Tegoroczna wyprawa EnduroVoyager dobiega końca. Marokańskie szlaki przyniosły uczestnikom wiele niespodzianek i niesamowitych widoków.
Przeczytajcie krótką relację trzech ostatnich dni podróży EnduroVoyager po Maroku. Tym razem motocykliści musieli radzić sobie z ciężkim terenem, kiepskimi warunkami pogodowymi, a także drobnymi awariami.
„Rano postanowiliśmy się rozdzielić. Mariusz na DR-ce pojechał asfaltami, a reszta ruszyła na MH10. Początkowo jechaliśmy drogą pomiędzy potężnymi skałami po przyjemnym szutrze. Minęliśmy kilka niewielkich wiosek gdzie miejscowe dzieciaki machały do nas i dawały znaki żeby przygazować motocykl. Dotarliśmy do miejsca gdzie stoi obelisk upamiętniający zwycięską bitwę między Berberami, a Legią Cudzoziemską. W międzyczasie droga z szutrowa zmieniła się w kamienistą. Dojechaliśmy do kolejnej przełęczy, a naszym oczom ukazała się niewielka, otoczona ze wszystkich stron górami dolina. Droga zmieniła się w serpentynę i prowadziła nas coraz wyżej po olbrzymich kamieniach. Prawdziwy odcinek trialowy.
Jurkowi kamienie zdjęły łańcuch wykrzywiając zapinkę. Naprawa tej usterki zajęła nam dłuższą chwilę. W końcu, mimo wszystko, udał nam się dotrzeć na szczyt przełęczy, z którego rozciągał się piękny widok na surowy krajobraz.
Żeby nie było zbyt łatwo, okazało się, że złapaliśmy dwie gumy na tylnych kołach. Przy okazji wyjęliśmy nasze żelazne racje i zjedliśmy obiad. Zupka z wkładką nigdy nie smakowała tak dobrze. W końcu zjechaliśmy w dół i jedziemy już normalną szutrówką, a potem asfaltem. Z Mariuszem, który jechał normalną droga spotkaliśmy się w przydrożnej kawiarni. Po chwili odpoczynku pojechaliśmy szukać noclegu. Ze względu na późną porę i niska temperaturę zdecydowaliśmy się na spanie w hotelu.
Kolejny dzień to malowniczy wąwóz Dades. Aby tam dotrzeć jechaliśmy najpierw asfaltowymi serpentynami, potem szutrową drogą, która poprowadziła nas na wysokość 2 900 m n.p.m. Zjeżdżając zatrzymaliśmy się w małej berberyjskiej knajpce. Przypuszczalnie byliśmy tam pierwszymi klientami od jakiegoś miesiąca. Widok na zaśnieżone zbocza, był wyjątkowy. Na nocleg znowu zdecydowaliśmy się zatrzymać nie pod namiotami, a w tradycyjnych berberyjskich pokojach.
Następny poranek przyniósł jeszcze więcej śniegu. Na szczęście asfalt pozostał czarny. Przejechaliśmy przez wąwóz Todra kierując się w stronę Atlantyku. Kończymy naszą podróż. Pakujemy się na busa. Jesteśmy zmęczeni, ale zadowoleni.”