R6 ma lepiej prezentujące się zegary – są wizualnie atrakcyjniejsze niż w Daytonie, gdzie srebrna ramka tchnie chińską taniochą, za to tzw. shift light w wydaniu Triumpha (rząd niebieskich diod) bije na głowę japoński standard – migającą, biała lampkę. Wyświetlacz Daytony jest też bardziej czytelny w porównaniu z dwoma małymi LCD Yamahy, podając niezbędne informacje w wyraźniejszy sposób.
Zdaniem złego
Zdecydowanie Daytona. Nie mam zarzutów co do Yamahy R6; jest znakomitym motocyklem sportowym, z ogromnym potencjałem, jednak reprezentuje japońską produkcję masową. Daytona jest inna, bardziej indywidualna i wyróżnia się w tłumie „plastików”, jednocześnie czerpiąc pełnymi garściami z najlepszych rozwiązań technicznych, używanych przy projektowaniu i konstrukcji motocykli sportowych. Poza tym te „Over 100 Years Heritage” jakoś do mnie przemawia…
Zdaniem zawodników WMMP:
Patryk „Kosa” Kosiniak: „Triumph jest przede wszystkim niesamowicie łatwy w prowadzeniu. Będę musiał odnieść się do Suzuki GSX-R, którym wcześniej jeździłem po torze. Porównując Daytonę do „gixa”, dostajemy w ręce o wiele lepszy motocykl. Przede wszystkim prowadzenie jest bardzo łatwe, sam się kładzie w zakręty. Kiedy już się wsiądzie na Triumpha, okazuje się być mega mały i lekki, co pozwala robić z nim co się tylko chce, o nic się nie prosi. Motocyklem nie trzeba „szarpać”, rzucać nim do zakrętu, on jedzie intuicyjnie, tam, gdzie chce tego kierowca. Pokonywanie zakrętów wydaje się zabawą, jazdą na rowerze. Jeśli chodzi o silnik, to zaspokaja on apetyt na rakietowe wyjścia z zakrętów. Już z dołu idzie jak zły, żeby budzić piekło od średnich obrotów. To niesamowity, piekielny agregat, nawet w porównaniu do 750-tki, którą „upalałem”. Hamulce o niebo lepsze od tych w GSX-R. Przede wszystkim nie puchną, jak to miało miejsce w Suzuki, przez cały wyścig hamują tak samo i pozwalają na precyzyjne dozowanie siły hamowania w zależności od potrzeb. Na koniec – pozycja na motocyklu. Mega wysoko! Nogi wysoko. To jest jedyna rzecz, która najbardziej mi przeszkadzała, ale to kwestia przyzwyczajenia. Dla mnie Daytona jest strzałem w dziesiątkę!”.
Artur „Arti” Wielebski: „W moim odczuciu R6 wypada bardzo pozytywnie. Ale po kolei. Już po pierwszych przymiarkach bardzo mi się spodobała. Łatwo było mi znaleźć odpowiednią, stosunkowo wygodną, jak na motocykl sportowy, pozycję. Po kilku prostych regulacjach wszystko jest dokładnie na swoim miejscu. Po pierwszych jazdach byłem bardzo mocno zaskoczony jak łatwo się prowadzi. Na tle Suzuki, którym jeździłem w ubiegłym sezonie, Yamaha wypada dużo lepiej. Jedzie tak, jakby praktycznie sama układała się do zakrętu, podczas gdy Suzuki dużo trudniej było nakłonić do zmiany kierunku. Przekładanie motocykla z zakrętu w zakręt też jest dużo łatwiejsze. Długo nie mogłem się do tego przestawić i zupełnie niepotrzebnie agresywnie szarpałem motocykl. Kolejnym zaskoczeniem była moc silnika. Może to kwestia innego wyważenia tych dwóch motocykli, ale już nawet seryjna R6 zaskakiwała mnie podnoszącym się przodem przy każdym mocniejszym otwarciu przepustnicy. W Suzuki tego nie było. Może przez słabszy silnik, może przez inny środek ciężkości, trudno mi to określić. Yamaha sprawia wrażenie lekkiej, totalnie poddającej się kierowcy, znacznie ułatwia szybką jazdę. Suzuki natomiast jest bardzo stabilne, trudniej zmienia kierunek, ale mam też takie wrażenie, że trudniej jest się na nim przewrócić – wybacza więcej błędów. Yamaha ma bardzo mocne hamulce, zupełnie inny świat niż w GSX-R. To pewnie za sprawą seryjnie montowanej pompy Brembo. Jeżeli chodzi o oddawanie mocy, Suzuki ma gigantyczny dół w porównaniu do R6. Ta budzi się dopiero od około 10 000 obrotów; poniżej jest dużo słabsza od GSX-R. R6 bardzo łatwo ustawia się bokiem na hamowaniu – to pewnie wypadkowa dobrego prowadzenia i wyjątkowo mocnego hamowania silnikiem. Jak dla mnie lepszym motocyklem do sportu jest Yamaha R6. Suzuki jest, oczywiście, bardzo dobry, ale mi bardziej odpowiada R6”.
