OCENA UŻYTKOWNIKÓW
Honda Deauville 700kliknij i przesuń wskaźnik
Honda Deauville 700 prezentuje się naprawdę elegancko, zwłaszcza w tym malowaniu
Rzut oka na silnik i akcesoryjne światła przeciwmgielne
Czytelny w formie, klasyczny zestaw zegarów
Układ hamulcowy i dobrze spełniające swe zadanie crash pady
Kufry, które w razie potrzeby można powiększyć akcesoryjnymi pokrywami
Bezobsługowy wał napędowy
Z tyłu praktyczność wygrała ze zgrabnym wyglądem
Logo Hondy Deauville 700 - nazwa pochodzi od francuskiego miasteczka wypoczynkowego
Na tym motocyklu podróżuje się bardzo wygodnie
Wystarczy popatrzyć na zajmowaną pozycję
Opinie użytkowników Kuba Szurgot | Moja TDM 850 służyła dzielnie przez cały sezon. Woziła mnie przez blisko 10 tysięcy kilometrów. Pora, by spróbować jakiegoś innego motocykla. Kupiłem bardzo mało używaną Hondę NT700V Deauville. Pomyślałem, że ten właśnie model będzie pasował do mojego charakteru włóczykija.
Pierwsze wrażenia były ciekawe. "Rowerek Bobo" pomyślałem. Prowadzi się łatwiutko na małych prędkościach. A manewrowość jest wręcz nieporównanie większa. Zapłaciłem i pojechałem na kołach do domu. W trasie okazało się, że prawie 20KM mniej daje się odczuć. Przyśpieszenie nie to, co u Yamahy, jednak wystarcza. Mimo wszystko brakuje mi trochę tego odejścia. Gdy TDM-ką jechałem 140 km/h, to wystarczyło mocniej owinąć manetkę i motocykl skakał do przodu, jakby coś go pchało z ogromną siłą. Deauville w takiej samej sytuacji tylko zwiększa prędkość.Yamaha ma układ cylindrów pseudo-V. Tu jest prawdziwe V. Klang podobny, jednak w Hondzie dźwięk jest dużo niższy. Dziwi mnie to trochę, bo obydwa motocykle mają czerwone pole obrotomierza na tej samej wartości (8,5 tysiąca). Pewnie sprawa wydechów. Ochrona przed wiatrem W Deauville'u zdecydowanie skuteczniejsza. Wyjątkiem są stopy. W czasie jazdy w deszczu na TDM-ce miałem stopy suche, co jest o tyle dziwne, że TDM nie ma żadnych owiewek na dole. Deauville też nie ma i stopy otrzymują swoją dawkę deszczu i wiatru. Chyba zakupię dodatkowy deflektor. Reszta na wysokim poziomie. Kask mam teraz cichszy. Słyszę silnik pięknie praktycznie na każdej prędkości. Baaa... nawet słychać wyraźnie szmery ssania. W życiu nie jechałem na tak dobrze osłoniętym motocyklu. Jedynie "plecaczki" mi narzekają ciut na wibracje tylnich podnóżków. Poza tym wygoda zarówno dla pasażera, jak i kierowcy jest wyśmienita, choć TDM również jest wygodny. Po przejechaniu na Hondzie blisko 5 tysięcy kilometrów stwierdziłem, że był to dobry wybór. Żeby miała te 20KM więcej... Ech... Widocznie nie można mieć wszystkiego.
Robert Broniszewski | Mój egzemplarz jest wyposażony w ABS (zresztą w Polsce innego się u Hondy nie dostanie) i zakupione od razu dodatkowe osłony na nogi i ręce. Była to, jak wykazała praktyka, bardzo trafna inwestycja (choć nie tania) w sumie ok. 1500 zł, ale czego się nie robi dla komfortu ?! Dokupiłem też większe pokrywy do kufrów, szkoda że fabrycznie ich nie montują. No, ale Honda musi na czymś zarabiać (1300 zł- komplet)
Jak jeździ Deauville? Świetnie! Jest stabilny jak tramwaj na szynach, zarówno na prostej jak i w zakrętach. Obce mu są jakiekolwiek trzepotania kierownicą, nawet z pełnym obciążeniem. Koleiny? Byłem zdumiony jak łatwo i pewnie wyprzedza się samochody na drodze z głębokimi koleinami. Frezy? Te też nie robią na nim większego wrażenia. Zawieszenie jest dość komfortowe, a możliwość łatwej regulacji tylnego pozwala na takie dobranie sztywności, że nawet z pasażerem nie dobija. Pozycja kierowcy bardzo wygodna, wyluzowana, choć krzesełkowa.
