Niżsi kierowcy uśmiechną się na wieść o nisko umieszczonej kanapie – na postoju możemy się pewnie oprzeć o podłoże całą stopą, bez problemu trzymając w ryzach ponad 300 kilo.
Pozycja za kierownicą jest wygodna i neutralna. Mimo wysuniętych do przodu podnóżków, nie miałem problemu ze znalezieniem miejsca dla siebie. Zestaw zegarów jest ładny i czytelny, a dodatkowo na konsoli znajdziemy mały komputer pokładowy pokazujący podstawowe dane, takie jak: czas, pozostałe paliwo w zbiorniku w formie poziomych słupków czy teoretyczny zasięg.
Silnik to kolejny element, który wprawia nas w dobry nastrój. W zasadzie trudno mu cokolwiek zarzucić. Rzędowy twin pracuje bardzo równo, nie generując przy tym prawie w ogóle wibracji. Jednocześnie ewenementem w dobie normy emisji spalin Euro 3 jest bardzo atrakcyjny dźwięk, wydobywający się ze standardowych puszek układu wydechowego. O osiągi nie musimy się martwić, bowiem spory moment obrotowy dostępny już przy 2750 obr./min sprawia, że bez specjalnego kręcenie manetką pojazd żwawo wyrywa do przodu. Oczywiście, bez przesady. Nawet po gwałtownym odkręceniu gazu opona nie będzie za sobą zostawiać czarnych krech i siwego dymu, za to trzeba pamiętać, że pasuje to do ogólnej koncepcji pojazdu jako prostego i bezstresowego w prowadzeniu.
Na sprzęgło i skrzynię biegów też trudno byłoby narzekać. Jedynym mankamentem była, według mnie, nieco za głośna praca podczas zmiany biegów. Pomijając standardowy klik przy wrzuceniu jedynki, nawet te wyższe czasem oznajmiały nam „zapięcie” charakterystycznym stukiem, choć zważywszy na niski przebieg egzemplarza (zaledwie 400 km) domyślam się, że takie rzeczy się jeszcze dotrą.
Układ hamulcowy opiera się na dwóch tarczach z czterotłoczkowymi zaciskami Nissin z przodu i jednej tarczy z dwoma zaciskami Brembo z tyłu. Jak na tę klasę motocykli, jest jak najbardziej skuteczny, choć trzeba przyznać, że, zwłaszcza z przodu, przydałoby się nieco więcej precyzji działania. Pamiętajmy, że dopłacając 2600 zł otrzymamy wersję z systemem ABS.
Na koniec
Podsumowując, według nas Triumph Thunderbird to bardzo przemyślana konstrukcja bez szczególnych wad, za to z całą masą zalet i własnym, odmiennym od japońskiej masówki stylem. Choć cena na poziomie 56 900 zł (59 500 zł ABS) nie stanowi specjalnej zachęty, to można uznać, że zawarto w niej też swego rodzaju indywidualizm, który przecież dla miłośników tego typu maszyn jest bezcenny.
rocket, speed triple, daytona...