Triumphowi mimo posiadania w ofercie Tigera i Sprinta ST, ciągle brakowało dużego i ciężkiego, autostradowego krążownika do długodystansowej turystyki. Anglicy postanowili zapełnić tą lukę, ale jak zwykle obrali nieco inną drogę. Zamiast więc projektować od podstaw zupełnie nowy motocykl, wzięli na warsztat Sprinta i dokonali w nim kilku modyfikacji. W ten sposób powstał prezentowany Sprint GT.
Patrząc na motocykl, na pierwszy rzut oka właściwie większych zmian nie widać, zwłaszcza jeżeli oba motocykle nie znajdą się przypadkiem obok siebie. Jasne – nieco inny design to naturalne następstwo zmieniającej się mody, czy też innej wizji projektanta. To co najważniejsze, czai się w środku.
Born in UK
Przez Sprinta GT ciągle przewijają się akcenty trójki. Trzy cylindry podkreślone są trzyczęściowym układem przednich świateł, puszkę wydechu można określić jako trójowalną, a kierowca przed oczami ma zegary składające się z trzech połączonych okręgów obsługiwanych trzema przyciskami… dobrze, że przynajmniej koła pozostały dwa.
GieTek w porównaniu do ST otrzymał dłuższy wahacz oraz stalowy subframe. Rozstaw osi powiększył się aż o 8 cm, a kąt nachylenia główki ramy zmniejszono o pół stopnia. Dzięki temu po obładowaniu motocykla załogą i zapasem majtek na dwutygodniową wycieczkę, półtonowy zestaw na dwóch kołach nadal powinien pozostać stabilny. ...zamiast zmieniania każdej możliwej śrubki, inżynierowie z Hinckley obrali drogę ewolucji...
Kanapa została poszerzona i powędrowała o 10 mm wyżej zmniejszając kąt ugięcia kolan. Kierownica posiada teraz dłuższe wysięgniki, a seryjnie zakładany solidny stelaż pod kufer zgrabnie połączono z wygodnymi uchwytami dla pasażera. Tym samym warunki dla kierowcy uległy poprawie, a do tego pasażer, który choć wcześniej wcale nie czuł się jak „zło konieczne”, teraz będzie podróżował jeszcze wygodniej. Na koniec za jednym zamachem poprawiono motocykl na dwa sposoby, otóż układ wydechowy spod kanapy powędrował na bok motocykla - miało to obniżyć środek ciężkości, a przy okazji rozwiązało problem nadmiernego grzania tyłka, na co narzekali właściciele Sprintów ST.
Mało? Ci którzy spodziewali się rewolucji, będą zawiedzeni… do czasu, aż się tym motocyklem nie przejadą. Zamiast zmieniania każdej możliwej śrubki, inżynierowie z Hinckley obrali drogę ewolucji i „dozbrojenia” Sprinta pod względem długodystansowej turystyki. Moim zdaniem operacja „Angielski pacjent” okazała się udana.
Wyposażenie – na surowo
Sprint GT seryjnie wyposażony jest w 31 litrowy zestaw wodoszczelnych, bocznych kufrów oraz system ABS. Tradycyjnie dla Triumpha komputer pokładowy posiada sporo przydatnych funkcji. Poza tym motocykl nie posiada żadnych dodatkowych bajerów jak kontrola trakcji, zmienne mapy zapłonów czy turboplazmowy teleporter w nadprzestrzeń. W porównaniu do turystycznej ekstraklasy konkurencji, wypada to nieco „sauté”. Pytanie tylko, czy coś ponadto jest nam rzeczywiście niezbędnie potrzebne?
Niestety Triumph powtórzył błąd z poprzednich modeli, pozostawiając możliwość sterowania funkcjami komputera jedynie przyciskiem przy zegarach. Przez to, znudzony długą podróżą kierowca który postanowi zająć swój czas czterdziestokrotnym sprawdzeniem chwilowego spalania, będzie musiał zaangażować w to rękę i wzrok. A przecież jeden mały, nawet malutki pstryczek będący w zasięgu trzymającej kierownicę dłoni rozwiązałby problem.