Własnymi drogami też można
Po tym, kiedy równa lub przynajmniej twarda nawierzchnia zacznie stawać się nudna, kierowcy „zackli się” do samotnego drzewa na górzystym horyzoncie. Ten motocykl błyskawicznie dotrze tam każdą polną dróżką z kamieniami. Tutaj też nareszcie przyda się szeroka i wysoka kierownica, dzięki której w razie potrzeby można poprowadzić maszynę na stojąco. W przypadku braku w okolicy stacji paliw można zaufać pojemności dużego, pełnego zbiornika paliwa, który powinien wystarczyć na ponad 300 kilometrów, o ile wcześniej został zatankowany pod korek. Należy dodać, że deska rozdzielcza jest bardzo przejrzysta i dostarcza wielu cennych informacji. Posiada cyfrowy wskaźnik poziomu paliwa, godziny, temperatury silnika oraz te standardowe – obrotomierz i prędkościomierz.
Ewolucja i odmiany
Suzuki oferowało jeszcze wersję V-Storm 1000 Grand Touring. Do zwykłej wersji Suzuki dorzuciło bonus w postaci zestawu trzech firmowych, wielkopojemnych kufrów, które znacząco podnoszą komfort w dalekich podróżach. Oprócz tego są one lakierowane w kolorze motocykla, wiec komponują się z maszyną dużo lepiej, niż akcesoryjne.
W 2003 roku w modelu K3 wprowadzono lepszy widelec przedni z regulacją napięcia sprężyny i nowy alternator o mocy 400 W. W następnym roku model K4 otrzymał odnowiony zestaw wskaźników, 32-bitową jednostkę sterującą pracą silnika (wcześniej 16 bitów) z nowymi niektórymi czujnikami. Oprócz tego zamontowano również inne kierunkowskazy i solidniejsze osłony dłoni kierowcy. Przeprojektowano szybę, a w modelach sprzedawanych poza rynkami europejskimi wprowadzono światła awaryjne (w Europie montowane już wcześniej). Od 2005 roku srebrną ramę lakierowano na czarny kolor, a w 2007 zastosowano nowe, jasne klosze kierunkowskazów.
Podsumowanie
V-Strom 1000 to duży motocykl turystyczny z możliwościami jeżdżenia w lekkim terenie. Nadaje się głównie na dalekie wypady po drogach niekoniecznie najlepszej jakości, włączając w to szutry. Mocny dwucylindrowy silnik o pojemności prawie 1000 ccm zapewnia odpowiednią moc i elastyczność podczas jazdy przy umiarkowanym apetycie na paliwo.
Okiem właściciela:
Piotr Matys, Londyn, Suzuki DL650 i Suzuki DL1000
„Litr to jest jednak to!” – pomyślałem, nie zdając sobie jeszcze do końca sprawy, że moje życie motocyklisty nigdy już nie będzie takie samo po przejechaniu prawie 3500 km po Europie na tej litrowej odmianie. Bo na co dzień dojeżdżam do pracy na DL650cc. Duży V-Strom sprawdził się idealnie zarówno podczas jazdy po autostradzie, jak i na krętych górskich drogach. To turystyk, który pasuje do każdego rodzaju dróg, jeżeli tylko zaakceptujesz to, że jazda na nim wymaga większego zaangażowania z twojej strony. To ciężkie moto i nie da się tego ukryć. Jednak właśnie dlatego tym większą frajdę sprawiało mi wrzucanie go w kolejny zakręt. Na autostradzie pełen relaks – wrzucasz szóstkę i dzięki elastyczności, jaką oferuje silnik lecisz na tym samym biegu aż przyjdzie pora, aby zrzucać biegi przy zjeździe na krótki odpoczynek na kolejnej stacji benzynowej. Przy tak długiej trasie objawy bolących pośladków były nam obce. Owiewka mogłaby być o parę centymetrów wyższa (mam 178 cm wzrostu), ale nawet po całym dniu jazdy ani razu nie zsiadałem z motocykla wypompowany. Polecam, chociaż ostrzegam tych, którzy nie mieli okazji być w posiadaniu litra: takie doświadczenie zmienia człowieka. Dojazdy do pracy na 650-tce nie są już takie same jak kiedyś.
Z lekko upierdliwych rzeczy można jeszcze powiedzieć o szarpiącym silniku do okolo 3000 obrotow - rzeczywiscie DL prycha i wierzga dając znać ze taka jazda mu się nie podoba, co szczerze mowiac tez ma swoj urok - trochę więcej gazu i radośnie pogna do przodu:P No i co do wygladu - jak patrzec na niego prosto z przodu to wyglada dość pokracznie - ale praktycznie każde moto z kategorii 'turystyczne enduro' ma jakiś designerski dysonans^^ To nie jest moto do lansu ale i tak prezentuje sie ładnie (najlepiej z ukosa) :)
No i tyle "wad" - nie są one dokuczliwe jak najbardziej da się na nie przymknąć oko.
Hamulce są okejj. Silnik - tak jak się spodziewałem - czy samemu czy z pasażerem grzecznie ciągnie do przodu bez potrzeby wachlowania biegami (mimo, że litrowa V-ka to nie jest jakis diabel - mocy jest w sam raz), Pozycja za kierownica, ochrona przed wiatrem, jazda w zakrętach - jak dla mnie po prostu bajka, A najbardziej podoba mi się zawieszenie - na polskie drogi to jest to (na szuterki się nie zapuszczalem jeszcze więc nie będę oceniał).
Generalnie bardzo uniwersalny sprzęt, choć dopiero na trasie (z niekoniecznie dobrej jakości drogami) pokazuje wszystkie swoje zalety. Czuję, że to będzie dobry kumpel na lata.
pozdro!
Sport - bo dobrze zasuwa po czarnym,
Enduro - bo jak wpadnie w "polską" dziurę to cały z niej po drugiej stronie wypadnie
Tourer - bo weźmie na grzbiet tyle ile sam waży, przejedzie na jednym zbiorniku 500 km w tempie Sport i po drogach typu Enduro :-)
pzdr
X