Quad został załadowany, spięty pasami, więc czas na rzut oka na całokształt. Tył maszyny jest dość krótki, bagażnik z rurek niewielki, za to przód mocno wysunięty ze sporym miejscem na bagaż. Ogólne wrażenie niezłe. Zastosowano wiele gadżetów, za które w markowych quadach należy słono zapłacić. Pasowania poszczególnych elementów są poprawne, gdzieniegdzie jednak widać niedoskonałości montażowe. Mimo wszystko nie wpływa to w szczególny sposób na właściwości jezdne i trakcję, a jedynie psuje estetykę pojazdu. Jeśli ktoś jest grzebułą-złotą rączką, powinien dać sobie z tym radę przy użyciu prostych narzędzi i bez poświęcenia mnóstwa czasu. Yeti opiera się na świetnie wyglądających, aluminiowych felgach, obutych w typowo terenowe opony, będące wierną kopią produktów Maxxisa. Koła są lekko cofnięte do wewnątrz błotników i to przywodzi na myśl możliwość zastosowania dystansów, które poszerzą ich rozstaw (jak się później okazało, warto by zainwestować parę złotych w to rozwiązanie). Siodło jest dość duże, komfortowe i swobodnie mieści dwie osoby (tak zresztą homologowana jest INCA; zarejestrowana jako pojazd samochodowy specjalny z dwoma miejscami). Skrywa pod sobą większość elektryki, spory akumulator, bezpieczniki i wlot powietrza. Standardowo pojazd wyposażony jest w chromowaną kulę haka, pasującą do standardowych dyszli przyczep samochodowych....zastosowano wiele gadżetów, za które w markowych quadach należy słono zapłacić...
Wyciągarkę, o której wcześniej wspominałem, umiejscowiono dosyć nisko. Za to chłodnica wody, obudowana osłonami i opasana od tyłu sporym wiatrakiem, „siedzi” sobie wysoko, nienarażona mocno na zalanie i zasklepienie błotem. To bardzo dobre rozwiązanie. Zawieszenia niezależne, praktycznie identyczne z tym, które stosowano w starszych modelach Grizzly; z tyłu z drążkiem stabilizatora, oparte na podwójnych wahaczach. Napędy przenoszone są z automatycznej skrzyni za pośrednictwem wałów kardana (na tylnym znajdziemy pojedynczą tarczę z zaciskiem hamulcowym, przód natomiast bazuje na tarczach i zaciskach umieszczonych przy piastach), dyfrów i półosi. Prześwit jest spory, co powinno ułatwić pokonywanie wszelkich nierówności i bezstresowe przeprawy przez wodę i błoto. Amortyzatory gazowe posiadają regulację napięcia wstępnego sprężyny; są ogólnie dosyć twardo zestrojone, ale – jak mnie uprzedzano – sprężyny potrafią „siąść” po pewnym czasie, powodując, że zawieszenie pracuje jak miękka kanapa u babci. Z rozmowy z przedstawicielem INCA dowiedziałem się, że być może w przyszłości Inter Cars uruchomi własną produkcję tych elementów lub będzie wyposażał swoje ATV/UTV w markowe produkty. Pozostawmy jednak w tej chwili ten temat, bo wciąż brakuje pewników.
3, 2, 1, START!
Mimo że zapłon w Yeti jest elektroniczny, sam system zasilania silnika w mieszankę powietrzno-paliwową oparty jest na prostym gaźniku. Stąd też nie dziwi ciągła obecność ssania przy lewej konsoli kierownicy. Po zatankowaniu 17 l paliwa (zbiornik pełny pod korek), ustawieniu ładnie wkomponowanego w plastiki kranika, znajdującego się po lewej stronie zbiornika, w pozycji ON i przekręceniu kluczyka w stacyjce Yeti 700 ożył bez większych protestów, wesoło pufając. Jednocylindrówka z pięciozaworową głowicą szybko łapie temperaturę, a ssanie daje się regulować płynnie. Po chwili cofnąłem więc dźwignię mniej więcej do połowy, aby po około minucie „zdjąć” ssanie. Silnik pracuje bardzo równo, chętnie wkręca się na obroty, nie protestuje, nie kaszle i nie kicha. Dużym plusem jest kokpit, który stanowi ciekłokrystaliczny wyświetlacz z prędkościomierzem, obrotomierzem, licznikami przebiegu (ogólnym i dziennym), wskaźnikiem poziomu paliwa, kontrolkami biegów i napędów. Wszystko w jednym miejscu, dobrze widoczne, może trochę za płasko położone na karoserii, tak że chwilami trzeba oderwać wzrok od drogi, aby zerknąć na wskaźniki. Nie jest to jednak uciążliwe, tym bardziej że mamy do czynienia z automatyczną skrzynią, a poza tym jeździ się „na słuch”. Wracając do silnika. Jeden gar, pojemność 686 ccm, wspomniane 5 „wentyli”; generuje 35 KM i 49 Nm przy ok. 5000 RPM. Czy to mało, czy dużo? Chyba wystarczająco.
W samej Wa-wce jest jeszcze serwis na Radzyminskiej, chyba 156.