… a czasem nawet po wodzie. Zimową nudę i marazm przerwałem, kiedy w moje ręce wpadł śnieżny skuter Yamaha Venture.
Yamaha w swojej ofercie ma pokaźną gamę skuterów śnieżnych, które podzielone są na „rodziny”: sportowe, górskie, turystyczne, użytkowe i lekkie użytkowe. Kiedy śnieg jeszcze zalegał w lasach i na polach, na pickupa zapakowałem „lekki” użytkowy skuter Venture Multi Purpose i wyruszyłem w teren.
Rzut okiem na sprzęt
Maleństwo to nie jest. Pierwsze spojrzenie i wiadomo, że Venture podoła różnym zadaniom, przewiezie dwie osoby, pozwoli na zabranie pokaźnego bagażu i zryje śnieg okazałą gąsienicą. Wykonana z odpornego na uderzenia plastiku karoseria, do tego osłony silnika z możliwością szybkiego demontażu (zapinane na szybkozłączki, doskonale znane z wyścigów motocyklowych), spora szyba, zderzak i bagażnik z solidnych, profilowanych rur stalowych świadczą o tym, że jest to poważny gracz na śnieżnym froncie. Kierowca swobodnie może rozsiąść się w siodle, chwycić w dłonie podgrzewane manetki i dać ostro ognia.
Ciekawostką Ventury jest silnik, dwucylindrowiec o pojemności 499 ccm, który jest niczym innym, jak zmodyfikowaną jednostką napędową, zapożyczoną z poprzedniego modelu sportowego motocykla R1. Nie, to nie jest żadna pomyłka. Z silnika R1 „odkrojono” dwa cylindry i wywalono motocyklową skrzynię biegów, zastępując ją skuterowym automatem ze sprzęgłem odśrodkowym i elektrycznie włączanym biegiem wstecznym. Moc silnika to około 80 żwawych koników mechanicznych, które sprawnie ciągną skuter po wertepach pokrytych białym puchem. O zasilanie w mieszankę powietrza i paliwa dba elektroniczny wtrysk paliwa, a wszystkie elementy podatne na wilgoć są solidnie zabezpieczone i uszczelnione, tak aby zapewnić bezawaryjną pracę w trudnych, zimowych warunkach. Ogólne wrażenie – imponujący kawał maszyny. ...silnik jest niczym innym, jak zmodyfikowaną jednostką napędową, zapożyczoną z poprzedniego modelu sportowego motocykla R1...
Przednie zawieszenie to niezależnie pracujące, stalowe wahacze, oparte na dwóch amortyzatorach Kayaba (skok 224 mm), połączone z aluminiowymi piastami, do których przytwierdzono solidne płozy wykonane z twardego, zbrojonego stalą tworzywa, zapewniającego dobry poślizg. Płozy przytwierdzone są do piast „przegubowo”, co pozwala na ich swobodne ruchy podczas pokonywania nierówności. Tylny zawias to element resorująco-tłumiący Kayaba (praca w zakresie 312 mm) połączony z czymś na kształt solidnego wahacza z umocowanymi elementami napędu: kołem napędowym, rolkami z tworzywa i napinaczem gąsienicy. Sama gąsienica zajmuje większość podwozia, gwarantując kontakt z podłożem w każdych warunkach i niezależnie od położenia pojazdu. Rozstaw osi nie należy do najmniejszych i wynosi 1080 mm. Ogólne wymiary skutera to: 3225 mm długości (bądź, człowieku, mądry i to przetransportuj…), 1215 mm szerokości oraz 1370 mm wysokości.
W pole, w las!
Kluczyk w stacyjkę, przełącznik zapłonu na „on” i szukanie przycisku startera. Nie ma. Co jest grane? Odpowiedź banalnie prosta – skuter odpalany jest sposobem samochodowym, czyli poprzez przekręcenie kluczyka. Dwucylindrowiec wesoło furkotał, a elektronika podbijała obroty, zanim silnik nabrał właściwej temperatury. Żadnych problemów, kichania i prychania, pełna kultura. Ruszanie jest dziecinnie proste; wystarczy dodać gazu i Ventura zgrabnie sunie po śniegu. Mimo że waga skutera jest niemała, to przyspieszenie i dynamika są wystarczające. Biorąc pod uwagę fakt, że mamy do czynienia ze skuterem „wielozadaniowym”, nie można narzekać na osiągi, a osiągnięcie prędkości rzędu 100 km/h jest bezproblemowe. Gorzej z utrzymaniem skutera w ryzach, bo wtedy każda koleina czy dołek dają popalić przedramionom i trzeba mocno trzymać kierownicę, żeby nie katapultować się z siodła lub nie wywalić skutera, co miałoby opłakany skutek dla kierowcy/pasażera. Jeśli chodzi o prowadzenie i trakcję, napęd gąsienicą, jak wspominałem wcześniej, zapewnia przyczepność w każdej chwili, więc o niekontrolowanych poślizgach raczej można zapomnieć. Jednak skręcanie, szczególnie zawracanie, wymaga pewnej wprawy i przyzwyczajenia. O ile na quadzie jest to proste, to na skuterze śnieżnym musiałem wbić sobie do głowy, że ostry zakręt przy większej prędkości może skończyć się wjazdem prosto w krzaki; odciążone płozy niechętnie kierowały Venture zgodnie z moimi zamysłami.