Suzuki Burgman 400 posiada zarówno stopkę centralną, jak i boczną. Niestety, w większych złożeniach bardzo często zdarza się przycieranie centralką oraz, uwaga (!), obudową przekładni! To wręcz karygodne zjawisko… Oświetlenie testowanego maxiskutera Suzuki jest świetne. Światła mijania oświetlają drogę dobrze, a drogowe wręcz rewelacyjnie. Lusterka są szeroko rozstawione i zapewniają bardzo dobrą widoczność; gorzej z przedzieraniem się między samochodami.
Ten maxiskuter wyposażono w wysoką, wyprofilowaną szybę. Niestety, albo ja jestem za wysoki, albo zaprojektowana szyba jest zbyt krótka. Podczas jazdy strumień powietrza kierowany jest centralnie w wizjer kasku, co powoduje bardzo niekomfortowy hałas i drobne turbulencje (kask po prostu drży). Z drugiej strony nie lubię patrzeć na drogę przez szybę skutera, jednak hałas jest nie do zniesienia. To fatalny element, szkoda.
Silnik
Motor, napędzający Suzuki Burgmana 400, to chłodzony cieczą singiel generujący 34 KM przy 7300 obr./min i 36,3 Nm przy 5800 obr./min. To zaledwie suche dane, a jak jest w praktyce? Skuter pracuje… hmm… specyficznie. O ile można mówić o kulturze przy niskich obrotach, to później jest już słabo. Skuter jest głośny za sprawą słabego wyciszenia obudów. Podczas przyspieszania wydaje z siebie charakterystyczny, odrobinę chrapliwy dźwięk. Ten fakt boli szczególnie wtedy, gdy chcemy przedzierać się nocą przez ciche, senne osiedla. Ponadto hałas słychać nawet w dobrych kaskach; gdy odkręcamy manetkę, pojazd niemalże ryczy.
Skuter przyspiesza bardzo dobrze. Rzekłbym nawet, że od ok. 40-–50 km/h „idzie jak przeciąg”, jak na pojazd o tej masie i parametrach. Start od zera jest dynamiczny i z powodzeniem pozwala zostawić resztę stawki spod świateł w tyle, jednak szału nie robi – moim zdaniem jest to kwestia sprzęgła, które nie jest tak dobre, jak być powinno. Przy zwalnianiu do niskich prędkości i powtórnym odkręceniu gazu wyraźnie czuć spowolnioną reakcję załączającego się napędu.
Skuter podczas bardzo dynamicznej jazdy po mieście spala ok. 6,5–7 l/100 km. W trasie ten wynik można zmniejszyć do 4–4,5 l na setkę. Niektórym kierowcom wynik spalania pozamiejskiego udaje się osiągnąć w mieście. Nie ukrywam jednak, że lubiłem Burka przegonić po drogach, stąd sporo wyższy wynik.
Hamulce
„Średniego” Burka spowalniają dwa hamulce tarczowe o średnicy 260 mm z przodu, z tyłu zaś pojedynczy zestaw z tarczą 210 mm. Jedno trzeba im przyznać – są naprawdę bardzo solidne i zapewniają pewność kierowcy. Dozowanie jest bardzo dobre i precyzyjne, a skuteczność w zupełności zadowalająca. Nie są to żylety, ale naprawdę nieźle dają sobie radę. System ABS to dodatkowy atut. Ten jest niezły; potrafi wybawić z opresji i daje olbrzymi komfort, przede wszystkim psychiczny :-). Mimo wszystko uważam, że system ten zbyt często i intensywnie ingeruje, gdy mocno naciśniemy klamkę tylnego hamulca. Myślę, że w dużej mierze może to być podyktowane słabo trzymającymi oponami, w które Suzuki zaopatrzyło Burgera. ABS zachowuje się poprawnie na tarce i nierównościach; nie zdarzyło mi się, żeby odpuścił czy zwariował. Jedyny minus systemu hamulcowego to brak regulowanych klamek.
A ten dudniacy halas, to sama przyjemnosc. Mi sie podoba. Dobry artykul, dziekuje.