Czy spotkaliście się kiedyś z motocyklem, który prowadzi się równie dobrze jak wygląda, jest solidnie wykonany, tani i przy tym modny niczym ciuchy Diesla? Nie? Nic dziwnego. W końcu Suzuki Gladius to nowość na sezon 2009.
Co roku, przeglądając nowości, wybieram swoich faworytów, na jazdę którymi wprost nie mogę się doczekać. Tuż obok motocykli sportowych moja uwaga kieruje się właśnie na pojazdy uniwersalne, codziennego użytku. To one bowiem znajdują najszerszą grupę odbiorców. Suzuki Gladius wpisuje się dokładnie w tą grupę jako miejski naked bike do codziennej jazdy, trafiając przy tym w niszę, gdzie zdaje się, póki co, nie mieć konkurentów.
Unisex
Wygląd Gladiusa jest mocno kontrowersyjny. Obłe kształty, pastelowe kolory... Czy mi się wydaje, czy przypadkiem osoba zainteresowana kupnem za chwilę będzie dobierała go pod kolor... torebki! Tak, to jest ta nisza, o której wspomniałem. Naprawdę nie przychodzi mi na myśl żaden inny motocykl projektowany po to, aby podobał się zwłaszcza płci pięknej. Choć mi o tym, oczywiście, rozsądzać nie można, to 100% kobiecych opinii na temat wyglądu byłoby na „TAK”. W końcu widok kobiety na motocyklu spowszedniał, a najlepszym tego potwierdzeniem jest rynek ubrań motocyklowych, który szybko zauważył powiększającą się rzeszę klientek i odpowiedział damskimi kolekcjami. Cóż, wszystko fajnie, tyle że ja musiałem szukać coraz to lepszych skrytek na kluczyki przed moją dziewczyną :).
Jeżeli chodzi o ogólny wygląd, można się doszukiwać wielu podobieństw do motocykli europejskich, a zwłaszcza Ducati Monstera. Kratownicowa rama, wąska talia i obłe kształty – do tego zdążyli przyzwyczaić nas konstruktorzy z Bolonii.
Geneza
Nie ma co ukrywać, że Suzuki Gladius jest potomkiem znakomitego i lubianego Suzuki SV 650. Lekki, ciekawie wyglądający i niby posiadający mały silniczek pojazd okazał się hitem sprzedaży i prawdziwym generatorem wrażeń z jazdy. Jak się okazuje, do dobrej zabawy wcale nie potrzeba setek koni, a w miejskim gąszczu ciągnąca już od niskich obrotów V-ka sprawdza się dużo lepiej niż nawet najmocniejsza rzędowa czwórka, którą trzeba kręcić aż do „czerwonego”, aby jechała.
Ile SV w SFV?
Silnik z pierwotnej wersji SV trafił do SFV, goszcząc po drodze w turystycznym V-Stromie 650. W Suzuki Gladiusie legitymuje się on mocą 72 KM przy 8400 obr./min i 64 Nm przy 6400 obr./min w stosunku do 72 KM przy 9000 obr./min i 65 Nm przy 7000 obr./min, które pracowały w SV. Żadna różnica? Otóż nie, silnik Gladiusa pracuje dużo łagodniej i spokojniej od swojego starszego brata. Krzywa momentu obrotowego jest mniej poszarpana. Konstruktorzy starali się poprawić moment w niskich i średnich rejestrach. Z ciekawostek technicznych warto wymienić irydowe świece, zapewniające wyższą temperaturę iskry oraz wewnętrzną, niklową powłokę, utwardzoną węglikiem krzemu z domieszką fosforu SCEM (Suzuki Composite Elektrochemical Material). Powłoka SCEM poprawia odprowadzanie ciepła, a także podnosi szczelność i trwałość pierścieni tłokowych. Jest też zmiana in minus. Najprawdopodobniej w celu ograniczenia kosztów produkcji rama Gladiusa wykonana jest ze stalowych rur zespawanych w kratownicę, co jest krokiem wstecz wobec odlewanej z aluminium ramy Suzuki SV 650.