Skutery podbiły świat, tego ukryć się nie da. W coraz bardziej zakorkowanym krajobrazie te małe, poręczne, proste w obsłudze i praktyczne pojazdy były po prostu skazane na sukces. W większych europejskich miastach, nie mówiąc już o rozwijającej się w olbrzymim tempie Azji, skutery widać na każdym kroku.
Co jednak zrobić, aby wybić się z tłumu takich samych Aeroxów, Aprili SR, Giler Runnerów, czy chińskiej masówki? Mamy do wyboru klasyczne Vespy, dziwoląga w postaci Hondy Zoomer, która nota bene osiągnęła oszałamiający sukces wśród japońskich nastolatków oraz... właśnie, Yamahę Giggle! Skuter, który dla mnie jest niczym Buldog francuski – tak paskudny, że aż słodki. To doprawdy niesamowite, jak projektanci Yamahy tchnęli tyle optymizmu i dobrego humoru w wygląd tej pięćdziesiątki.
Modny dodatek dla bogatych ludzi? Być może, ja postaram się jednak zapomnieć o tym, że na Giggla nie wypada ubrać się niemodnie i podejść do tego pociesznego pojazdu jak do normalnego skutera. Zatem, czy styl nie przesłonił praktycznych walorów?
Co nam oferuje?
Giggle jest mieszanką nowoczesnych rozwiązań oraz stylu retro. Świadczą o tym szerokie, małe koła oraz pojedynczy, okrągły reflektor z przodu. Przyglądając mu się dalej nasz wzrok ląduje na spartańsko wyposażonej, pozbawionej owiewek kierownicy. Dostęp do stacyjki, w razie potrzeby, broni zapadka. Na zestaw zegarów składa się wyskalowany do 60 km/h prędkościomierz, stosunkowo dokładny, analogowy wskaźnik poziomu paliwa oraz kontrolki kierunkowskazów, świateł długich, ciśnienia oleju oraz wysokiej temperatury cieczy chłodzącej – tyle, niczego więcej nie uświadczymy. Na koniec mamy miejsce dla kierowcy, które wygląda jakby dolepili je do przerośniętego pudełka śniadaniowego. Mówiąc krótko, jednoślad jest jedyny w swoim rodzaju, a to w dobie pojazdów z designem “na jedno kopyto” niewyobrażalnie wielka zaleta.
Trochę szkoda, że do schowka za żadne skarby nie wchodzi kask integralny. Pytanie tylko, czy ktokolwiek będzie jeździł Gigglem w zamkniętym garnku, przecież to nie przystoi... Warto wspomnieć również o kanapie, która co prawda jest świetnie wyprofilowana i wygodna dla kierowcy, ale pod względem miejsca można ją określić jako półtoraosobową. Przewóz pasażera będzie raczej sytuacją awaryjną. No chyba, że właśnie podwozimy nowo poznaną koleżankę lub kolegę i chcemy być naprawdę bardzo blisko siebie :).spalanie podczas testu oscylowało w granicach 2 litrów / 100 km!
Stop&Go
Cała powierzchowność tego skutera byłaby bez sensu, gdyby nie zaawansowana technologia w środku. Yamaha Giggle napędzana jest czterosuwowym, trójzaworowym, zasilanym wtryskiem paliwa silniczkiem o pojemności dokładnie 49ccm. Dzięki temu zapomnieć możemy o problemach z odpalaniem, podwyższonymi obrotami na ssaniu przy zimnym silniku oraz chmurce dymu z tłumika. Źródło napędu jest ciche, czyste i ekonomiczne – spalanie podczas testu oscylowało w granicach 2 litrów / 100 km! Pewnie pomyśleliście w tej chwili, że Giggle jest ślamazarny, ale nic z tych rzeczy. Skuterek śmiało wyrywa ze świateł i równo przyspiesza aż do ogranicznika prędkości, po czym, oczywiście, czy to z górki, czy pod górkę nie ma szans, aby przekroczyć 45 km/h. Frustrujące, bo silnik daje znać, że może pojechać znacznie szybciej, ale trzeba pamiętać, że dzięki temu pozostajemy w zgodzie z przepisami.