Jestem pewien jednej rzeczy: oprócz tego, że inżynierowie z BMW chcieli pokazać, co można wykrzesać z klasycznego boksera, to jeszcze zapewne siedzieli wtedy w knajpie podczas obchodów Oktoberfest, a styliście wpadła w oko obszerna panna przywodząca na myśl NRD-owskie lekkoatletki. I pewnie miała na imię Helga.
Stylista/designer udał się pewnie z ową pannicą na kolację połączoną ze śniadaniem, a w międzyczasie był uduszony i miażdżony w mocarnym uścisku jej muskularnych ramion i ud. Wynikiem tych traumatycznych przeżyć jest połączenie koncepcji boksera High Performance ze stylistyką godną Quasimodo lub nasterydowanego babochłopa.
Oto, moi Państwo, HP2 Sport – najbardziej nieracjonalny i dziwny, seryjnie produkowany motocykl sportowy. Dlaczego nieracjonalny? Cóż, o ile znane od dłuższego czasu HP2 Enduro znalazło odbiorców, a co najważniejsze, dawało się nim skutecznie ganiać po bezdrożach, chociaż głównie na wprost, a Megamoto okazało się skutecznym miejskim killerem mogącym stawać w szranki z Hypermotardem Ducati i pochodnymi, o tyle w przypadku wersji Sport nie mogę znaleźć uzasadnienia powstania tego motocykla. Albo konstruktorzy mieli wolne zasoby euro w budżecie na wygłupy, albo bardzo chcieli udowodnić całemu światu, że stworzą coś, co w naszych czasach będzie niesamowicie pociągającym wybrykiem natury.
Stylistycznie – po niemiecku
Nie ma co się długo nad tym zastanawiać, jest obszernie i nietuzinkowo. Większość osób, które pytałem o wygląd HP2 Sport, podkreślało, że jest to sprzęt okrutnej urody. Obszerna czasza obejmuje lampę żywcem wyjętą z GSXR 1000 K1, a zadupek przeznaczony jest tylko i wyłącznie dla jednej osoby, w porównaniu z resztą jest filigranowy i wygląda jak kusy, przycięty ogonek wściekłego pittbulteriera. Ekstrawagancko!...motocykl wprost ocieka przepychem wysokogatunkowych komponentów i przywodzi na myśl jeżdżący worek pieniędzy...
Skoro o samym wyglądzie mowa, nie można pominąć elementów wyposażenia motocykla. Widać, że nikt długo się nad tym nie zastanawiał. Zażądano po prostu najlepszych komponentów i w ten sposób możemy odnaleźć osprzęt Gilles Tooling (sety, dźwignie, kierownice), Magura (pompy hamulcowe i sprzęgłowa), Brembo (układ hamulcowy z zaciskami typu Monoblock z przodu), Ohlins (zawieszenia) czy wreszcie ręcznie wykonaną karoserię zrobioną w całości z włókna węglowego (będę strzelał, najprawdopodobniej celnie, że jest to produkt Becker Carbon, firmy, która dostarcza komponenty z karbonu m.in. dla BMW). Motocykl wprost ocieka przepychem wysokogatunkowych komponentów i przywodzi na myśl jeżdżący worek pieniędzy. Jak sobie do tego wszystkiego dorzucimy wyświetlacz 2D, który informuje kierowcę o wszystkich parametrach pracy motocykla, przebiegach, spalaniu, zakresach obrotowych silnika, zapamiętuje dane czasów okrążeń (ręczny laptimer) i długości jazdy, to mamy już pełnię szczęścia i coś, co zakrawa na ulicznego superbike.
Jak to wszystko zjeść?
Sam nie wiem, jak powinienem określić moje nastawienie do tego sprzętu zanim zasiadłem za sterami, bowiem wywoływał iście mieszane uczucia. Z jednej strony pociągał wszystkimi smaczkami i nietypowością, z drugiej jednak właśnie ta nietypowość okazywała się tym, co mogło natychmiast zdyskwalifikować HP2 Sport i zrobić z niego pokrakę.
Pierwszy raz zasiadłem na HP2 Sport pod siedzibą BMW Polska, gdzie odebrałem kluczyki z rąk samego szefa działu Motorrad, Roberta Domańskiego. Robert podkreślał, że motocykl jest świetnie wykonany, wręcz topowy, ale dla niego i wielu innych osób, które nim jeździły, okazał się zbyt radykalny w swoim przeznaczeniu. Wierzyłem Robertowi na słowo, bo wtedy jeszcze nie znałem możliwości Sporta. Pierwszy przelot to dosyć krótka, mieszana (miasto–trasa) droga, dzieląca siedzibę BMW Polska od moich domowych pieleszy, zawsze pozwalająca zaznajomić się z dosiadanym sprzętem. Spokojnie i bez większych wygłupów dokonałem skoku w czasie i przestrzeni (w czasie, gdy jechałem, przestrzeń umykała mi pod kołami). Jednak najważniejszy sprawdzian dla mnie i HP miał dopiero nadejść.