W każdym razie, nawet po 11 godzinach jazdy z krótkimi przerwami i pokonaniu 600 km nie wymagałem reanimacji. Przy tym naprawdę rewelacyjna osłona od wiatru, na Deauvillu naprawdę nic nie wieje! Nawet pasażerowi, a tu bazuję na opinii kilku plecaczków, o dziwo w znacznie droższej Pan Europie pasażerowi główkę urywa ! Nie narzekały też one na wygodę, choć jedna przyzwyczajona do Burgmana 400 stwierdziła że tamten ma siedzisko obszerniejsze i wygodniejsze, druga to samo stwierdziła o Aprilli Atlantic 500. Fakt, te skutery kanapy maja jak sofy, choć i Deauvill nie ma się czego wstydzić i żaden z plecaczków z jazdy na nim nie zrezygnował. Wracając do tego wiatru, bez dodatkowych osłon po łapkach wieje - z nimi nic, to samo z łydkami. Naprawdę warto te dodatki kupić, poprawiają wygląd i komfort. Także i tutaj inżynierowie Hondy odwalili kawał dobrej roboty! Zdolności ładunkowe? Po wymianie pokryw wchodzi sporo, do lewego spoko zmieści się integrala, do prawego też by się zmieścił, tyle że ze względu na tłumik prawa pokrywa nie otwiera się tak szeroko jak w lewym i po prostu kasku się nie wciśnie, A fe! Wadą tych kufrów jest również to, że bez dodatkowych toreb załadunek jest kłopotliwy. Niestety nie są wypinane i nie mają też w środku gum. Torby zmniejszają te wady, ale niestety, zajmują cenne miejsce. Na szczęście zostaje go jeszcze sporo. Co do firmowego Topcasa, ładne to, ale teraz kupił bym raczej komplet od Giviego i zamiast 46l miałbym 52l Maxii, za 1/3 mniejsze pieniądze. Givi ma poza tym lepszą funkcjonalność - ten hondowski ma tak dziwną konstrukcję, że często klamoty wewnątrz są przycinane i utrudniają zamykanie. Zaletą jest przewidziane przez Hondę miejsce w stelażu na U-Lock, niestety tylko firmowy (takie specyficzne wymiary, co za pech).
Teraz napęd: skrzynia biegów pracuje z japońską precyzją, ale medal temu kto wrzuci jedynkę bezgłośnie - musi kliknąć. Za to reszta perfekt. Również trzeba przywyknąć do redukcji z 2 na 1 z międzygazem, wtedy jest bezgłośnie.
Co ciekawe w Deauvillu nie da się zmieniać biegów bez wciskania sprzęgła, konstruktorzy być może w trosce o trwałość skrzyni przewidzieli taką blokadę - może i dobrze ?! Sprzęgło pewne, precyzyjne i lekko pracujące choć na lince. Klamka ma regulację więc łatwo ją dopasować do własnej graby, podobnie zresztą jak i klamkę przedniego hamulca. Wyregulować można również zgodnie z własnymi potrzebami, dzwignię biegów i hamulca nożnego(tylno-częściowoprzedniego). Silnik oddaje moc w sposób przewidywalny, może dla tego, że koników jak na prawie siedemsetkę nie za dużo, a i masa Deauvilla spora. Co nie znaczy , że jest to muł, wręcz przeciwnie reakcja na manetkę jest co najmniej satysfakcjonująca. Warunek tylko taki, że zacząć trzeba od min. 4000 obr/min.(dla 5 biegu to 100 km/h). Spokojnie da się jechać na 5-tce i 70 km/h, ale próba przyśpieszania zakończy się szarpaniem napędu. Silnik Deauvilla mimo że V-twin z elastycznością czoperów nie ma nic wspólnego - trzeba go kręcić. Powyżej 5000 obr/min to już jest ogień, aż do 8000 liniowo. Wyżej też można, aż do 9000 kiedy elektronika odcina zapłon. Nie warto tego jednak robić, bo moment obrotowy maleje. Ogólnie kardanowy napęd Deauvilla, świetny bo praktycznie bezobsługowy, jest sztywny i trzeba jadąc wolno bądź manewrując z niewielkimi prędkościami stosować półsprzęgło, bo jak nie, to szarpnie i zgaśnie. Zdarzyło mi się to np. przy przejeździe przez leżących policjantów i niestety przy zawracaniu, a w pochyleniu takie nagłe STOP kończy się położeniem Deauvilla. Jest on niestety dość ciężki i powyżej pewnego kąta nóżką się już nie podeprze. W takiej sytuacji pomagają i chronią fabrycznie zamontowane craschpady, Deauville'a bezpiecznie spocznie na nich i na krawędzi kufra. I tu ciekawostka, stary Deauville miał doły pokryw kufrów czarne, co teoretycznie miało zabezpieczać przed rysowaniem. Nowy ma całe lakierowane. Na początku myślałem ze to gorzej, ale okazuje się, że nie!
