Zawieszenie
Przednie zawieszenie Suzuki Burgmana 400 to 41-milimetrowy widelec teleskopowy z tłumieniem olejowym. Z tyłu zastosowano wahacz wleczony ze sprężyną spiralną i tłumieniem gazowo-olejowym. Dodatkowo skuter posiada 7-stopniową regulację napięcia wstępnego sprężyny. W praktyce taki zestaw sprawuje się dobrze, jednak nie do końca. Drobne nierówności (np. bruk itp.) są praktycznie nieodczuwalne, lecz większe poprzeczne wyboje już dają się we znaki, czasem bardzo brutalnie i niespodziewanie. Po komfortowym zawieszeniu trudno spodziewać się bardzo mocnego sponiewierania ciała kierowcy na wybojach, tutaj tak się, niestety, zdarza. Przód jest OK, natomiast za tyłem nie przepadam – po prostu słabo trzyma się drogi na nierównościach i bardzo podskakuje (lecz to już chyba domena Burgmanów). W zakrętach Burgi prowadzi się pewnie – nie mając tendencji do nerwowego zachowania, o ile mamy pod sobą dobrą nawierzchnię. Maxiskuter – i to wyposażony w raczej średnie, moim zdaniem, opony – nie zapewni nam prowadzenia motocykla, więc łuki, na których nie znamy nawierzchni, sugeruję pokonywać bardzo asekuracyjnie. Równie ostrożnie trzeba AN400 jeździć po mokrym. Wielokrotnie doznawałem lekkich uślizgów przedniego koła np. na wilgotnych torach tramwajowych, na zakręcie itp.
Jazda
Gdyby skwitować ten akapit stwierdzeniem, że jazda Suzuki Burgmanem 400 to czysta przyjemność, nie byłoby to niestosowne i błędne. Hamulce, jak już wspomniałem, spisują się bardzo przyzwoicie. Chociaż zawieszenie powoduje mieszane uczucia, to jednak ogólne wrażenie jest pozytywne. Skuter płynie niczym krążownik, powyżej 50 km/h przyspiesza żwawo, nie ma problemów z wyprzedzaniem – oczywiście, do pewnego momentu. Powyżej licznikowych 140 km/h zaczyna robić się niespokojnie i niepewnie; skuter zaczyna wężykować. Dłuższej podróży z prędkością powyżej wspomnianych 140 km/h nie zaryzykowałbym ze względu na sam komfort. Z dwoma osobami i bagażem na pokładzie Suzuki Burgman 400 radzi sobie bardzo dobrze. Nie odczuwałem specjalnie zwiększonej masy czy zmian w prowadzeniu pojazdu. Jedynie przyspieszenie zaczyna słabnąć, ale osiągnięcie prędkości rzędu licznikowych 160 km/h udaje się bez najmniejszego problemu.
W mieście ten kolos radzi sobie zaskakująco dobrze. Oczywiście, nie jest ani tak zwinny, ani tak mały jak 50-tka, więc o przeciskaniu się między autami, gdy jest bardzo ciasno, nie ma mowy. Jednakże korki na szerokich arteriach miast nie są wielkim wyzwaniem dla Burgmana 400. Przy niskich prędkościach zachowuje się stabilnie, lusterka umieszczono dość wysoko i są całkiem szeroko rozstawione (widoczność jest bardzo dobra), w korkach natomiast bywa różnie. Skuter ten, jako środek komfortowego i szybkiego transportu, w mieście sprawdza się naprawdę dobrze.
Suzuki Burgmanem 400 nie wybrałbym się w bardzo odległą trasę. Nie da się jechać szybko, zawieszenie na słabych nawierzchniach bywa mało komfortowe, pozycja za kierownicą jest męcząca, bolą cztery litery – ogólnie szału w tej kwestii testowany Suzuki nie robi. A szkoda, bo byłby to fajny, uniwersalny sprzęt.
Narzekałem i będę narzekał na pozycję kierowcy. Wiadomo, pojazdy projektowane są dla każdego, więc muszą być w pewnym stopniu złotym środkiem między czymś dla niskich pilotów i bardzo wysokich skuterzystów. Mam 185 cm wzrostu i nie czułem się w 100% komfortowo za sterami Burgmana 400. Mimo wyprostowanych nóg i jak najwygodniejszym usadowieniu się, sylwetka pozostała przygarbiona, co po prostu męczy plecy i doskwiera w trasie. Pasażer ma mniej powodów do narzekań, bowiem z tyłu jest dość wygodnie, szczególnie gdy posiadamy opcjonalne oparcie dla plecaczka.
A ten dudniacy halas, to sama przyjemnosc. Mi sie podoba. Dobry artykul, dziekuje.