Jakby tego było Wam mało i do głowy przyszłoby Wam porozrabiać, to proszę bardzo… Guma? Pierwszy, drugi czy trzeci bieg – co kto lubi! Chcecie powerslide’ów na wyjściu z zakrętu? Nic prostszego! Wystarczy zdecydowanie odwinąć manetkę i trzymać się kierownicy. Motocykl przy zabawach na przednim i tylnym kole tudzież robieniu zadymy czuje się jak przysłowiowa ryba w wodzie… Nie tylko nie daje przy tym cienia sprzeciwu, ale zdaje się ciągle prosić o więcej!
Warto też wspomnieć, że silnik zdecydowanie nie narzeka na brak apetytu. Spalanie na poziomie 8,5–9 l/100 km w trasie przy dynamicznej jeździe z prędkością rzędu 160–180 km/h to norma. Przy typowym „terrorze miasta” wyniki na poziomie 12–13 l na setkę to naprawdę pikuś i żaden wyczyn. Częste wizyty na stacjach przestały mnie dziwić już po dwóch wieczorach w siodle. Cóż, motocykl musi solidnie „zjeść”, żeby mógł dać coś w zamian…;)
Skrzynia biegów działa bez zarzutu, choć moim zdaniem jest zestopniowana odrobinę „za ciasno”. Biegi, szczególnie pierwsze, są po prostu nieco za krótkie. Można do tego przywyknąć, ale narzucając ostre tempo trzeba się bardzo namachać lewą stopą, a przy takim zapasie mocy i momentu obrotowego wydaje się to być trochę pozbawione sensu.
Hamulce, choć niekonwencjonalne, nie ustępują w niczym tradycyjnym układom. Są mocne, łatwo dozowalne i wystarczająco odporne na przegrzanie. Motocykl seryjnie wyposażony jest w przewody hamulcowe w stalowym oplocie, co dodatkowo poprawia precyzję ich działania i podnosi próg zmęczenia cieplnego. Spokojni mogą być także wszyscy ci, którzy obawiają się ściągania motocykla na prawą stronę przy hamowaniu. Efekt taki po prostu nie występuje nawet przy bardzo intensywnym heblowaniu czy jeździe na przednim kole. Przy stoppie bardziej dokucza zbyt miękki i mocno nurkujący widelec przedniego zawieszenia.
Z nieukrywaną radością i czystym sumieniem mogę dziś powiedzieć, że CR-ka Buella jest rasowym Cafe Racerem. Nie jest to kolejny motocykl typu „wanna be”, który nadaje się do wszystkiego, czyli... do niczego. Jest to sprzęt z prawdziwym charakterem i udowadnia to na każdym kroku. Motocykl został stworzony dla konkretnych facetów, którzy wiedzą czego chcą. Zdecydowanie nie jest to sprzęt dla początkujących i średnio wprawnych riderów. Śmiem twierdzić, że w bardzo wielu sytuacjach byłby dla takich jegomości bardziej niebezpieczny niż którykolwiek z topowych litrowych supersportów! Jego żywiołem nie są trasy, tory wyścigowe czy codzienna przepychanka z samochodami w korkach. Do takich rzeczy wymyślono lepsze motocykle.
To jest prawdziwa „Buła” z piekła rodem, wypiekana w czarcim piecu, a jej środowiskiem naturalnym jest uśpione nocą miasto. Tylko tam może toczyć walkę ze śmiałkiem, który jej dosiądzie i z innymi odważnymi, którzy podejmą wyzwanie rzucane przez diabelski duet, jaki można z tym motocyklem stworzyć. Jeśli ktoś tego nie czuje… Cóż, zdecydowanie nie powinien patrzeć w kierunku tego motocykla i raczej rozejrzeć się za zwykłym, przeciętnym, spokojnym, wygodnym, japońskim nakedem, pędzonym małym rzędowym silnikiem.
Szkoda tylko, że w obliczu problemów finansowych grupy H-D okazało się, że, zgodnie z oficjalnym oświadczeniem producenta, motocykle marki Buell znikną z rynku.