Uczestnicy wyprawy bawią się coraz lepiej. Trasa wyprawy doprowadziła ich na wydmy, czyli to na co najbardziej czekali.
„Wstajemy przed świtem. Z naszej Kazby rozpościera się niesamowity widok na Erg Chebi. Popijając kawę obserwujemy wschód słońca. Poranek jest rześki, lecz z każdą minutą jest coraz cieplej. Zostawiamy wszystkie bagaże w pokojach i na lekko ruszamy na podbój wydm. Z początku nieśmiało kierujemy się na niższe wydmy, okazuje się, że zeszłoroczne doświadczenie z Tunezji nie poszły w las. Poszło w piach, radzimy sobie całkiem nieźle. W samo południe upał staje się nieznośny więc wracamy do hotelu na sjestę.
Wypoczęci postanowiliśmy zaatakować najwyższą wydmę w okolicy. Z hotelu wygląda niegroźnie, ale gdy stanęliśmy na dole okazała się ogromna. Raz kozie śmierć - atakujemy. Po chwili jesteśmy na szczycie. Teraz widzimy Erg w pełnej okazałości, robimy zdjęcia i szykujemy się z powrotem. Stromizna jest naprawdę imponująca. Zjeżdżaliśmy na pełnym gazie, tylko w ten sposób przednie koło nie zakopuje się po ośkę w piachu.
Następnym rankiem wyruszamy na południe w stronę Hamady - kamienistej pustyni. W ostatniej wiosce na szlaku dołącza do nas miejscowy na mopedzie, który celowo kieruje nas na najgorsze bezdroża po czym oferuje odpłatną pomoc w wyprowadzeniu na szlak. Dziękujemy mu za pomoc i nawigujemy za pomocą GPS. Przypadkiem trafiliśmy na oznaczony odcinek specjalny jakiegoś rajdu. Jedziemy po piachu i kamieniach, w końcu dotarliśmy na szybki odcinek szutrowy. Zapada zmierzch rozbijamy obóz i zmęczeni idziemy spać.
Następny dzień to akcja serwisowa motocykli, łapiemy 3 gumy, czyścimy filtry powietrza, spawanie Kowalowego bagażnika. Na wieczór podjeżdżamy pod górską drogę MH 10.”