Nie ukrywam – tor był mi doskonale znany, byłem na nim co najmniej kilkanaście razy. Co z tego, kiedy kompletnie nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać po moich konkurentach. Wiedziałem, że jak dojadę ostatni, po powrocie do redakcji jedyne co zastane to spakowany karton z napisem WON!
Zgodnie z tym, co obiecałem w poprzednim tekście, z moją baby Cebrą oraz wyścigowym kitem zawitaliśmy do salonu i serwisu Hondy Motorista.
Zaczęło się niewinnie. Pierwsze spotkanie z torem wiązało się po prostu z wykonywaniem redakcyjnych obowiązków i ogarnięciem całej naszej wesołej ekipy, aby każdy, kto jest niezbędny do przygotowania relacji, był we właściwym miejscu we właściwym czasie.