roku.
Podczas zawodów Red Bull X-Fighters w Poznaniu zmagania atletów oceniał zespół sędziów: Regis Harrington, Drake McElroy, Grant O'Brien, Alvaro Dal Farra, José Gaspar i Morgan Carlson.
Treningi, pogoda i inne smutki
Piękną mamy jesień tego lata, prawda? Objawiła się ona organizatorom, widzom i zawodnikom podczas wielkopolskiej imprezy. Widmo deszczu wisiało nad stadionem przez kilka dni. Śmieszy fakt, że nowy obiekt za niebotyczną sumę nie posiada zamykanego dachu… Z tego powodu jeszcze w czwartek profilaktycznie zorganizowano kwalifikacje, które pierwotnie miały odbyć się w piątkowy wieczór, a na który zapowiadano deszcz. Pech chciał, że Andre Villa nie zdołał wylądować jednego z backflipów i złamał kość udową. Mat Rebeaud zaś uskarżał się jeszcze na swoją kontuzję i wycofał się ze startu w sobotnim evencie.
W sobotę miały odbyć się dwie sesje treningowe. Poranna została odwołana, a tor pokryto folią. Wszyscy bali się rozmokniętej ziemi, która z bardzo dużym prawdopodobieństwem uniemożliwiłaby rozegranie zawodów. Miało padać, a było prawie 30°C i na słońcu nie dało się przebywać dłużej niż kilka minut. Ale wiadomo, że pogoda jest trudną partnerką do dyskusji. W okolicach godziny 17.00 zawodnicy mieli trochę czasu, by potrenować na trudnym torze, a my w tym czasie mogliśmy z nimi rozmawiać. Chwilę później lunął deszcz. Na szczęście tor szybko zabezpieczono. W sobotę miała się odbyć poranna sesja treningowa, jednak została przeniesiona na godzinę 16.00, tuż przed otwarciem bram stadionu dla widzów. Zawody miały rozpocząć się o 20.00, jednak plany zmieniały się kilka razy. Ostatecznie treningi zawodnicy odbyli o wspomnianej 20.00 przy pełnych trybunach, co jeszcze nie miało miejsca w historii serii. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a publiczność całkiem dobrze się bawiła. Show wystartował około 21.00, ale rozpoczął się dopiero od drugiej rundy. Pierwszą rundę zawodów dyrektor sportowy, Tes Sewell, zastąpił treningiem, który z powodu pogody nie mógł odbyć się wcześniej. Priorytetem stało się rozgrzanie się zawodników i zapoznanie ze stanem toru. Do drugiej rundy awansem przeszedł Petr Pilat i Adam Jones, którzy w czwartkowych kwalifikacjach uzyskali kolejne najlepsze wyniki. Libor Podmol, Beau Bamburg i Jackson Strong nie mieli okazji rywalizować, a szkoda. Wszyscy trzej są niesamowici – każdy na swój sposób. Najbardziej żałujemy nieobecności Stronga, który niedawno zwariował na punkcie frontflipa i jest bardzo ciekawym zawodnikiem.
Wyniki kwalifikacji:
1. Nate Adams
2. Dany Torres
3. Andre Villa
4. Eigo Sato
5. Maikel Melero
6. Javier Villegas
7. Petr Pilat
8. Adam Jones
9. Libor Podmol
10. Beau Bamburg
11. Jackson Strong
12. Mat Rebeaud
"Druga pierwsza" runda
Maikel Melero vs. Eigo Sato (2:3)
Melero pokazał dobrą hiszpańską szkołę FMX-u – zaczął superflipem i dalej posypał się szereg tricków znanych z występów jego mentora, Dany’ego Torresa. Eigo Sato nie mógł być zbytnio zadowolony ze swojego przejazdu, ponieważ zaliczył w nim sporo błędów i zakończył pokaz dead sailorem na 36 m… Oprócz wpadek widzieliśmy fajnego rock solida, cliffhangera, cordova flipa, czy backflipa z 9 o'clockiem. Jednym głosem przewagi wygrał Japończyk.
Javier Villegas vs. Andre Villa (5:0)
VIllegas nie miał, niestety, fizycznej pary, ponieważ Andre Villa przebywał w szpitalu – mogliśmy obejrzeć go jedynie na telebimie. Jego przejazd był poprawny, nie zobaczyliśmy niczego specjalnego. Zaś Javier wylądował automatycznie w półfinale.
Petr Pilat vs. Dany Torres (0:5)
Petr Pilat swego czasu był dobrze zapowiadającą się gwiazdą. Młodziutki Czech potrafi swoje i daje sobie nieźle radę, jednak jego specyficzny styl nie każdemu przypada do gustu. Petr bardzo późno zaczyna wykonywać trik i trwa to bardzo krótko. Właściwie egzekucja następuje w ostatnim momencie. Tak było i tym razem – zobaczyliśmy niezłego backflipa z heelclickerem, double graba, backflipa nohand i inne. Dany Torres jak zwykle nie zawiódł. Zniszczył Pilata sprawnie, szybko i bez skrupułów. Zobaczyliśmy 360, soczystego whipa, backflipy z heelclickerem, cordovą, supermanem, shaolinem czy w końcu whipflipa i lazyboya. Zwycięzca Super Sesji z Warszawy wygrał jednogłośnie.
