Podczas wtorkowej prezentacji prasowej nowego motocykla Triumpha, modelu Thunderbird, mieliśmy okazję odbyć nim krótką jazdę zapoznawczą.
Thunderbird w założeniu ma wypełnić lukę między modelami o mniejszej pojemności, np. Speedmasterem i Americą, a potężnym Rocketem III. Pamiętajmy, że w dzisiejszych czasach z pojemnością 865 ccm pierwsze z wymienionych są raczej średnią półką jak na klasę cruiser, a niekoniecznie każdy chce się od razu przesiadać na ponad dwulitrowego potwora. Dlatego Thunderbird ma spore szanse namieszać na terenach do tej pory zdominowanych przez japońską konkurencję w postaci Yamahy XVS1300 czy Kawasaki VN1700.
Z duchem tradycji
Brytyjski cruiser legitymuje się pojemnością 1596 ccm, mocą 86 KM przy 4850 obr./min, momentem obrotowym 146 Nm przy 2750 obr./min i masą 308kg. Co ciekawe, Triumph postanowił być wierny swojej tradycji i zainstalował jednostkę napędową w postaci dwóch cylindrów w rzędzie, co odróżnia go, od dominujących w tej klasie V-ek. (Przynajmniej stylistycznie, ponieważ wykorbienia wału przesunięte o 270 stopni mają w założeniu imitować charakter pracy „fałki”). Jeżeli komuś podane parametry nie wystarczają, zawsze ma możliwość zamówić firmowy kit podwyższający pojemność do równo 1,7 litra, który podkręca moc do 98 KM – całkiem zacnie.
Fresh air
Podczas prezentacji omówiono cechy nowego modelu i podkreślono kilka ciekawostek. Skupiono się przede wszystkim na wyglądzie Thunderbirda i to w dwojaki sposób. Po pierwsze, projektując ramę i silnik starano się ukryć wszelkie niekoniecznie pożądane dla oka komponenty, jak przewody i cięgna, aby wyeksponować to, co najważniejsze. Po drugie, Triumph oferuje całą gamę dodatków, takich jak: krótsze wydechy, szyby, chromowane koła i różnego rodzaju nakładki, dzięki czemu w stylingu naszego pojazdu będziemy mogli pójść w nurt power cruisera lub też bogato ubrać się w chromy i skórzane akcesoria – jak kto lubi.
Gadżeciarze będą też na pewno szczęśliwi z powodu kilku innowacji Triumpha. Po pierwsze, Thunderbird jest pierwszym motocyklem w ofercie, w którym za przekazywanie napędu na koło odpowiada pas zębaty. W przypadku, kiedy nie zależy nam na jak najmniejszych stratach mocy i masie układu, rozwiązanie to jest wręcz fenomenalne. Nie dość, że ciche i czyste, to jeszcze bardziej wytrzymałe – producenci określają żywotność pasa napędowego na około 80 000 km! Triumph wyeliminował też bolączkę zapominalskich w postaci automatycznego kasownika odpalonych kierunkowskazów. Sprawdziliśmy – działa jak trzeba. Fajną sprawą są też specjalnie dobrane mapy zapłonu, które reagują na delikatne, najczęściej niechciane ruchy manetką gazu spowodowane np. wjechaniem na następujące po sobie nierówności. Wygładzając reakcję gazu, eliminują ewentualne szarpanie. Co jak co, ale poligon doświadczalny dla tego wynalazku w postaci naszych dróg mamy wręcz idealny...
Zadanie wykonane
Po oficjalnej prezentacji, o której możecie przeczytać w tym artykule, dano nam możliwość krótkiego zapoznania się z motocyklem w praktyce. Oczywiście, jedynie godzinna przygoda raczej nie pozwoliła poznać Triumpha Thunderbirda na wskroś, za to dała nam pojęcie, że przedstawiane nam wizje konstruktorów, zakładające stworzenie przyjaznego dla kierowcy pojazdu o rozsądnych parametrach, w pełni się udały. Ten „wyspiarski” cruiser roztacza wokół siebie pewną atmosferę luzu; wiesz, że możesz na niego po prostu wsiąść i pojechać bez specjalnych ceregieli. Niby to takie oczywiste, a jednak coś w tym jest. Zdecydowanie na pewność i łatwość jazdy wpłynęła rama, która miała właśnie dawać neutralne, wzbudzające zaufanie prowadzenie motocykla.
rocket, speed triple, daytona...