Przyspieszenie…
Kawasaki ER-6f napędzane jest czterosuwowym, rzędowym, dwucylindrowym silnikiem, z czterema zaworami na cylinder, o pojemności 649 ccm. Zieloni z tej jednostki wygenerowali moc 72,1 KM dostępne przy 8 500 obr./min i moment obrotowy sięgający 66 Nm przy 7 000 obr./min. Niemałe stadko kucyków pod owiewkami ciągnie bardzo dobrze i równo. Moc jest oddawana liniowo, szczególnie w niskim i średnim zakresie obrotów. Reakcja na gaz jest wtedy wyjątkowo przyjazna szczególnie dla mało doświadczonych kierowców. Nie będzie tutaj żadnego szarpania łańcuchem, czy nerwowości w trakcie rozpędzania się. Jeżeli liczyliście jednak, że w pewnym zakresie obrotów w motocyklu obudzi się dzika bestia, co sugerowałby nieco sportowy wygląd maszyny, to niestety poczujecie się zawiedzeni. ER-6f całkiem sympatycznie przyspiesza, jednak nie doprowadzi Was do drżenia kolan i rąk po zejściu z siodełka. Zresztą ten model Kawasaki nie do tego jest przeznaczony. Taka charakterystyka doskonale natomiast sprawdza się w mieście kiedy prędkości, mówimy tu oczywiście o jeździe podczas największego natężenia ruchu, nie są zbyt wysokie. Tu właśnie zielony motocykl czuje się jak w domu.
Aby poprawić komfort i zmniejszyć drgania podczas jazdy zastosowano gumowe elementy w górnych miejscach mocowania silnika, podobnie jest przy kierownicy. Rzeczywiście dało to bardzo przyzwoite wytłumienie i żadne drgania nie irytują podczas nawijania kilometrów.
Również skrzynia biegów działa bez zarzutu. Sprzęgło jest dość miękkie i nie doprowadza kierowcy do chronicznego bólu reki. Przełożenia są dość krótkie, a biegi wchodzą płynnie i trzeba by się bardzo postarać żeby jakiś przebić. Jedynym mankamentem jest głośne „klonk” i lekkie szarpnięcie, które towarzyszy nam przy każdorazowym zapinaniu jedynki, jednak jest to bolączka bardzo wielu maszyn.
Zielony turysta
Pełne owiewki i dość wysoka szyba sugerują, że ER-6f będzie dobrze sprawował się w dłuższej trasie. Okazuje się jednak, że niekoniecznie jest to prawdą. Na tylnym siedzeniu ciężko jest zamocować bagaż. Pod siodłem trudno jest bowiem znaleźć dogodne miejsce do przyczepienia haczyków tzw. pajączka. Duży plus można dać jedynie za spore uchwyty dla pasażer, który nawet po przejechaniu kilkunastu kilometrów będzie czuł się w miarę komfortowo.
Dłuższa jazda ujawnia też kiepskie wyprofilowanie przedniej szybki. Strugi powietrza opływające ją i trafiające na kask powodują, że skorupa wykazuje ochotę do urwania głowy motocykliście, a przynajmniej mocnego poprzerzucania jej na boki. Jest to wyjątkowo denerwujące. Wydaje się, że sytuację mogłaby uratować nieco wyższa przednia szybka lub jej inne ukształtowanie. Pełne owiewki, które doskonale sprawdzają się w mieście nie najlepiej radzą sobie na trasie. Nogi kierowcy są zbyt mało chronione, a jak na drodze złapie nas deszcz, możecie być pewni, że wszystkie krople spadające z owiewki będziecie mieć na nogach.
Miasto odporny
Trzeba przyznać jednak, że Kawasaki ER-6f ma więcej plusów niż minusów o ile potraktujemy go przede wszystkim jako motocykl do codziennego użytku i tylko sporadycznie zabierzemy w długą trasę. To właśnie w mieście i przy codziennej eksploatacji ta maszyna da swojemu kierowcy najwięcej frajdy z jazdy. Motocykl polecałabym szczególnie mało doświadczonym kierowcom, którzy szukają przyjaznej maszyny, na której będą mogli dalej szlifować swoje umiejętności. Także doświadczony kierowca doceni ten jednoślad za łatwość prowadzenia i ekonomikę. Zielona maszyna pali bowiem nieco ponad 5 litrów na 100 km.
Zatem jeżeli szukacie motocykla służącego do codziennej jazdy, przyjaznego kierowcy, z bardzo przyzwoitym stadkiem koni mechanicznych pod owiewkami i na dodatek w rozsądnej cenie, swoje kroki zdecydowanie powinniście skierować do salonu Kawasaki.
Jedyne minusy brak wskazania jaki mamy włączony bieg i brak centralnej stopki. Piszą też, że szybka nie osłania głowy od wiatru, ale to głównie za miastem i powyżej 140km/h. Pozostaje wymiana na akcesoryjną (270-450zł w zależności od firmy). Poza tym wygodna pozycja do jazdy miejskiej i same plusy.
Tak jak "pavulon" przymierzałem się do SV ale trochę niewygodna pozycja.
Już nie mogę się doczekać sezonu.
Design od 2009 roku niszczy konkurencję. Piękny sprzęt, żadne bandity czy xjoty nie mają szans.
Sprzęt marzenie, modlę się tylko żeby nadal go produkowano, gdy będzie mnie na niego stać. :|
ER-6f w kolorze Lime Green = EPIC!
Brawa dla ekipy z Akashi.
"Tak wysokie wyniki osiągam tylko w sytuacjach, kiedy motocykl jest użytkowany dość intensywnie, czyli dużo szybkich przyspieszeń. jazda na wysokich obrotach."
Chyba sam rozwiałeś swoje wątpliwości :)
Szkoda, że teście nie opisano działania ABSu oraz nie podano ceny jednośladu.