Układ kierowniczy działa dosyć precyzyjnie. Mimo braku wspomagania (biorąc pod uwagę masę Yeti sięgającą prawie 330 kg), daje się nim operować całkiem zgrabnie, chociaż podczas postoju są momenty, że ciężko skręcić kierownicę. Jak też już wcześniej pisałem, przód quada jest dosyć mocno wysunięty, co utrudnia widoczność, zwłaszcza w momentach, kiedy jest ostro podniesiony (przy podjazdach). Wymusza to na kierowcy mocne wychylanie się do przodu w celu kontrolowania układu terenu przez pojazdem. Wymaga to pewnego przyzwyczajenia.
Mała łyżka dziegciu w garncu miodu, czyli co wkurza
Yeti 700, oprócz elektrycznego rozrusznika, zaopatrzony jest w tzw. szarpaka, czyli linkę z uchwytem, pozwalającą na odpalenie silnika w przypadku padnięcia akumulatora. Wszystko pięknie, ale spróbujcie odpalić to bydlę na zimno… Mi się nie udało, mimo długotrwałych wysiłków i przykładania się do rzeczy z zapałem godnym lepszej sprawy. Przy rozgrzanym silniku sytuacja wygląda już lepiej i napiąwszy się, mamy szansę, że serduszko quada zaskoczy. Felgi zaopatrzone są w urocze „kapselki” z chromowanego plastiku. Na dzień dobry, kiedy wjechałem w wodę z pływającymi kawałkami lodu, zgubiłem gdzieś jeden. Drugi lekko odskoczył, a próba ponownego umocowania go we właściwym miejscu skończyła się popękaniem zatrzasków trzymających go we właściwym miejscu. Lusterka wsteczne nie dość, że są brzydkie, to jeszcze mało w nich widać, a możliwości ich regulacji są mocno ograniczone. Lecz to jednak szczegół, bo używa się ich sporadycznie. Poza tym wyczytałem, że sprytni właściciele Yeti zmieniają ich położenie, mocując je do przedniego bagażnika. Brak odpływów w podłogach powoduje, że po chwili jazdy w terenie są one pełne pisku i błota, który nie znajduje ujścia, a przy przejazdach przez wodę wypłukiwany jest tylko częściowo. Najlepiej więc złapać za wiertarkę z otwornicą i jak najszybciej zaradzić temu problemowi. Patologią jest chromowanie kuli haka. Szlag trafia świecącą powłokę po pierwszym zapięciu przyczepy. Ponadto spalanie okazało się powyżej wszelakich norm. Po przejechaniu około 60 km w terenie ze zbiornika zniknęło aż 13,5 l benzyny. Rozumiem, że zmuszany do katorżniczej pracy silnik musi się czymś żywić, ale to chyba lekka przesada (szczególnie po moich doświadczeniach z Yamaha Grizzly 700, która była w tej kwestii bardziej wstrzemięźliwa). Rozstaw kół na osiach jest zbyt mały, co powoduje wrażenie jakby quad chciał wywrócić się na bok, zwłaszcza przy pokonywaniu wzniesień, gdzie jedyną drogą jest podjazd czy zjazd pod ostrym kątem. Yeti potrafi podnieść się na bok, co sprawia, że czujemy się niepewnie i zmusza nas do walki z siłą odśrodkową. Dystanse, Drodzy Panowie, dystanse! Poza tym więcej grzechów nie pamiętam. ...spalanie okazało się powyżej wszelakich norm. Po przejechaniu około 60 km w terenie ze zbiornika zniknęło aż 13,5 l benzyny...
Podsumowania słów kilka
INCA Yeti 700 jest dobrą propozycją dla ludzi, którzy chcą zakupić przeprawowego quada w rozsądnej cenie, a biorą pod uwagę jedynie nowe pojazdy z zapewnioną gwarancją i serwisem. Przy cenie 23 900 zł brutto stanowi znakomitą przeciwwagę dla konkurencyjnych pojazdów znanych marek, które z reguły są znacznie droższe. Jest też alternatywą dla quadów z rynku wtórnego, zwłaszcza że w wielu przypadkach przy zakupie kilkuletniego pojazdu nie jesteśmy w stanie stwierdzić jaki przebieg miała eksploatacja upatrzonego ATV-a i jakie czynności serwisowe wykonywano. Daje naprawdę dużo radości z jazdy. Oczywiście, wymaga pewnych zabiegów usprawniających, ale samo wyposażenie stanowi duży plus. Solidna rama, atrakcyjny wygląd, niezłe właściwości trakcyjne, a do tego dobra konstrukcja i działanie układu napędowego działają na korzyść tej maszyny. Sama obsługa serwisowa i części zamienne nie porażają cenami, co ma dosyć duże znaczenie w przypadku pojazdów wykorzystywanych w ciężkich warunkach. Zastawiam się tylko, czy podawana w katalogu moc 35 KM jest zgodna z prawdą, bo sam quad sprawia wrażenie jakby stadko kucyków było trochę większe. Z ciekawości wziąłem na hol mojego Dodge Dakota, pickupa o masie 2150 kg, i Yeti spokojnie dał radę przeciągnąć auto po całkiem zacnych wertepach przez dość długi odcinek. Ogólnie rzecz biorąc, jestem mile zaskoczony jazdą na Yeti 700 i polecam go wszystkim fanom terenowych przepraw.
W samej Wa-wce jest jeszcze serwis na Radzyminskiej, chyba 156.