Po kilkuletniej przerwie bawarski koncern powrócił do produkcji najmniejszego przedstawiciela rodziny GS. Nowy model zmienił nazwę (wcześniej nazywał się F650GS), przeszedł lekki lifting… i to by było na tyle.
Wsiadając po raz pierwszy na ten motocykl, byłem zaskoczony jego małymi gabarytami. Przy moim wzroście 184cm czułem się o dwa rozmiary za duży. Od razu widać, że nie znajduję się w grupie docelowej tego modelu. Na sprzęcie najlepiej mają czuć się początkujący oraz kobiety, a kanapa dostępna nawet już na wysokości 750mm ułatwia sprawę.
Za sterami
Deska rozdzielcza jest połączeniem ciekłokrystalicznego wyświetlacza, analogowego prędkościomierza i kilku kontrolek. Po przekręceniu kluczyka nieco zaskakuje sposób wyświetlania obrotomierza, który nie dość, że jest nieczytelny, to jeszcze reaguje z lekkim opóźnieniem. Poza nim wszystko gra, a na wyświetlaczu znajdziemy jeszcze tylko 3 informacje: dwa przebiegi dzienne i godzinę. ...mały GS wydaje się bardzo lekki i poręczny. Bajecznie łatwo wchodzi w zakręty oraz daje się przerzucać z jednego pochylenia w drugie...
Podczas konstruowania przełączników na kierownicy kierowano się metodą minimalistyczną. Przy prawej dłoni znajdują się jedynie wyłącznik zapłonu i rozrusznik, przy lewej natomiast światła, klakson, kierunkowskazy i uwaga, wyłącznik ABSu. A wierzcie mi, to najczęściej używany przycisk podczas jazdy poza asfaltem. Dziwnym rozwiązaniem jest zamienienie miejscami klaksonu i kierunkowskazów w porównaniu do standardowych rozwiązań. Jak można łatwo przewidzieć, przy pierwszym podjeździe do skrzyżowania niechcący strąbiłem poprzedzającego mnie kierowcę.
Testowany sprzęt był także wyposażony w grzane manetki. Przycisk uruchamiający tę funkcję znajduje się zaraz przy desce rozdzielczej, obok świateł awaryjnych. Sama kierownica jest szeroka, zapewniająca pewny chwyt i kontrolę nad motocyklem. Jej szerokość może być niewielkim utrudnieniem podczas przeciskania się w korkach, jednak wystarczy trochę wprawy i ze wszystkim można sobie poradzić.
Przejdźmy teraz do podparcia dla stóp. Seryjnie montowane podnóżki w BMW G650GS są jednymi z najcieńszych, jakie widziałem. Szerokością były zbliżone do ludzkiego kciuka. Standardowo są w nich zamontowane gumowe nakładki, które łatwo można wyjąć przy terenowych przejażdżkach. Odległość między nimi a kanapą jest niewielka, co wymusza mały kąt ugięcia kolan podczas jazdy. Jest to jednak związane z ogólnymi niewielkimi gabarytami motocykla.
Będąc przy kanapie; ta jest duża i dość wygodna. Siedziska kierowcy i pasażera są połączone. Kanapa zapewnia solidne podparcie dla naszych czterech liter, i to się chwali. Spokojnie możemy na niej spędzić cały dzień podróżując.
W drodze
Czas na pierwsze jazdy! Po naciśnięciu rozrusznika rozlega się radosne pyrkanie jednocylindrowca. Na obroty wkręca się żwawo, choć na wyższych obrotach dźwięk dochodzący z „dwóch” końcówek wydechu nie jest zbyt przyjemny. Celowo użyłem cudzysłowu, gdyż pomimo fizycznej obecności dwóch końcówek, spaliny wydostają się tylko przez jedną. Ta druga to tak naprawdę katalizator, który miał chyba także pełnić rolę wypełniającą przestrzeń pod kanapą. Ot tak, żeby było ładnie i symetrycznie.
Pierwszy poważny zgrzyt pojawił się przy próbie ruszenia. I to dosłownie, gdyż taki właśnie dźwięk towarzyszył wbiciu jedynki. Skok dźwigni zmiany biegów jest przeraźliwie duży, a sama pięciostopniowa skrzynia bardzo nieprecyzyjna. Niejednokrotnie wpadały mi międzybiegi, co było strasznie irytującym zjawiskiem. Irytującym oraz niebezpiecznym, bo co by było, gdyby taka sytuacja miała miejsce podczas wyprzedzania? Mam nadzieję, że to była przypadłość tylko naszego, już chyba nieco zmęczonego życiem egzemplarza.
Gdy już wynegocjowałem ze skrzynią zapięcie odpowiedniego biegu, ruszyliśmy w drogę. Muszę przyznać, że miło się tutaj zaskoczyłem. Mały GS wydaje się bardzo lekki i poręczny. Bajecznie łatwo wchodzi w zakręty oraz daje się przerzucać z jednego pochylenia w drugie. Jest jednak jedno „ale”. Gdy już się w tym pochyle znajdziemy, motocykl nie jest stabilny; ma tendencje do bujania. Jest to wina zbyt miękko zestrojonego zawieszenia, które owszem, dobrze wybiera dziury, jednak kosztem stabilności. Napięcie wstępne sprężyny tylnego amortyzatora można wygodnie regulować pokrętłem znajdującym się przy prawej nodze. Patent bardzo wygodny i zdający egzamin. Niestety, przedni widelec nie ma możliwości regulacji.
GS to motocykl który ma być konkurencja dla takich maszyn jak V-Strom choć i to nie do końca (marny piec). Ale to przede wszystkim maszyna na miasto i do codziennej jazdy. A tu 48 koni wystarczy.
Litry w offroadzie, chciałbym to zobaczyć :P
W moim przekonaniu ten motocykl już jest nudny, a nie się zrobi. Ale to moje prywatne zdanie. A co do tego, że ma być na wiele sezonów. Będzie jeżeli tylko właściciel sobie tego zażyczy, bo to dobra konstrukcja. Jego subiektywna nudność nie wyklucza możliwości użytkowania go przez wiele lat.