Przeglądając katalogi producentów motocykli, na pierwszych stronach zwykle rzucają się w oczy kolorowe, szybkie, sportowe maszyny czy błyszczące chromami opasłe cruizery. Zainteresowanie wzbudzają też bezkompromisowe enduro oraz reklamowane, jako najlepsze pojazdy do miasta – skutery.
Jak się jednak okazuje, w dzisiejszym świecie dążącym do jak największej specjalizacji, jest też miejsce dla motocykli cichych, względnie tanich, uniwersalnych i spokojnych. Olbrzymie rzesze klientów jednają sobie tym, że zamiast kosmicznych przyspieszeń lub pojemności godnej buldożera, doskonale nadają się do codziennego użytku, stając się kompanem na dobre i na złe.
Przedstawicielem takiego uniwersalnego, japońskiego motocykla jest prezentowana dziś Honda CBF 600 SA. Cztery cylindry w rzędzie, łagodny charakter, skuteczna pół owiewka i stonowana stylistyka – dla jednych to będą atuty, dla innych wady. Jeżeli poszukujesz dla siebie motocykla na którym możesz polegać w prawie każdej sytuacji, zaczynasz swoją jednośladową przygodę, bądź wracasz do niej po latach przerwy, warto przyjrzeć się bliżej właśnie temu pojazdowi.
Geneza
Testowana przez nas CBF`a to druga generacja tego stosunkowo młodego modelu. Młodego, ale tylko jako pozycja w cenniku Hondy. Korzenie sięgają drugiej połowy lat ’90, gdyż silnik zapożyczony został ze sportowej CBR 600F z 1996 roku. Po kilku modyfikacjach obniżających moc i łagodzących charakter, trafił do Horneta 600, a po kolejnej redukcji mocy i lekcji dobrych manier właśnie do CBF`a 600. Aktualna wersja posiada silnik nowszej generacji, w którym za zasilanie paliwem odpowiada wtrysk – poprzedni działał na gaźnikach.
Stylistyka
Jak już wspomniałem, wygląd CBF`a jest klasyczny i pozbawiony wodotrysków. Szczerze wątpię, aby rozentuzjazmowane dziecko zobaczywszy nas na ulicy krzyczało „Mamo, zobacz, jaki ścigacz!”. Większość pociągnięć stylistycznych podyktowana jest jak najlepszą ergonomią i wygodą użytkowania. Zmiany w stosunku do poprzedniego modelu są raczej kosmetyczne, ale warto zaznaczyć, że wyszły zdecydowanie na plus. Takie detale, jak przezroczyste klosze kierunkowskazów, smuklejsza owiewka oraz dodatkowe osłony układu wydechowego, dodają elegancji, co z pewnością spodoba się grupie docelowej, bowiem ten naked nigdy nie był i nie będzie krzykliwy.
Za sterami
Deska rozdzielcza jest bardzo prosta, ale dzięki temu czytelna. Dominują tu analogowe wskaźniki prędkości, wartości obrotowej silnika oraz poziomu paliwa. Jedyne cyfrowe akcenty to podwójny licznik przebiegu dziennego oraz zegarek. Oprócz tego, pochwalić powinniśmy duże i wyraźne, podstawowe kontrolki, jak luz, ciśnienie oleju czy światła długie – prościej już się chyba nie dało. Trochę szkoda, że stylistom zabrakło polotu. Delikatne, chromowane obwódki z pewnością poprawiłyby wygląd, nie szkodząc przy tym czytelności. Warte odnotowania jest dodanie wskaźnika poziomu paliwa, którego brakowało w poprzedniej wersji.
Myślę ze autor albo nie przejechał ta Honda dłuższego odcinaka albo jego "tyłek" jest jakiś niekompatybilny :)
To prawda ze tyłek zaczyna bolec ale po 600-800 km, przejechanie na raz 1200 nie stanowi większego problemu (oczywiście poza granicami naszego kraju). Natomiast dokuczliwe nawet na krótkich dystansach są wibracje odczuwalne na podnóżkach kierowcy a przede wszystkim pasażera.
Ogólnie świetny uniwersalny motocykl do miasta i nawet dłuższej turystyki, chyba od CBF600 jest lepsze tylko CBF1000