OCEŃ ARTYKUŁ
I runda CBR 125 Cup Lublin - plan wykonany
kliknij i przesuń wskaźnik
Na wyścigu dajesz z siebie 101%, bo jazda inna niż ta na granicy Twoich umiejętności nie przyniesie żadnych wyników.
Jak będzie, jak będzie? No tak będzie! :)
Prawie przez cały czas po piętach deptał mi Przemysław Piastowski...
...aż do chwili, kiedy przyczepność opon w jego motocyklu zrobiła sobie wolne.
Matysiak oraz Borkowski już od samego startu mocno odskoczyli reszcie stawki.
Czasy nie kłamią - nie jestem ostatni! :)
W końcu! Utracone wyścigowe dziewictwo. Czułem się jak dziecko, rozpakowujące olbrzymią bożonarodzeniową paczkę, jednocześnie wstąpił we mnie straszny cykor…
W wyniku problemów z rundą w Modlinie oraz podejściem m.in. obiektu w Radomiu (który nota bene wreszcie otworzył swe podwoje dla motocyklistów), pierwsza i jednocześnie jedyna z zapowiadanych rund pucharów Hondy na torach kartingowych odbyła się w Lublinie.
Nie ukrywam – tor był mi doskonale znany, byłem na nim co najmniej kilkanaście razy. Co z tego, kiedy kompletnie nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać po moich konkurentach. Wiedziałem, że jak dojadę ostatni, po powrocie do redakcji jedyne co zastane to spakowany karton z napisem WON!
Warto wiedzieć
Na tor wraz z redakcyjnym „fotografokamerooperatoromontażystą” Władkiem dotarliśmy tuż przed rozpoczęciem pierwszych treningów. To bardzo ważne, aby zabrać na wyjazd dobrego znajomego. Począwszy od takich prozaicznych rzeczy jak podniesienie i zdjęcie motocykla ze stojaka, przez ogarnięcie całego wyścigowego majdanu, pomoc przy tankowaniu po proste podniesienie na duchu. Pamiętajcie o tym, druga osoba do pomocy jest bardzo potrzebna. Warto ją przedtem uprzedzić, że Wasze zachowanie może być nieobliczalne i w każdej chwili można się spodziewać wybuchu niczym nieuzasadnionej agresji :) Prawda jest taka, że nawet podchodząc do tego jak do zabawy, emocje potrafią wziąć górę, więc warto mieć kogoś, kto nie obrazi się na „przynieś podaj, pozamiataj”, a na koniec spadaj bo zaraz jadę!...wiedziałem, że jak dojadę ostatni, po powrocie do redakcji jedyne co zastane to spakowany karton z napisem WON!
Organizacja
Wracając do samej imprezy. I runda obu pucharów Hondy odbyła się przy okazji kolejnej edycji Honda Fun&Safety. Wszystko zorganizowano tak, że zawodnicy podczas treningów, kwalifikacji i oczywiście wyścigu, mieli tor wyłącznie dla siebie, a uczestnicy Fun&Safety mogli w tym czasie oglądać nasze zmagania. Dwudziestominutowe przerwy były idealne, aby odpocząć i w międzyczasie podpatrzeć tor jazdy zawodników. Dlatego ani z ust pucharowców, ani uczestników F&S nie dało się usłyszeć krytyki na organizację, dlatego gratuluje Panom z Hondy za pomysł i ogarnięcie całego przedsięwzięcia :)
Kwalifikacje
Pierwsze kwalifikacje były dla mnie chwilą prawdy. Po nich w końcu wiedziałem, że wszystko objawi się w osiąganych czasach – czy lepiej pakować sprzęt i nie robić sobie więcej kichy, czy może nie będzie tak źle. Było to jednocześnie pierwsze moje doświadczenie z takim rodzajem jazdy torowej. Wszelkie dotychczasowe wyjazdy na treningi były dosyć … spokojne. Wyjeżdżasz na tor i wiesz, że jedziesz dla siebie. Zmęczony zjeżdżasz do depo, wyprzedzony przez dużo szybszego zawodnika po prostu dalej jedziesz swoim tempem. W przypadku wyścigów takie podejście nie ma sensu. Choć w małym silniczku drzemie jedynie kilkanaście koni, a oponki są niemalże szerokości tych od rowerów, emocji nie brak, serducho bije niesamowicie, a Ty dajesz z siebie 101%, bo jazda inna niż ta na granicy Twoich umiejętności nie przyniesie żadnych pozytywnych wyników.