Od dawna w mojej głowie rodził się pomysł, aby pojeździć czymś zgoła odmiennym od enduraków, z którymi mam do czynienia na co dzień.
Liczyłem, że uda się pożyczyć do testów jakieś wyczynowe 450, jednak tegoroczna długa zima wystraszyła właścicieli i wszystkie motocykle stały na podnośnikach, czekając na pierwsze jaskółki i powiew wiosennego wiatru. Dzięki temu na mojej drodze pojawiła się znana wszystkim miłośnikom hard enduro, prawdopodobnie najbardziej popularna w naszym kraju w tym segmencie, WR250F z 2004 roku. Chęć obcowania z tą maszyną nie była szczytem moich marzeń, bo czegóż mógłbym się spodziewać po pojemności silnika zaledwie 250 cm3. Po kilkudziesięciu minutach jazdy stwierdziłem jednoznacznie – było warto! Yamaha wycisnęła ze mnie siódme poty i pokazała, że w tej zabawie nie chodzi wcale o pojemność, a jedynym ograniczeniem stają się nasze umiejętności.
Na pierwszy rzut oka
Ocena wyglądu motocykla stricte terenowego jest bardzo subiektywna; niewiele można napisać o walorach estetycznych takiego pojazdu. On ma po prostu jeździć – nie wyglądać.
Ćwiartka ze stajni trzech skrzyżowanych kamertonów, tradycyjnie już w niebieskiej kolorystyce, nie rzuca się w oczy niczym szczególnym. Ot, typowe hard enduro, minimalizm w każdym calu. Szczątkowe oświetlenie, brak zegarów i kontrolek, smukła sylwetka i wąskie, twarde jak bukowa deska siedzenie, wchodzące na zbiornik paliwa. Standardowa kierownica o stałej średnicy 22 mm jest na odpowiednim poziomie, jednak dla wyższych motocyklistów zalecam jej podniesienie. Osłony boczne wydają się przy całym motocyklu bardzo szerokie i obszerne. Skrywają pod sobą chłodnice, robiące wrażenie rybich skrzel, po jednej z każdej strony motocykla. Moją uwagę zwróciły rdzewiejące elementy ramy, mimo że testowany egzemplarz nie był sprowadzony z Wysp, a ze Stanów Zjednoczonych. Ruda pojawia się najszybciej na spodniej stronie ramy, przy podnóżkach oraz tam, gdzie wilgoć zatrzymuje się najdłużej. Wykonanie maszyny jest staranne, elementy są dopasowane. Ergonomia, jeśli można o czymś takim mówić w przypadku tego motocykla, jest dobra – ręce od razu trafiają na kierownicę, a nogi na podnóżki. Plastiki mają sporą możliwość wyginania się, jednak po przekroczeniu pewnej granicy pozostają na nich białe ślady. Na szczęście, nie pękają i w dalszym ciągu spełniają swoje funkcje.
Podchodząc do tego motocykla, mamy dziwne uczucie, że mamy do czynienia raczej z zabawką. Otrzęsiny zapewnia mi spojrzenie w dokumenty; tam w rubryce MOC widnieje zapis 42 KM (w zależności od wersji, europejskie modele były dławione nawet do 15 KM). Sporo jak na 250-tkę enduro, legitymującą się masą w stanie suchym 105,5 kg. Waga pojazdu i jego wyważenie to cechy, które dają nam pełną swobodę w terenie. Nie jest problemem podniesienie maszyny nawet w stanie skrajnego wyczerpania organizmu. Już podczas pierwszego kontaktu czuć, że prowadzenie małej Efki będzie łatwe dla przeciętnego amatora enduro. Siadając za sterami, od razu zauważamy dużą sztywność zawieszenia. Daje nam to wyraźnie do zrozumienia, że w tej maszynie nie ma kompromisów, a jej specyfika nie jest nastawiona na wygodę podróżowania, lecz na ostrą walkę w terenie. Wysokość siedziska jest znaczna – to prawie jeden metr, dlatego rajderzy o niskim wzroście powinni mieć się na baczności; podparcie nogą, stojąc nad koleiną, może przysporzyć nie lada problemów.
Aby myśleć o uruchomieniu silnika wuerki, musimy najpierw zajrzeć za kierownicę. Tam obok licznika przebiegu znajduje się wyłącznik zapłonu. Gotowość do pracy sygnalizuje czerwona dioda. W egzemplarzach późniejszych, zamiast analogowego licznika przebiegu, zastosowano podświetlany tripmaster. Brak jakiejkolwiek blokady, choćby kierownicy, podkreśla wyczynowy charakter tego motocykla – pierwsza osoba z ulicy może wsiąść i odjechać naszym maleństwem...
GROOD
Jescze jedno nie dawno mialem huske wr 250 i yamaha przy niej to precel ale trwalosc nie ciekawa.
Jak mawiaja chlopaki z US & A - ITS SO SICK SON !
A chlopaki z lokalnego podworka mawiaja:
" Panie cos w tej WR puka...ma pukac! Bedzie Pan zadowolony"
Test jak zawsze rewelacja!