Hornet 600 już w chwili debiutu pierwszej generacji w 1998 roku z miejsca stał się bestsellerem. Ciekawa stylistyka, nieprzeciętna jakość i wytrzymałość podzespołów, w końcu świetna przydatność w codziennej eksploatacji.
Przez lata "Szerszeń" ewoluował, aby w 2007 roku przejść gruntowną modernizację. W zasadzie ze starym modelem wspólną miał tylko nazwę – Honda CB600F (nie mylić z CBF600, będącą zupełnie innym motocyklem). Nowa rama, nowe zawieszenie, w końcu nowy silnik, który w prostej linii pochodzi z CBR600RR. Sezon 2011 przyniósł kolejne, choć tym razem raczej kosmetyczne zmiany. Jaki więc jest ten Hornet i czy niczym Krzysztof Ibisz ma szanse pozostać wiecznie młodym?
Designers look
Co nowego? Hornet AD 2011 otrzymał zmienioną przednią lampę, która jest zintegrowana z całkowicie cyfrowym zestawem zegarów. Zdecydowanie lepiej przedstawia się teraz tył motocykla – pozbyto się porażki stylistycznej w postaci kaczego kupra na rzecz pożyczonej z CB1000R, diodowej lampy stop. Całość podniesiono, zwężono, a od spodu przykryto świetnie spasowanym undertailem lakierowanym w kolorze nadwozia – miodzio! Uzupełnienim są nowe malowania i dodatki na osłonach silnika, również w kolorze. ...choć trudno w to uwierzyć, od lat uważana za nudną stylistycznie markę, Honda może aktualnie wyznaczać innym trendy stylistyczne..
Cóż... Choć samemu trudno mi uwierzyć w to, co piszę, od lat uważana za nudną stylistycznie markę, Honda może aktualnie wyznaczać innym trendy stylistyczne, a co lepsze, trzyma się własnego stylu. Złośliwi mówią, że nową Yamahę FZ8 i Suzuki GSR 750 odróżnić można tylko po emblemacie na zbiorniku, nie wspominając już o obrzydliwych, ordynarnie pospawanych i tryśniętych czarnym matem tłumikach wspomnianych motocykli. Hornet 600 na tym tle wyróżnia się własną linią, dbałością o detale, a po dokładnych oględzinach dochodzimy do wniosku, że ktoś projektując sprzęt, wysilił się choć trochę, a nie oddał zadanie japońskim przedszkolakom. Z Horneta nigdzie nie wystają niepotrzebne kable, rurki czy inne potworki stylistyczne.
Jedyną porażką (za to już taką na całej linii) jest zestaw zegarów. W folderze reklamowym Hondy wyczytać możemy: "Zwarty, gustowny kokpit wykonano według nowego projektu graficznego, odzwierciedlającego ultranowoczesny styl oraz hondowski etos funkcjonalności". A teraz rzeczywistość. Powiem krótko – zapomnijcie, że zobaczycie w nim cokolwiek więcej niż aktualną prędkość. Obrotomierz w postaci długiego paska słupków projektował ktoś po dużej ilości sake, a na dodatek cały wyświetlacz ma tak mały kontrast i tak małe literki, że w słoneczne dni najlepiej widać kurz osadzający się na szybce i refleksy świetlne. Jeżeli tak ma wyglądać postęp i styl, to ja wysiadam.
Stary znajomy
Piec i zawieszenie to starzy znajomi z poprzedniego modelu. Czterocylindrowy silnik rozwija 102 KM przy 12 000 obr./min. Jego praca jest tak gładka i delikatna, jak to tylko Hondy potrafią. W zasadzie od przekręcenia kluczyka w stacyjne po zgaszenie silnika Hornet rozpieszcza nas dopracowaniem jednostki napędowej. Doskonale reagujący, wtrysk PGM-FI zapobiega jakimkolwiek szarpnięciom przy zmianie obciążenia, a krzywa mocy i momentu jest niewzruszenie progresywna. Brak jakichkolwiek wyczuwalnych dziur czy wzrostów mocy przekłada się na to, że ile odkręcisz, tyle pojedziesz.
Nie jezdziles GSRa wiec nie wypowiadaj sie na jej temat.
Ja nie jezdzilem Hornetem choc probowalem go i nie kupilem bo nie podoba mi sie.
Rama sama nie peka w GSRach.To bzdury,ktore powielaja ludzie z malym pojeciem o motocyklach.
Jak pojezdzisz motocyklem chociaz pol zycia to zrozumiesz,ze ramy niszcza ludzie w czasie mocnych dzwonow.
Pozdrawiam motocyklistow,ktorzy pisza co wiedza, a nie pisza bo cos slyszeli:)))