Motocykliści naprawdę nie mają łatwego życia. Zimą - zimno, więc o przyjemnym jeżdżeniu raczej nie może być mowy. Z kolei latem co chwila zaskakują nas ulewne burze... I tak źle i tak niedobrze. O ile odpowiednio ciepłe ciuchy i dodatkowe ocieplacze to temat rzeka, a przede wszystkim materiał na inny artykuł, o tyle ochrona przed deszczem może być prostsza niż Wam się wydaje!
Aby to udowodnić, zabraliśmy do naszego Laboratorium testowego trzy kombinezony przeciwdeszczowe z różnego przedziału cenowego: od „budżetowej” Utiki, przez średnią Adrenalinę, aż do top klasy Alpinestarsa. Jedni bez przeciwdeszczowego kombi nie ruszają się z domu, inni nie wyobrażają sobie jazdy w tych śmiesznych ortalionach, których kolory łudząco przypominają te na uniformach służby oczyszczania miasta. Co tak naprawdę dają? Czym się różnią? A przede wszystkim – czy kupowanie ich ma sens? Tego dowiecie się z niniejszego porównania.
Teoria
Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z takimi wynalazkami, dlatego też, po chwili zastanowienia zrobiłem listę kilku podstawowych wymagań, jakie powinien spełniać produkt, na który miałbym wydać swoje pieniądze. Oczywiście wszystkie z testowanych przez nas ochraniaczy mają zapewniać 100% nieprzemakalność. Poza tym, jako użytkownik skórzanego kombinezonu sportowego, wymagam możliwości dopasowania tego „worka” tak, aby zminimalizować furkotanie na wietrze. W kiepskich warunkach pogodowych widoczność panująca na drodze jest raczej marna, chciałbym być więc dobrze widoczny– skoro już muszę wyglądać śmiesznie, to przynajmniej niech to będzie praktyczne. Na koniec z pewnością nie zaszkodzi kilka kieszonek czy innych gadżetów uprzyjemniających użytkowanie. Tyle teorii, a jak z praktyką?
Adrenaline
Firma Adrenaline to nowy gracz na naszym rynku, z założenia jest to produkt tańszy, a przez to przeznaczony dla mniej wymagających klientów. Cięcie kosztów widać głównie w siatce będącej formą wyściółki, dzięki czemu nasze ubranie nie „skleja” się z wodoszczelną warstwą. Problem leży w tym, że Adrenaline ma ją wszytą tylko w okolicach tułowia. Poza tym kombinezon ten posiada dwie kieszenie, które nawet nie udają, że są wodoszczelne. Reszta wyposażenia jest raczej standardowa - miękki kołnierz, suwak i ściągacz przy nogawce, ściągacz przy nadgarstku i nieliczne odblaskowe wstawki. Jeżeli chodzi o ogólną jakość wykonania, to ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Gdyby zasłonić logo producenta, nikt by się nie zorientował który produkt to Adrenaline, a który Utika.
Morał z tej bajki taki: nie wszystko co najdroższe oferuje najwyższą jakość.
Ktoś może wie jak wypada do tego testu DAINESE HOGAN ?
Gdybyś czytał dokładnie, z pewnością zauważyłbyś, tu cytat:
Trzeba jednak przyznać, że zarówno podczas naszej próby wody w myjni, jak i przy okazji prawdziwego deszczu, żaden z kombinezonów nie puścił.