Najnowsza R6, dumnie prężąca się pod biało-niebieskimi owiewkami, i wściekło-czerwona Daytona 675 z talią osy. Motocykle tak bliskie sobie, a jednocześnie bardzo różne.
Yamaha, podobnie jak w przypadku modelu R1, idzie utartym szlakiem, prezentując kolejny model, który bardzo przypomina poprzedników. Diabeł tkwi w szczegółach, a – jak nas zapewniał importer – silnik to zupełnie inna bajka od tego, co proponowała Yamaha w modelu 2008/2009. Mimo że moc motocykla spadła, inżynierowie Yamahy twierdzą, że to nic nie szkodzi. Postarali się zwiększyć moment i moc w średnim zakresie obrotów silnika. Czy rzeczywiście jest tak rewelacyjnie, jak twierdzą?
Sushi
Cóż, dałem sobie kilka okrążeń na porządne rozgrzanie opon i bliższe zapoznanie się ze sprzętem. Pozycja za sterami nie jest ekstremalna, chociaż trzeba mocno podkurczyć nogi. Siodło zapewnia możliwość dowolnego usadowienia czterech liter, a kierownicę ustawiono tak, że nie trzeba nadwyrężać nadgarstków, żeby swobodnie operować klamkami, przełącznikami i manetką gazu. W głowie świtała mi myśl, że R6 jest strasznie krótka, filigranowa i ogólnie jakoś tak jej „mało”. Zegary bardzo czytelne, szczególnie obrotomierz, który jest najważniejszym wskaźnikiem w całym zestawie; umieszczono go centralnie przed oczami kierowcy. ...Yamaha po raz kolejny dostarczyła maszynę masowej zagłady wśród sportowych motocykli o pojemności 600...
Przekazana nam do testu, Yamaha była tak świeża, że aż bałem się odkręcać gaz. Ale jak test, to test. Do 10 000 obrotów nie dzieje się nic, totalna zamuła. Później odczuwalny jest lekki przyrost mocy i momentu obrotowego, żeby przy 12 000 obrotów uwolnić małą furię. Wrażenia niezatarte, a trzymając cały czas wskazówkę obrotomierza w górnych partiach skali, mamy zapewnioną właściwą dynamikę i bezkompromisową reakcję na otwarcie przepustnic aż do momentu odcięcia zapłonu. Ponadto R6, dzięki naprawdę krótkiemu rozstawowi osi, umożliwia natychmiastowe przekładanie motocykla pod tyłkiem przy zmianach kierunku jazdy i świetnie sprawdza się w wąskich winklach czy też szybkich, ale krótkich zakrętach. Jest bombowo! Z kolejnymi okrążeniami zaprzyjaźniłem się z małym Fortepianem na tyle, żeby coraz śmielej pakować się w zakręty, wcześniej i bardziej zdecydowanie odkręcać gaz na wyjściach na prostą i dobrze się bawić. Fabryczne zawieszenia są dobrze zestrojone, zgodnie z przeznaczeniem motocykla; niespecjalnie twarde, chociaż o komforcie turystyka na wstępie należy zapomnieć. Nierówności wybierane są jednak precyzyjnie; rzadko kiedy dochodziło do shimmy, kierownica od czasu do czasu dawała znać o trzepotaniu przedniego koła. Jednak chwilami reakcje przedniego zawieszenia wołały o zastosowanie akcesoryjnego amortyzatora skrętu. Przełożenia, jeśli bierzemy pod uwagę warunki toru wyścigowego, są zbyt długie. Należy się więc pilnować przy doborze biegu, którym pokonujemy zakręty. Jeśli pojedziemy zbyt wysoko, R6 brakuje zdecydowanie ciągu, a to owocuje stratą czasu. Jeśli przesadzimy w drugą stronę, nagle stajemy oko w oko z potrzebą przebicia biegu w szczycie winkla, zaburzając stabilność jazdy. Jakby tak dodać choć ząbek z tyłu, byłoby znacznie lepiej. Jednak w ruchu ulicznym dobór zębatek sprawdza się doskonale. Hamulce są miodowe! Bardzo dokładnie dozuje się siłę hamowania – wystarczy tylko dobrze ustawić położenie klamki. Czterotłoczkowe zaciski, promieniowo mocowane do lag, wgryzają skutecznie okładziny klocków w tarcze, nie zaskakując jednak nagłą blokadą koła. Praca skrzyni biegów jest znakomita. Kolejne przełożenia wskakują bez oporów, a wbicie biegu bez sprzęgła nie nastręcza problemów (tylko jedynka wskakuje z lekkim szarpnięciem, ale nie jest to uciążliwe. Ba, wręcz niezauważalne jako standard pracy skrzyni w sportowym motocyklu). Po dwóch godzinach upalania R6 na nitce Toru Poznań stwierdziłem, że Yamaha po raz kolejny dostarczyła maszynę masowej zagłady wśród sportowych motocykli o pojemności 600 ccm.
Dubstep jest już dziś bardziej skomercjalizowany niż nawet jakieś słabe R&B więc raczej nie :/
Uwazam ze pod wzgledem charakterystyki silnika akurat Daytona najlepiej sie do miasta nadaje.
Co do sprzedazy Daytony, uwazam ze mala siec dealerska wprowadza mala nieufnosc wsrod klientow oraz awaryjnosc poprzednich Triumphow. Z tym modelem tez sie przytrafiaja usterki np. reg. napiecia itp. Przymierzalem sie do tego modelu, jestem nim zachwycony ale ostatecznie kupilem GSXR-750. W sumie z 2 powodow. Po pierwsze ten motocykl jest b. maly. Przy 182cm wzrostu pozycja byla ok z powodu wysokiego siedzenia - bylo wygodnie. Ale przod motocykla jest tak nisko poprowadzony (czasza) ze przy 160-200km/h po prostu urywa mi leb. Nijak nie moglem sie poskladac za niziutka owiewka. Po drugie motocykl niezle rozgrzewa uklad wydechowy pod siedzeniem, obok ktorego zamontowany byl reg. napiecia (<--09r). Poprzednie bylo Suzuki ktore nigdy mnie nie zawiodlo i jako nastepne kupilem rowniez Suzuki. Gwozdziem do trumny mojej decyzji byly korzystne jak zawsze zreszta warunki zakupu u dealera Suzuki. Takze o zakupie innego motocykla niz Daytona zawazyly rozne czynniki. Nie wystarczy ze wygrywa na torze z konkurencja...
Co do muzyczki - akurat zgadzam sie z casus. Wyszukana :)
Nie do końca masz rację. Pytanie, czy jeździłeś takim motocyklem. Oczywiście, R6 dostaje od 10k kopa, tyle, że do tej wartości obrotowej i tak jedzie lepiej niż popularne uniwersalne 500`tki uważane za świetne do miasta, za to powyżej tej granicy teleportuje się z prędkością światła :) Oczywiście pozostaje kwestia pozycji, zawieszenia itd itp, ale... to już zupełnie inna bajka :)
co do malowania, to niebieski w połaczeniu z białym, to są od dawna kolory Yamahy...a jeśli chodzi o Suzuki, to przyjrzyj się dokładnie barwom Suzuki Racing. trochę nie te...
BTW. Suzuki dla normalnego usera zawsze będzie niedoścignione. Pod każdym względem.