– Zajebisty – odpowiada Grzechu, gdy pytam co sądzi o swoim V-Maxie. Rzeczywiście, jest to wyjątkowy motocykl. Od samego patrzenia niektórzy dostają gęsiej skórki. Został tak zaprojektowany, że nawet kiedy stoi, wygląda groźnie. Od razu widać, że jest szybki i mocny. Czy jest jednak wystarczająco dobry, skoro wciąż tak drogi? Tym bardziej, że niektórzy uważają go za konstrukcję przestarzałą i niemodną.
Zwarta, charakterystyczna sylwetka motocykla z wyeksponowanym silnikiem, nawet dziś, po prawie 25 latach od pierwszej prezentacji, może się podobać. To, co obecnie nie jest pożądane w szybkich motocyklach, tutaj znajduje się na pierwszym planie. Imponujące kształty to uosobienie dużej masy własnej (rzędu 262 kg). Mieszanka niezwykłego stylu z wąskim profilem tylnej opony, metalowymi muskułami dużego silnika, pokryta prostym, ale niepowtarzalnym malowaniem. Filigranowy widelec przedni budzi kontrowersje. Ten motocykl prowadzi się dokładnie tak, jak wygląda.
Po odpaleniu czterocylindrowego, widlastego silnika V4 o pojemności blisko 1,2 litra rozbrzmiewa raczej niezły dźwięk, nawet jak na standardy seryjnych wydechów. Na tym etapie ważne jest odblokowanie kierownicy zanim jeszcze uruchomisz silnik. W przeciwnym razie trzeba go wyłączyć, przełożyć kluczyk do właściwego zamka, odblokować kierownicę, a następnie włożyć z powrotem do stacyjki i dopiero można jechać. To nie jest fajne rozwiązanie.
Odpaleniu nie towarzyszą wystrzały, kanonady nieregularnych wybuchów, które kojarzą się z pracą innych widlastych silników. W V-Maxie masz raczej do czynienia z niskim dudnieniem, które może nie jest głośne, ale wyraźnie słyszalne z większej odległości. Zupełnie tak, jakby każdemu suwowi pracy towarzyszyły głuche odgłosy nadciągającej z daleka burzy. Dlatego zalety tego kloca można docenić nawet przez uszy, a nie tylko przez tyłek, jak to ma miejsce w wielu innych wibrujących sprzętach.
Ponieważ pozycja za kierownicą jest raczej swobodnie wyprostowana, można uznać motocykl za wygodny. Sprzyja to relaksacyjnej jeździe, a także dalszym wypadom za miasto, oczywiście, pamiętając o tym, że niezabudowana konstrukcja ogranicza naszą prędkość przelotową do okolic 120–140 km/h. Praktycznie bezobsługowy wał kardana pozwala zapomnieć o brudnej robocie, jaką jest smarowanie łańcucha. W prezentowanym egzemplarzu zamontowano akcesoryjną kierownicę, która wydawała się lepsza, w tym również bardziej proporcjonalna niż seryjna. Dzięki niezłej charakterystyce przebiegu krzywej momentu obrotowego, silnik zachęca do spokojnej jazdy, z miękkim oddawaniem mocy w niskim zakresie obrotów. Nie ma większego znaczenia, który bieg „zapniesz”; V4 posłusznie poradzi sobie z masą maszyny i pasażerów przy każdej prędkości. Nic dziwnego, skoro silnik przeszczepiono z krążownika XVZ Royal Venture. Od swojego protoplasty różni się m.in. mniejszym alternatorem, lżejszymi tłokami i większymi głowicami.
Kiedy serce V-Maxa spokojnie toczy go do przodu, jest czas na rozejrzenie się po „kokpicie”. Charakterystyczny układ zegarów przez lata spędzał sen z powiek wielu miłośnikom motocykli. Pewnego rodzaju awangarda w umiejscowieniu obrotomierza, kontrolek i wskaźnika temperatury na atrapie zbiornika paliwa, stanowi uzupełnienie dla umieszczonego na kierownicy prędkościomierza. Resztę instrumentów rozplanowano tradycyjnie.
Podczas jazdy przy 80–90 km/h ciężar maszyny nie jest odczuwalny, dlatego, nieco pochopnie, wielu wyciągało wnioski, że jest to motocykl łatwy i przyjemny w prowadzeniu. Sytuacja zmienia się diametralnie choćby podczas tzw. manewrów kołowania, czyli na przykład na parkingu, w ciasnych zaułkach bądź między samochodami, przy znikomej prędkości. Mimo że wygląd motocykla wskazuje na nisko położony środek ciężkości, maszyna „wali się” podczas ciasnego skręcania, co wymaga od kierującego zwiększonej uwagi i większego użycia siły. Można się przyzwyczaić, choć na początku nie jest łatwo. Kiedy już uda się zawrócić, a warunki na to pozwolą, żaden użytkownik V-Maxa nie odmówi sobie tego, co tygryski lubią najbardziej.
czterocylindrowy, szesnastozaworowy, czterosuwowy, układ V
Pojemność
1198 ccm
Predkość maks.
