„Husaberg został założony przez „wyścigowych świrów” chcących budować motocykle stricte wyczynowe” – to cytat z oficjalnej strony. Niestety, tacy ludzie przeważnie nie potrafią dobrze sprzedać swoich pomysłów. W 1995 roku marka została przejęta przez austriackiego KTM-a. Chyba wszyscy dobrze na tym wyszli, gdyż szwedzcy inżynierowie mają dużo swobody i mogą bez skrępowania wcielać w życie swoje szalone pomysły. Natomiast KTM ma swojego królika doświadczalnego.
Trzeba pochwalić Szwedów za pracowitość. W ciągu kilku ostatnich lat potrojono liczbę dostępnych modeli. Oczywiście, prawie wszystkie mają swoje „smaczki”, których nie znajdziemy u innych producentów. Piszę „prawie”, gdyż na 2011 rok produkowane są także motocykle z silnikami dwusuwowymi, które pełnymi garściami czerpią z gamy EXC od KTM-a. Nie ma co się dziwić, w końcu ta technologia jest udoskonalana już od wielu lat i nie ma tu chyba już nic ciekawego do wymyślenia.
Natomiast modele czterosuwowe to już zupełnie inna bajka. Wystarczy spojrzeć na pierwszy z brzegu motocykl. Silnik w nim wygląda tak, jakby monter dostał obrócone schematy. Jednostka napędowa jest autorskim projektem Szwedów. Cylinder jest w nim pochylony aż o 70°, co ma wiele zalet. Wszystkie masy wirujące, które w ogromnym stopniu wpływają na prowadzenie, zostały przesunięte bardzo blisko środka ciężkości motocykla. Dzięki temu Husabergi są niezwykle poręczne. Ponadto wtrysk, zamontowany, oczywiście, już we wszystkich modelach 4T, jest ustawiony prawie pionowo. Dzięki temu w dostaniu się mieszanki paliwowo-powietrznej do cylindra pomaga jeszcze grawitacja. Efekt? Chyba najbardziej liniowe oddawanie mocy, z jakim spotkałem się w jednocylindrowcach. Trzymając się dalej silnika, za rozruch we wszystkich modelach odpowiada rozrusznik. I tu mam na myśli naprawdę wszystkie modele, nawet te spalające olej z paliwem. Z tym że w modelach 2T kopniak został na swoim miejscu, a w 4T usunięto go zupełnie dla oszczędności masy. ...Husaberg został założony przez wyścigowych świrów...
Na początku dziwił mnie trochę fakt, że wszystkie motocykle mają wspólną „bazę”, a różnią się najczęściej tylko pojemnościami silników. Większe różnice występują tak naprawdę tylko pomiędzy dwu- a czterosuwami, bo tego już nie da się uniknąć. Po przemyśleniach wydaje mi się to całkiem dobrym pomysłem, gdyż unifikacja części to nic innego, jak oszczędności, a oszczędności powinny oznaczać niższą cenę.
Husaberg FE 390
Trzysta-dziewiędźiesiątka wedle zamysłów konstruktorów miał być „złotym środkiem”; motocyklem, który prowadzi się jak ćwiartka z mocą zbliżoną do większej 450-tki. Brzmi znajomo, prawda ? KTM wpadł na ten sam pomysł i wyprodukował SXF350. Żółto-niebiescy poszli jednak trochę inną drogą. FE390 jest motocyklem dla amatorów, który nie rozczarowuje zawodników. Jak każdy motocykl z tej rodziny, czci hasło „Husability”, czyli łatwości prowadzenia i frajdy z jazdy. Składa się na to wiele czynników.
Wszystkie Husabergi dostały nowe ramy ze stali chromowo-molibdenowej. Sama w sobie nie jest rewolucyjna, jednak w okolicy główki została zaprojektowana i wzmocniona tak, by polepszyć czucie przedniego koła. Dodatkowo motocykl jest złożony ze świetnych podzespołów (oczywiście, prosto od KTM-a) – mamy tutaj hamulce Brembo, hydrauliczne sprzęgło czy zawieszenie WP. Wielu z Was może się teraz ze mną posprzeczać, że WP, zwłaszcza z systemem PDS z tyłu, wcale nie błyszczy. Ja będę się jednak trzymał swojej wersji, że w enduro to rozwiązanie jest dobre. PDS jest świetny w swojej prostocie, a jego praca w leśnych warunkach jest więcej niż zadowalająca. W przednim zawieszeniu wprowadzono trochę zmian. Zastosowano tam technologię podwójnych kartridży. Nazwa dziwna, bardziej kojarząca mi się z drukarkami. Chodzi o to, że przednie widelce mają teraz dwa obiegi olejowe całkowicie odseparowane od powietrza. Dzięki temu, choćbyśmy niewiadomo jak długo jeździli nawet po największych dziurach, charakterystyka tłumienia się nie zmieni.
a widelec (uwaga.. 'fork') pewnie bardziej się z jedzeniem kojarzy?
litości. jeżeli już nie chce nam się zerknąć do słownika, jeżeli słowo jest nam nieznane to przynajmniej się tym nie chwalmy ;)