Minusem jest słaba ochrona dłoni kierowcy przed wiatrem. Bez handbarów jest kiepsko i choć z nimi trochę lepiej, to i tak strumienie powietrza owiewają ręce od góry. Poza tym osłony na ręce nie wyglądają zbyt gustownie.
Miejsce na nogi kierowcy odrobinę zwęża się ku górze, a co za tym idzie, nasze nogi są nie najlepiej osłonięte przed wiatrem, a część buta motocyklowego wystaje poza obrys skutera. Szkoda, że ten błąd jest tak często powielany.
Wersja limitowana
Test przeprowadziliśmy jeżdżąc dwoma sztukami Suzuki Burgman 400 – ubiegłoroczną bez ABS i świeżą, limitowaną wersją. Tegoroczna perełka posiada piękny biały lakier, osłony na ręce (niekoniecznie ładne), elegancką brązową tapicerkę kanapy, oparcie dla pasażera, podgrzewane manetki i… po prostu obrzydliwą wstawkę z plastikowej imitacji drewna pod zegarami (ten element wyrzuciłbym do kosza pierwszego dnia!). Podgrzewane manetki okazały się świetnym gadżetem, podobnie jak oparcie dla pasażera, a handbary były całkiem OK. Jednak nie ma nic za darmo – za te gadżety i ładne malowanie Suzuki każe sobie dopłacić 1000 zł.
Podsumowanie
Maxiskuter Suzuki AN400 Burgman to z całą pewnością niezły sprzęt. Wprawdzie to tylko i aż skuter, lecz naprawdę cieszy. Tylko skuter, ponieważ jego zawieszenie i prowadzenie, szczególnie na nierównych i śliskich nawierzchniach, nie zachwyca. Aż skuter, gdyż jest pakowny, wygodny i prosty jak budowa cepa. Dla każdego coś miłego – dobre wyposażenie (szczególnie w wersji Limited), skuteczne hamulce z ABS-em, elegancki wygląd, dość duża liczba pakownych schowków, fajna dynamika – jest nieźle. Ale i w tym produkcie znalazła się łyżka dziegciu: kiepskie opony, fatalne tylne zawieszenie, wysokie spalanie przy dynamicznej jeździe, słabo wyciszony silnik, niezbyt wygodna pozycja kierowcy oraz słaba ochrona nóg przed wiatrem. To kilka plusów i minusów tego wysmakowanego pojazdu z Hamamatsu. Czy poleciłbym go? Myślę, że tak. Sam chętnie widziałbym Suzuki Burgmana 400 w swoim garażu, koniecznie w białym kolorze i z brązową kanapą. Bez szkaradnego i obmierzłego niby drewnianego plastiku na desce...
A ten dudniacy halas, to sama przyjemnosc. Mi sie podoba. Dobry artykul, dziekuje.