233 km/h
Stopień spręż.
10,5 : 1
Moc
107 kW/145 KM przy 8700 obr./min
Maks. moment obrotowy
122 Nm przy 7500 obr./min
Chłodzenie
chłodzony cieczą
Skrzynia biegów
pięciostopniowa
Rama
stlowa, podwójna, kołyskowa
Przednie zawieszenie
widelec teleskopowy o skoku 140 mm i średnicy 43 mm
Tylne zawieszenie
wahacz wleczony podparty dwoma elementami resorująco-tłumiącymi o skoku 100 mm
Przedni hamulec
dwie tarcze o średnicy 298 mm
Tylny hamulec
jedna tarcza o średnicy 282 mm
Przednia opona
100/90 ZR 18
Tylna opona
150/90 ZR 15
Długość/Wysokość
230 cm/116 cm
Masa własna
262 kg
Spalanie
8 l/100 km
Zbiornik paliwa
15 dm3
Komentarze użytkowników
(11)
09-09-2009 11:33
Andrzej Kuczmierowski
Zgodziłbym się z misiem, bo poprawnie nazywa się to przekładnią Kardana, choć w potocznym słownictwie "wał Karana" funkcjonuje już od dawna i sam używam tego określenia.
09-09-2009 09:06
~Misio
Drodzy forumowicze - powtórzę jeszcze raz:
Nie ma takiego czegoś jak wał kardana. Zresztą link podany przez Kamile to potwierdza:
http://www.forumsamochodowe.pl/slownikmotoryzacyjny/294,wal_kardana/
Opisywany motocykle przenosi moc przez wał NAPĘDOWY, który wyposażony jest w przekładnie/przeguby kardana.
Owszem trzeba przyznać że dużo osób używa tego błędnego określenia jak wał kardana. Każdy kto zna się trochę na mechanice to potwierdzi.
07-09-2009 19:14
b3wolf
Pewnie, że możemy ;)
07-09-2009 09:11
~Yamaha TRX 850
Fajny sprzet ,a mozecie zrobic test R6?
06-09-2009 11:56
~Zielak
Co ja tu widzę na zdjęciach mój stary V-MAX jestem jego pierwszym właścicielem :)
05-09-2009 23:33
juzeg
Nie ma takiego miasta jak Londyn. Jest Lądek, Lądek Zdrój...
A Vmax to moje małe marzenie. Jest w nim coś absurdalnego i to mnie chyba najbardziej w nim pociąga :)
05-09-2009 15:49
~seba
Mam v-maxa i chcę zamieścić małe sprostowanie: v-boost działa od 6500 obr./min. tak jest chyba w instrukcji..a ja czuje jego działanie od 7000obr / min. Coś piękneg.. A teraz coś do Misia: zobacz piąte zdjęcie od góry...takie srebrne tam jest..między kołem a wydechem.. to jest wał napędowy zwany też wałem kardana.Swietna sprawa
Mylisz się drogi kolego, wał Kardana to potoczna nazwa wału napędowego, który właśnie w tym motocyklu służy do przenoszenia napędu na tylne koło. Być może ortodoksyjni mechanicy będą mieli coś przeciwko, ale określenie to już od dawna weszło również do prasy fachowej.
Nigdy nie lubiłem sportowych motocykli. Wydawały mi się zbyt pospolite, nie mające tego „klimatu”, który zawsze znajdowałem z klasycznych, starych konstrukcjach. Dlatego...
Nie ma takiego czegoś jak wał kardana. Zresztą link podany przez Kamile to potwierdza:
http://www.forumsamochodowe.pl/slownikmotoryzacyjny/294,wal_kardana/
Opisywany motocykle przenosi moc przez wał NAPĘDOWY, który wyposażony jest w przekładnie/przeguby kardana.
Owszem trzeba przyznać że dużo osób używa tego błędnego określenia jak wał kardana. Każdy kto zna się trochę na mechanice to potwierdzi.
A Vmax to moje małe marzenie. Jest w nim coś absurdalnego i to mnie chyba najbardziej w nim pociąga :)
http://www.forumsamochodowe.pl/slownikmotoryzacyjny/294,wal_kardana/
http://lo-bogatynia.webpark.pl/Moto/motoslownik.htm
Ot co, cały komentarz.