Przyznam szczerze, że ze sporą dozą nieśmiałości pojechałem po quada marki INCA, zwłaszcza że zdawałem sobie sprawę z faktu, iż to nic innego, jak chińska produkcja. Cóż z tego, że sama marka jest własnością Inter Cars S.A., skoro pojazdy produkują niewysocy ludzie o skośnych oczach, żyjący w kraju chronionym kiedyś przez Wielki Mur.
Zanim jednak odebrałem Yeti 700, starałem się zasięgnąć informacji dotyczących producenta. Jak się okazuje, w chińskiej fabryczce macza swoje palce Yamaha, stąd spore podobieństwo niektórych produktów do japońskich odpowiedników spod znaku Trzech Kamertonów. A nawet, jak wieść niesie, Chińczycy z wielkim zapałem oddają się produkcji niektórych elementów do ATV/UTV dla Japończyków (np. elementy karoserii do Yamahy Rihno). Dywagować na ten temat można długo i bardzo namiętnie, przejdźmy jednak do rzeczy.
W chłodne, marcowe popołudnie wytoczył się z magazynu Yeti 700, największy z quadów, które INCA ma w swojej ofercie. Ponieważ nie odpalił ze względu na absolutny brak paliwa, była znakomita okazja do tego, żeby wypróbować możliwości wyciągarki Mile Marker. Nie ma pomyłki. Yeti w takowe urządzenie jest wyposażony fabrycznie. Sama wyciągarka zgrabnie dała sobie radę z wciągnięciem pojazdu na dosyć wysoką pakę pickupa, a to wszystko w oparciu tylko i wyłącznie o prąd z akumulatora! No cóż, nie ma to jak zacna moc silnika oscylująca wokół 2 koników i uciąg powyżej 1100 kg. Yeti spokojnie zaparkował na samochodzie, a ja w trakcie spinania go pasami miałem jeszcze dłuższą chwilę, aby mu się dokładnie przyjrzeć....Yeti 700 wygląda imponująco – to mu należy przyznać...
Yeti 700, spory quad przeprawowy, wygląda imponująco – to mu należy przyznać. Egzemplarz, który trafił w moje ręce, miał karoserię w barwach ochronnych (popularny kamuflaż) oraz ranty błotników chronione przez przykręcane poszerzenia z czarnego tworzywa, zabezpieczające przed porysowaniem czy połamaniem w trakcie terenowych eskapad, zachodzące aż do solidnych podłóg zaopatrzonych w metalowe podnóżki ząbkowane tak, by stopy kierowcy nie ślizgały się w czasie jazdy. Tu wszystko pięknie, ale podłogi są pełne, tzn. nie mają otworów, przez które mogłaby odpływać woda i błoto. Wykonany ze stalowych rurek, przedni zderzak osłonięty jest plastikową, czarną maskownicą, co zdecydowanie poprawia jego wygląd i sprawia, że wydaje się być znacznie masywniejszy, niż jest w rzeczywistości. Osprzęt kierownicy do złudzenia przypomina ten, z którym mamy do czynienia w przeprawówkach Yamahy (szczególnie prawa konsola, gdzie znajdują się przełączniki napędów). Sterowanie wyciągarki prezentuje się średnio, żeby nie powiedzieć kontrowersyjnie. Poza tym jest na stałe przymocowane do kierownicy i nie ma możliwości szybkiego wypięcia, aby posłużyć się nim spoza pojazdu. Kierownicę Yeti fabrycznie wyposażono w tzw. handbars, czyli osłony dłoni i dźwigni hamulcowych. Ktoś jednak nie do końca to przemyślał i okazuje się, że przy mocnym wduszeniu hebli końcówki dźwigni zahaczają o osłony. Cóż, zawsze można je szybko zdemontować i wymienić na akcesoryjne, które lepiej spełnią swoją funkcję. Z drugiej jednak strony nie wpływają ujemnie na skuteczność hamowania, więc dobrze, że są. Za to lusterka wsteczne są przeokrutnej urody i niewiele w nich widać. Rozumiem, że zaistniała konieczność ich zamontowania, bo Yeti homologowany jest do poruszania się po drogach publicznych, a to wymusiło wyposażenie naszego obiektu badań w przepisowe oświetlenie. W ten sposób znajdziemy jeszcze kierunkowskazy umocowane wysoko na tylnych błotnikach. Tylny reflektor ma spory gabaryt i jest dobrze widoczny. Z przodu natomiast znajdziemy duże, zespolone lampy, które pod gładkimi kloszami kryją światła pozycyjne, mijania, drogowe, popularnie zwane „długimi”, oraz kierunkowskazy.
W samej Wa-wce jest jeszcze serwis na Radzyminskiej, chyba 156.