W latach 1956–1959 wyprodukowano ok. 10 000 egzemplarzy M07. Model M10 oficjalnie wprowadzono do produkcji w grudniu 1959 roku, jednak pierwsze 20 000 szt. modelu M10, wyprodukowanych w latach 1960–1961, posiadało jeszcze niektóre cechy z poprzedniej wersji; przykładem może być przednia lampa. Motocykle Junak posiadające cechy obydwu modeli nazwane zostały „przejściówkami”.
Konstrukcja, opracowana w latach 1951–1952 w Biurze Konstrukcyjnym Przemysłu Motoryzacyjnego przez zespół fachowców pod kierunkiem Pana Ignatowicza, przewyższała w owym czasie wiele motocykli renomowanych, światowych firm. Nic w tym dziwnego, skoro tworzyli go doświadczeni konstruktorzy, opierając się na przedwojennych dokonaniach zespołu Pana Rudawskiego, niezwykle utalentowanego konstruktora, "ojca" polskich motocykli Sokół. Stąd tak wiele podobieństw w konstrukcji silnika Junaka do Sokoła 500 i 600. Przy konstrukcji wzorowano się także na rozwiązaniach konstrukcyjnych, takich motocykli jak: angielskie AJS, BSA, Triumph czy Norton, choć nie bez wpływu konstrukcji niemieckich.
Wiele Junaków wyeksportowano na Węgry, do Bułgarii, Turcji, Wenezueli, Mongolii i na Kubę. Junaki sprzedawano także w USA, w tym model szosowo-terenowy Scrambler oraz 21 sztuk wykonanych na specjalne zamówienie, z wyposażeniem wzbogaconym o sakwy, gmole i dodatkowe oświetlenie (fabryczne oznaczenie: "Motocykl Junak M10 de Lux").
Jarek Niedopytalski z Nowej Wsi Małej koło Grodkowa zajmuje się Junakami od kilkunastu lat i wie o nich wszystko. Jako miłośnik marki poświęca się odbudowywaniu tego typu motocykli; robi to pieczołowicie i z najwyższym kunsztem. Dlatego też historia tej maszyny jest nam dość dobrze znana. Podzespoły z plombami, fabrycznymi oznaczeniami i podniecającymi każdego kolekcjonera opisami z 1960 roku znajdowały się u jakiegoś „zasłużonego” obywatela Warszawy, który nie wiedział co z tym wszystkim począć. Skarbów było wiele; pozwalały złożyć praktycznie cały motocykl. Na jego trop trafił przez swojego znajomego wspomniany Jarek, którego największym marzeniem było posiadanie nówki sztuki. Najbardziej intrygujące, niczym podchoinkowy prezent, było najcięższe z pudeł, zawierające zestaw do samodzielnego montażu „silniora”. Nigdy „nie kopanego i nie przegazowywanego” fabrycznie nowego serca motocykla. Prawdziwa gratka, prosto z Wytwórni Sprzętu Mechanicznego w Łodzi, jeszcze sprzed montażu do kupy, a zarazem sprzed kontroli technicznej. Ponawianie próśb do Warszawiaka o sprzedanie tych wszystkich zabawek trwało wiele miesięcy. W końcu zgodził się, ale pod warunkiem zapłacenia tzw. zaporowej ceny. Ta kwota wiele lat temu wynosiła 1600 zł. Operacja wymagała jeszcze skompletowania kilku brakujących drobiazgów, a następnie rozpoczął się żmudny proces piaskowania, malowania i składania. Trzeba zaznaczyć, że wszelkie odlewy aluminiowych części posiadają oryginalną, fabryczną fakturę.
Gotowa maszyna pozwoliła uruchomić się od razu. Pracowała dobrze. Według właściciela iskra świecy „waliła” pięknie, oliwa pompowana przez magistrale do głowicy smarowała znakomicie, motocykl miał znaczną moc, lecz wymagał regulacji. I ten dźwięk, którego nie da się podrobić... Po rozgrzaniu się silnika zdarzało mu się jednak niespodziewanie kichnąć i zgasnąć. Jarek rozpracował problem, wskazując na „walniętą” cewkę na iskrowniku, którą po prostu wymienił.