Design Hondy Forza żywcem przypomina wizualny tuning, jakiemu poddają swoje skutery mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni. Ciekawe, czy taki styl przyjmie się na gruncie europejskim.
Japończycy, modyfikując swoje megaskutery, kierują się zasadą: nisko i długo. Przerabiane przez nich duże rollery zostają w zasadzie pozbawione szyby (skracają ją tak, że przypomina raczej daszek nad zestawem zegarów). Zawieszenie ulega obniżeniu, zaś całe nadwozie jest przemalowane. Często mistrzowie aerografu tworzą na nich miniaturowe dzieła sztuki. Układ wydechowy jest rozbudowany, a chromowany tłumik zazwyczaj zadarty ku górze. Oczywiście kierownica nie jest niczym okryta, widać jej chromowaną rurę. W nocy taki skuter często wygląda jak choinka. To efekt zainstalowania całych girland różnokolorowych diod. Jakby tego było mało, pod spodem, zamontowane są jeszcze jarzeniówki. Nie jest to jeszcze agrotuning, ale galeria sztuki też już nie. Cóż, co kraj to obyczaj, a podobno o gustach się nie dyskutuje. Do tej pory skuterem prezentującym podobny styl był, sprzedawany poza Japonią (ale tylko w USA), Yamaha Maxam. Pozbawiony był oczywiście papuzich malunków i świecidełek. Honda Forza dostępna jest również w Europie. W prezentowanej odsłonie jest również bardzo niska, ma gołą kierownicę, zaś jej szyba to w zasadzie nakładka na daszek nad zegarami. Kolor nadwozia jest stonowany i spokojny. Wszystkie ewentualne upiększenia pozostawiono przyszłemu właścicielowi, aby ten mógł realizować swoje artystyczne wizje.
W folderze reklamowym Forza jest przedstawiona jako największy i najszybszy skuter w swojej klasie. Co do wielkości, to pośród ćwiartek, jest w ścisłej czołówce tych najbardziej wyrośniętych i najcięższych. Natomiast pod względem mocy maksymalnej i momentu obrotowego Forza plasuje się w „średniej skuterowej” swojej klasy. Prędkością maksymalną w ogóle nie powala, jest to raptem 125 km/h. Natomiast jej cena jest najwyższa w klasie 250 ccm i stanowi czołówkę klasy 400 ccm. Jednak przyglądając się bliżej Hondzie zaczynam dostrzegać jej inność, atrakcyjność i słuszność określenia jej mianem Forza. Siła i moc tkwi w ilości nowoczesnych rozwiązań zastosowanych w tym pojeździe.
Oglądamy z bliska nową Forzę.
Jest duża, trochę przysadzista. Niscy skuteromaniacy będą wniebowzięci. Kanapa, mimo tego że szeroka, umieszczona jest niemal jak w chopperze - bardzo blisko matki ziemi. Natomiast jeździec grający w koszykówkę również nie powinien narzekać, Forza jest długa i taką ma również kanapę, więc wyrośnięty bez problemu ma gdzie się rozlokować. Przednia czasza wygląda jak nadmuchana, a dwa skośne reflektory podkreślają miejsce pochodzenia. Dalej widać wspomnianą wcześniej, bardzo obniżoną owiewkę. Za nią znajdziemy to co zawsze, czyli zestaw zegarów. W centralnym miejscu umieszczono obok siebie: duży i czytelny szybkościomierz i obrotomierz. Pomiędzy nimi znajduje się wielofunkcyjny wyświetlacz. Natomiast po bokach zegarów zamontowano wskaźnik temperatury silnika i poziomu paliwa. Na wspomnianym wyświetlaczu można odczytać aktualną godzinę, chwilowe zużycie paliwa (wyrażone w ilości kilometrów jakie można przejechać na jednym litrze) oraz średnie spalanie w litrach na sto kilometrów. Poniżej mamy jeszcze licznik dzienny i całkowitego przebiegu. Różny sposób podania spalania paliwa nie jest trafionym pomysłem. Taki miszmasz może nieźle skołować, dodatkowo, jednostki (przy chwilowym spalaniu) są słabo czytelne i stąd pomyłki. Mówiąc krótko – rozwiązanie to nie przypadło mi do gustu. Po prawej stronie, pod kierownicą, na wysokości rollgazu,...Forza plasuje się w „średniej skuterowej” swojej klasy... widoczne są dwa przyciski „box” i „seat”. Naciśnięcie „box” powoduje otwarcie lewej szuflady (towarzyszy temu dość charakterystyczny dźwięk). Jest przepastna, a jej pojemność budzi podziw. Otwarcie szuflady daje dostęp do żółtego guziczka. Po jego naciśnięciu otwiera się klapka nad, umieszczonym na przekroku, wlewem paliwa. Trochę to uciążliwe, gdy trzeba zatankować skuter. Widać konstruktorzy postanowili zadbać o to, aby skuterzysta miał zajęcie. Po prawej stronie konsoli umieszczono drugą szufladę, również pełniąca funkcję schowka. Dostęp do niej nie jest chroniony żadnym zamkiem. Przycisk „seat” powoduje uniesienie kanapy, kryjącej olbrzymi, mieszczący dwa integralne kaski, podświetlony bagażnik. Pomiędzy schowkami, na panelu, w tradycyjnym miejscu, znajduje się stacyjka. Co ciekawe, nie wkłada się do niej kluczyka. By zaczęła współpracować należy użyć karty zbliżeniowej, mającej formę breloczka łudząco podobnego do pilota alarmu. Nie trzeba go wyjmować, wystarczy mieć przy sobie w kieszeni. Gdy podchodzimy do skutera, automatycznie dezaktywują się zabezpieczenia schowków. Stacyjkę należy przycisnąć, wówczas zaczyna świecić na niebiesko i można przekręcić pokrętło w pozycję zapłonu. Niebieska poświata po chwili blednie. Dalsza procedura uruchamiania przebieg jak w każdym innym rollerze. Forza jest wyposażona w hamulec postojowy, jednak miejsce w którym umieszczono dźwignię nie jest najszczęśliwsze. Nisko, po prawej stronie, wiec stojąc „pod górkę” nie da się ruszyć, jak np. Yamahą Majesty, gdzie dźwignia jest umieszczona ergonomicznie, przy kierownicy. Jeśli chodzi o ergonomię to na szczęście jedyna wpadka designerów.
Na koniec przyjrzyjmy się układowi jezdnemu i hamulcowemu. Zawieszenie skutera to: z przodu widelec teleskopowy, zaś z tyłu dwa typowe elementy resorujące. Koła, mimo iż mają tylko trzynaście cali, wydają się większe niż są w rzeczywistości. Wszystko za sprawą opon o wyższym profilu. Takie gumy podnoszą komfort jazdy oraz wyglądają równie muskularnie, co cały skuter.