Niebawem udało się kupić silnik o pojemności 750 cm³, który został całkowicie odremontowany i dopieszczony do ostatniego zaworu. Ponieważ jednak ten model „Harysia” z 1942 roku zawiera ponad 4000 skatalogowanych części, jego właściciel wciąż natrafia na nowe elementy. Z tego też powodu odbudowa motocykla trwa właściwie do dziś i do konstrukcji dołączane są kolejne detale wyposażenia dodatkowego.
Zagadał za trzecim razem.
Pierwszy raz miał miejsce w garażu. Trwające przez trzy lata chromowanie, lakierowanie, skręcanie i podłączanie poszczególnych części to dość długa gra wstępna, po której pierwsze odpalenie jest czymś więcej niż siedmiomilowym krokiem. A przecież to, co najlepsze, podobnie jak w małżeństwie, miało nadejść dopiero później. Dźwięk budzącego się do życia silnika zaintrygował sąsiadów. A właściwie sąsiadkę, panią Gertrudę, która rozjuszona piekielnym hałasem nakryła Marcina nad wibrującym motocyklem w niedwuznacznej pozycji. W dodatku, ze śrubokrętem w dłoni. Od tej pory operacje na sercu motocykla musiały odbywać się na wolnym powietrzu....Sunąc ulicami, Marcin i jego motocykl mają w sobie coś z mitu jeźdźca... Świetną okazją była nauka jazdy na wskrzeszonym sprzęcie. Pierwszą, większą ekspedycją Marcina był wyjazd do kolegów w Krapkowicach, po której nabrał on takiego zaufania do swojego motocykla, że od tamtej pory, przez pięć lat do dziś, pokonał na nim dystans 30 000 km. Po drodze było mnóstwo rajdów dla pojazdów zabytkowych, zarówno w Polsce, Czechach i w Niemczech. Zaszczytne wysokie miejsca i nagrody, w tym również za najdłuższe, pokonane trasy. Ponieważ w konstrukcji tego „Hadeka” przewidziano same duże, calowe śruby i nakrętki, właściciel szybko doszedł do wniosku, że do jego napraw nie wystarczą tylko kombinerki i śrubokręt. Oznaczało to tyle, że w przypadku poważniejszej awarii, „interwencja polowa” i tak nie przyniosłaby żadnego skutku. Dlatego Marcin nie zabiera ze sobą w trasę większej liczby narzędzi. Konstrukcja motocykla jest na tyle prosta, że gwarantuje niezawodność i w tym przypadku teoria sprawdza się praktyce.
Styl Brudnego Harry’ego?
Sunąc ulicami, Marcin i jego motocykl mają w sobie coś z mitu jeźdźca. Lekko pochylona sylwetka kierowcy, szerokie siodło, głębokie błotniki, pękaty zbiornik paliwa, chromy i szeroka kierownica to charakterystyczne cechy maszyn spod znaku H-D. Rzeczywiście, zdarza się, że motocykl czasami gęsto zakopci przy schodzeniu z obrotów na zamkniętym gazie. Tak ma być. Zdarza się, że rama niemal jęknie pod wpływem najechania twardo zawieszonym tylnym kołem na nierówność drogi, ale tak też ma być. Zdarza się, że ktoś przechodzący obok tego motocykla nie zwróci na niego uwagi. I tak też może być. Taki ktoś nie zdaje sobie jednak sprawy, że alianci ratowali swe życie kładąc na ziemi wojskową odmianę tego motocykla i chowając się za stworzoną w ten sposób barykadą strzelali do atakującego wroga. Prawdopodobnie nie zdaje sobie także sprawy, że dzięki cywilnej wersji tego motocykla faceci wydatnie wpływali na wzrost populacji wyludnionej wojną Europy.