Od redakcji:
Obaj zawodnicy zastrzegli jednocześnie, że ich opinie nie powinny być pochopnie odbierane jako „najazd” na Suzuki. Zarówno Patryk Kosiniak, jak i Artur Wielebski wciąż zdobywają wiedzę o motocyklach, torach i jeździe typowo wyścigowej, a każdy trening, wyścig czy spotkanie z doświadczonymi zawodnikami podnosi poziom ich umiejętności, co przekłada się na lepsze obycie z motocyklami i łatwość ich prowadzenia.
Redakcja dziękuje władzom Toru Poznań za udostępnienie obiektu w celu wykonania niniejszego materiału.
Tor Poznań, ul. Wyścigowa 3, 62-081 Przeźmierowo, tel. (061) 814-35-11
Dubstep jest już dziś bardziej skomercjalizowany niż nawet jakieś słabe R&B więc raczej nie :/
Uwazam ze pod wzgledem charakterystyki silnika akurat Daytona najlepiej sie do miasta nadaje.
Co do sprzedazy Daytony, uwazam ze mala siec dealerska wprowadza mala nieufnosc wsrod klientow oraz awaryjnosc poprzednich Triumphow. Z tym modelem tez sie przytrafiaja usterki np. reg. napiecia itp. Przymierzalem sie do tego modelu, jestem nim zachwycony ale ostatecznie kupilem GSXR-750. W sumie z 2 powodow. Po pierwsze ten motocykl jest b. maly. Przy 182cm wzrostu pozycja byla ok z powodu wysokiego siedzenia - bylo wygodnie. Ale przod motocykla jest tak nisko poprowadzony (czasza) ze przy 160-200km/h po prostu urywa mi leb. Nijak nie moglem sie poskladac za niziutka owiewka. Po drugie motocykl niezle rozgrzewa uklad wydechowy pod siedzeniem, obok ktorego zamontowany byl reg. napiecia (<--09r). Poprzednie bylo Suzuki ktore nigdy mnie nie zawiodlo i jako nastepne kupilem rowniez Suzuki. Gwozdziem do trumny mojej decyzji byly korzystne jak zawsze zreszta warunki zakupu u dealera Suzuki. Takze o zakupie innego motocykla niz Daytona zawazyly rozne czynniki. Nie wystarczy ze wygrywa na torze z konkurencja...
Co do muzyczki - akurat zgadzam sie z casus. Wyszukana :)
Nie do końca masz rację. Pytanie, czy jeździłeś takim motocyklem. Oczywiście, R6 dostaje od 10k kopa, tyle, że do tej wartości obrotowej i tak jedzie lepiej niż popularne uniwersalne 500`tki uważane za świetne do miasta, za to powyżej tej granicy teleportuje się z prędkością światła :) Oczywiście pozostaje kwestia pozycji, zawieszenia itd itp, ale... to już zupełnie inna bajka :)
co do malowania, to niebieski w połaczeniu z białym, to są od dawna kolory Yamahy...a jeśli chodzi o Suzuki, to przyjrzyj się dokładnie barwom Suzuki Racing. trochę nie te...
BTW. Suzuki dla normalnego usera zawsze będzie niedoścignione. Pod każdym względem.