Adam Jones vs. Nate Adams (0:5)
Adam Jones zdecydowanie nie mógł być dumny ze swojego przejazdu. To było najgorsze 90 sekund tego wieczoru – mało dobrych trików, błędy, liczne dead sailory. Adam nie czuł się tego dnia najlepiej i wiemy, że tor zupełnie mu się nie podobał. Za to Nate „Destroyer” Adams pokazał klasę! Niesamowity lazyflip na 36 metrów, flinstone + no-hand-landing, cordova flip i inne cudeńka… Pięć do zera dla Nate’a.
Półfinały
Javier Villegas vs. Dany Torres (0:5)
Javier dał radę – to był bardzo mocny przejazd rozpoczęty cordovą flipem z 36 metrów. Ciśnienie wywołane przez Torresa było tak duże, że Villegas musiał dać z siebie wszystko i jednocześnie zmusił Hiszpana do jeszcze lepszego przejazdu. I tak się stało. Już po pierwszych trikach DT byłem pewny, że wygra. Zobaczyliśmy jego mocny zestaw trików, dużą różnorodność, świetną egzekucję, bardzo dobre wykorzystanie toru, a publika szalała! Na koniec zaserwował nam McMetz z lądowaniem bez trzymanki. Torres bezapelacyjnie przeszedł dalej.
Eigo Sato vs. Nate Adams (0:5)
Eigo miał drobne problemy i w jednej sekcji double-double drugi skok był dead sailorem, podobnie ostatni, choć na jego szczęście oddany już po czasie. Za to niesamowite tsunami big air zrekompensowało nam wszystko. Publika bardzo polubiła sympatycznego Eigo, który wykonał na koniec taniec sumo na górze lądowiska. Nate Adams był raczej pewny swojej wygranej i z nieukrywaną siłą pozbawił Eigo szans na finał. Rządziły backflipy: no-hander, one foot can, cordova, lazyboy. 5:0 dla Amerykanina.
Finał
Dany Torres vs. Nate Adams (1 : 4)
Ta bitwa była niesamowita. Wszyscy oglądaliśmy ją z zapartym tchem i pewnym niedowierzaniem – każdy dwuminutowy przejazd napakowany był zapierającymi dech w piersiach ewolucjami. Dany zaskoczył nas 360 nac nac, którego jeszcze nie prezentował. Oprócz tego praktycznie wszystko, co zwykle serwuje – flip za flipem, bezbłędnie, wszystkie triki wyciągnięte w szalony sposób. Nate nie pozostał mu dłużny. Heelclicker na tansferze, underflip one-hand, lazyflip z big air, shaolin i cała masa innych perełek. Nate był tego dnia niesamowicie mocny, wyrał z Danym prawie jednogłośnie i trudno się temu dziwić.
Najlepszy trik zawodów według sędziów wykonał Dany Torres, a mowa o seatgrabie indy.
Pełne wyniki Red Bull X-Fighters 2011 Poznań:
1. Nate Adams (USA)
2. Dany Torres (ESP)
3. Eigo Sato (JPN)
4. Javier Villegas (CHL)
5. Maikel Melero (ESP)
6. Petr Pilat (POL)
7. Adam Jones (USA)
8. Andre Villa (NOR)
9. Libor Podmol (CZE)
10. Beau Bamburg (USA)
11. Jackson Strong (AUS)
Klasyfikacja generalna (po 5 z 6 przystanków):
1. Nate Adams (365 pkt)
2. Dany Torres (325 pkt)
3. Andre Villa (270 pkt)
4. Blake Williams (AUS/215 pkt)
5. Eigo Sato (180 pkt)
6. Robbie Maddison (AUS/160 pkt)
Podsumowanie
Trzy lata musieliśmy czekać na powrót wielkich świata FMX na polską ziemię. Ale było warto. Pod względem sportowym tegoroczna seria stoi na bardzo wysokim poziomie. Poznański epizod był bezlitosny dla zawodników – mało czasu na treningi, ekstremalnie trudny tor i niepewna pogoda. Czołówka nie zawiodła i pokazała, że FMX nie lubi stagnacji. Szkoda tylko, że nie mogliśmy oglądać zawodów w pełnej formule, co byłoby z pewnością dużo ciekawsze i prawdopodobnie układ sił byłby trochę inny. Niestety, poziom artystyczny i rozrywkowy nie był tym razem równie wysoki, jak ten sportowy. Show było relatywnie krótkie, bez ciekawych atrakcji dodatkowych – takie opinie udało nam się zebrać po zawodach. Wypada się z tym zgodzić – trochę żal, że wydarzenie nie miało pełnej pompy, jak choćby te sprzed trzech lat w Warszawie. Niemniej jednak fani FMX nie powinni wyjść zawiedzeni – śmietanka tego sportu zaaplikowała nam wszystkim końską dawkę podniebnych emocji.