Łatwiej naprawić drobne odpryski czy ryski na lakierze niż na plastiku o fakturze gęsiej skórki, wystarczy tylko pędzelek i ewentualnie odrobina szpachlówki. Wracając do silnika, na początku byłem nim nieco rozczarowany, bo jakoś nie czułem tych 65 KM, do czasu aż minęło 3000 kilometrów. Zaczął wtedy żwawiej jeździć, a i palić prawie litr mniej !!!
Tak więc cierpliwości, warto Deauvilla dobrze dotrzeć zanim da mu się w palnik. Teraz buja się do 190 km/h na zegarze i pali 4.2 - 4.9 litra/100 km. ta druga wartość to już dla 2 osób i przelotowej na poziomie 140 km/h. Jest to zresztą najlepsza dla Deauvilla prędkość. Silnik ma najmniejsze wibracje (ok. 6000 obr./min), a reakcja na manetkę jest bardzo szybka i z wyprzedzaniem nie ma wtedy kłopotu. Powyżej 140 km/h, dobrze obudowany Deauville stanowi spory opór dla powietrza i zaczyna więcej pić, ale nawet przy naprawdę ostrej jeździe nie przekroczyłem średniej 5.8 litra/100 kilometrów. W każdym razie, jadąc normalnie, przejechanie 300-340 km pomiędzy tankowaniami nie jest żadnym problemem, a ilość pozostałego paliwa (z reguły 2-3 litry.) zapewnia komfort szukania stacji z tańszą wachą.
Co jest jeszcze rewelacyjne: lusterka - duże na odpowiedniej wysokości w których widać WSZYSTKO, lepszych nie widziałem.
No dobra. Piszę i piszę, malując tu obraz ideału, no, ale aż tak dobrze nie jest. Deauville ma też wady:
największą jest bardzo głębokie umieszczenie stacyjki,. Niby nic, ale jak ma się oprócz klucza, pilota i jeszcze parę innych rzeczy to zdarza się, że się to tak zaplącze, pomiędzy stacyjką i wspornikami kierownicy, że nie idzie wtedy ani przekręcić, ani wyjąć!
Druga wada to reflektor, nie, nie jest zły, na długich, kiedy świecą oba, jest wręcz rewelacyjnie, ale dlaczego światło mijania jest tylko jedno? Tego już nie rozumiem. Przydałoby się więcej światła.
Dla kogo jest więc Deauville? Ano dla takich jak ja, szukających pewnego, trwałego, o niekłopotliwej obsłudze (w Deauvill'u... olej wymienia się co 12 000 km!) sprzętu, zapewniającego dobre właściwości jezdne, ekonomię i komfort jazdy. Nie da się ukryć że Deauville nie ma w swojej klasie (cenie) konkurencji. Na pewno nie jest to sprzęt dla młodych poszukiwaczy osiągów, raczej dla dojrzałych włóczykijów.
A i jeszcze jedno bo niektórzy mylą to nie jest Devill - diabeł, tylko Deauville (czytaj Dowill) - to miejscowość i gmina we Francji, w regionie Dolnej Normandii, w departamencie Calvados... Ale czasami z niego diabełek wychodzi, oj wychodzi.
Bycie żywą legendą to czasem naprawdę kiepska sprawa. Zauważyliście, że wszyscy superbohaterowie mają zwykle spaprane życie prywatne? Właśnie z takim problemem musieli zmierzyć się...