Spora rzesza motocyklistów lubi motocykle, które dają frajdę z jazdy po winklach a jednocześnie pozwalają na szybkie i komfortowe pokonywanie dużych odległości. Jest jeszcze coś, muszą być wystarczająco zwinne i smukłe, żeby poradzić sobie w miejskich korkach.
Czy Triumph Sprint 1050 ST jest w stanie spełnić wszystkie te wymagania? To trudna sztuka, tym bardziej że niektóre bardzo trudno pogodzić. Zobaczmy czego mu brakuje do ideału.
Sprint ST to ciekawie wyglądający motocykl, do tego niezbyt często spotykany na naszych drogach. Kto będzie chciał się wyróżnić spośród masy japońskich motocykli, ten jest na dobrej drodze. W stylistyce rządzi liczba trzy. Mamy więc trzy reflektory, trzy zegary w kokpicie i trzy końcówki wychodzące z tłumika. Przy włączonych światłach mijania świecą dwa skrajne reflektory soczewkowe, środkowy to światło drogowe. Takie oświetlenie sprawdza się doskonale. Nie dość, że dobrze oświetla drogę, to jeszcze zwiększa widoczność motocykla przez innych kierowców. Poprawione oświetlenie to jedna ze zmian w modelu 2008. Kolejną jest metalowy zbiornik paliwa zamiast plastikowego, stosowanego do tej pory. Docenią to zwłaszcza turyści, którzy lubią zapakować to i owo zamieniając swój motocykl w wielbłąda. Blaszany zbiornik umożliwia bezproblemowe zamocowanie magnetycznego tank-baga. Mały schowek znajduje się w prawej części owiewki. Może to niewiele, ale miejsca na zestaw narzędzi, mały smar do łańcucha i blokadę z pewnością wystarczy. Niezmieniona pozostała podwyższona szyba i wyżej umieszczone rączki kierownicy. Przed 2007 roku występowały one jako akcesoryjne.
Wyprowadzony wysoko pod kanapę tłumik i jednoramienny wahacz ładnie eksponują tylną felgę. Dodatkowo zwiększa to ilość miejsca na nogi pasażera i bagaż. Motocykl optycznie nie wydaje się ociężały i nie przypomina typowego turystyka. Przednie kierunkowskazy zostały wstawione w przednie lusterka. Poprawia to zapewne ich widoczność, za to naraża na stłuczenie nawet podczas banalnej parkingowej gleby. Same lusterka można ocenić bardzo dobrze. Pokazują to, co powinniśmy widzieć za sobą, choć nie we wszystkich motocyklach jest to takie oczywiste.
Przejdźmy do najlepszego, czyli silnika. Miłośnicy agresywnego brzmienia będą zachwyceni. Przy odwijaniu gazu słychać basowe charczenie. Kiedy odpuszczamy, z tłumika dobiega nerwowy bulgot, całkiem jak z akcesoryjnego wydechu. Za wrażenia akustyczne należą się wielkie brawa. Nie gorzej silnik sprawdza się w praktyce na drodze. Z pojemności 1050 ccm oddaje 125 KM przy 9250 obr./min i 104 Nm przy 5000 obr./min. Maniacy mocy powiedzą, że inni oferują więcej, ale rzecz w tym nie ile, a jak ta moc i moment obrotowy są oddawane do dyspozycji kierowcy. W Sprincie krzywa mocy i momentu przebiegają niemal podręcznikowo, bez wahań i załamań. Co to oznacza na drodze? Czystą moc w całym zakresie użytecznych obrotów. 80 Nm od 2000 obr./min powoduje, że biegi zmieniamy dla przyjemności, a nie z konieczności. Może i dobrze, bo skrzynia nie zachęca do częstego używania lewej stopy. Działa ona dość twardo, a rozłączane linką sprzęgło wymaga użycia nieco większej siły niż te uruchamiane hydraulicznie. W korku może być to męczące, lewa ręka dostanie w kość.
Silnik i układ przeniesienia napędu nie protestują przeciwko rozpędzaniu się od 2500 obr./min. Mam wrażenie, jakby rzędowa trójka nigdy się nie męczyła. Reakcja na dodanie gazu nie jest zbyt łagodna, niezależnie od tego jak delikatnie potraktujemy przepustnicę. Trzeba o tym pamiętać przy szybkim pokonywaniu zakrętów, żeby nie zaliczyć uślizgu tylnego koła. Za to przednie koło bez problemu utrzymuje kontakt z asfaltem, jeżeli tylko tego chcemy. Niechciana guma raczej się nie przytrafi. Zaplanowana za to nie będzie stanowić problemu, zarówno z użyciem sprzęgła, jak też z gazu. To właśnie odróżnia Sprinta od typowo turystycznych maszyn - po zdjęciu kufrów można sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa.
http://www.motogen.pl/laboratorium/testymotocykli/yamaha-xt660z-tnr-zyrafa-z-gwiezdnych-wojen,art28.html
No patrz przegapiłem :) Niemniej nadal czekam na testy mniejszego GS i Tenere. Również słyszałem skrajne opinie o Tenerce, a nie ukrywam, że jestem zainteresowany. Niestety 990 Adv jest chwilowo za drogi, z tego co słyszałem kosztowny w serwisowaniu i sporo pali. Także mam spory dylemat co wybrać na następne moto. A ma to być właśnie turystyczne enduro...
Bardzo fajny test Triumpha Tigera jest przecież na motogenie :) A o XT 660 Z sam chętnie bym poczytał, bo słyszałem zupełnie skrajne opinie.
Pozdrawiam ekipę motogenu.