Gran Final
Cisza przed burzą? Nie do końca. Przed Las Ventas nie było czegoś takiego jak cisza czy spokojne oczekiwanie na te wielkie zawody. Już na kilka godzin przed uroczystym rozpoczęciem Red Bull X-Fighters plac przed madrycką areną walk byków był pełen głodnych freestyle’owych emocji fanów FMX’u. Kolorowa mieszanka kulturowa, na bazie pikantnych Hiszpanów, doprawiona szczyptą zagranicznych widzów zaczęła bawić się dużo wcześniej. Piły mechaniczne zaryczały, odezwały się tysiące gardeł… czas otworzyć bramy freestyle’owego królestwa! Kolorowy korowód wdzierał się w korytarze Las Ventas, przy wejściu każdy mógł otrzymać białą chustkę, nieodzowny element każdej corridy i każdego odcinka Red Bull X-Fighters. Kamienne trybuny areny stopniowo wypełniały się, by na kilkanaście minut przed 21:30 zapełnić się po same brzegi. 23 tysiące ludzi domagało się wielkiego show… A to był dopiero początek…
Jest 21:30, na ekranach umieszczonych na trybunach odtwarzany jest film, na którym Citroen C4 WRC jeździ po madryckich ulicach. O co chodzi? Prawdopodobnie nikt nie zdaje sobie sprawy, że za chwilę… na tor z rykiem silnika wjeżdża rajdowy Citroen Dani’ego Sordo, hiszpańskiego kierowcy (który nota bene zaczynał od motocrossu w wieku 12 lat). Potężny hałas, kręcone bączki, skok z olbrzymiego nasypu. Publika oszalała! Na koniec parkuje rajdówkę na szczycie zeskoku, wysiada i wita się z Madrytem. Buenas tardes! Chwila impasu. Tradycji staje się za dość – na wzniesienie wbiega mężczyzna z rakietą, która świszcząc startuje w hiszpańskie niebo. Red Bull X-Fighters rozpoczęte! Na arenę wbiegają ludzie, gonieni przez zawodników. Rozpoczyna się wielkie show. Nie jeden z biegających po torze został wzięty na „rogi” (w tym wypadku: kierownicę) motocyklowego byka. Nie zabrakło tradycyjnych elementów pochodzących z walk byków: orkiestry, mulet torreadorów, motocyklowa corrida rozpoczęta!
Runda pierwsza
Na pierwszy ogień poszła para złożona z Fredrik’a Johansson’a i Thomas’a Pages’a. Johansson zaliczył świetny przejazd, wykonując takie ewolucje jak heelclicker backflip, cordova backflip czy stripper. Mało? Tak! Fredd powtórzył próbę wykonania niesamowitego triku – 540 z quarterpipe! Tym razem wylądował, 23000 widzów zamilkło z wrażenia, by po chwili euforycznie wybuchnąć! Johansson wpisał się tym trikiem na karty historii FMX’u. Nawet Mat Rebeaud i Dany Torres byli zdumieni. Wow! Thomas Pages zaliczył bardzo dobry przejazd i jednogłośnie wygrał ze Szwedem.
Ronnie Renner spotkał się ze swoim rodakiem, Jeremy’m Lusk’iem. Renner zgotował nam niezły show, jednak wygrał Lusk, otrzymując pięć głosów. Ronnie tradycyjnie zaprezentował nam mały pokaz breakdance’u na lądowisku, za co otrzymał owacje na stojąco. Uwielbiamy go!
Trzecia para to Nick de Wit oraz Charles Pages. Pages wygrał zgarniając wszystkie głosy sędziów za wykonanie swojego tsunami backflipa, superman seatgrab backflip’a czy nieziemskiego whip’a. Nick de Wit o mały włos zaliczyłby glebę podczas swojego przejazdu.
Na deser – Busty Wolter i Petr Pilat. Wolter otrzymał zaledwie jeden głos, Pilat – cztery. Młody Czech wykonał takie triki jak shaolin backflip, superflip czy backflip can.
Runda druga
Thomas Pages po pokonaniu Johanssona w pierwszej rundzie, spotkał się z Robbie’m Maddison’em w rundzie drugiej. Jaki był tego rezultat? Pięć głosów dla Maddo za superflip’a indy, underflip’a, tsunami backflip’a czy holy grab’a. Pages wykonał bardzo ładne tsunami kiss of death.
Jeremy Lusk trafił na lokalnego bohatera, Dany’ego Torres’a. Pomyślicie zapewne tak, jak myślałem ja: Torres wygra u siebie, to jego kraj, jego publika. Otóż srogo się zdziwiłem, podobnie jak kilkanaście tysięcy zebranych na Las Ventas. Jeremy Lusk wygrał z Torres’em jednym głosem! Gwizdów niezadowolenia ze strony Hiszpanów niestety nie da się opisać, wściekłość na sędziów była naprawdę ogromna. Przyznam, że sam poczułem się zagrożony gdy wiwatowałem na cześć Lusk’a, któremu kibicowałem. Czułem na sobie wzrok Hiszpanów, a lincz na mej osobie stanął mi przed oczyma. Mimo wszystko Dany został bohaterem publiczności. Lusk’owi nie pomogła koszulka Realu Madryt, którą miał na sobie…
Charles Pages zmierzył się z Andre Villa. To było bardzo bolesne starcie dla Francuza. Niestety podczas wykonywania jednego z trików, Charles zaliczył bolesny upadek i musiał zostać przetransportowany do szpitala.
Petr Pilat stoczył walkę, niczym Dawid z Goliatem. Tym razem Goliat, Mat Rebeaud, pokonał Pilat’a z przysłowiowym palcem w nosie. Mimo ciekawych trików Czecha, Rebeaud pozostał niekwestionowanym liderem tej pary.
Koncert Flamenco na zawodach freestyle motocrossowych? Tak, w Madrycie, w przerwie przed półfinałem, mogliśmy wysłuchać kilku nut zagranych przez hiszpańskiego wirtuoza gitarowego.